Wyżowy wieczór

Lato to dzień w dzień bezchmurne niebo, albo zasnute całkowicie chmurami podczas burz. Jesień daje nam przeplatankę i to lubię. Pogoda może przynieść papierowe, nijakie niebo, ale jest też spora szansa na szałowe kolory podczas częściowych rozpogodzeń.

I tak właśnie było podczas jednego z prwie bezwierznych, wyżowych listopadowych zachodów słońca.

Kulminacja

Ostatnio nie brakuje pięknych wschodów i zachodów słońca. Być może przez tę wietrzną pogodę.

W ubiegłą sobotę coś mi mówiło, że może być jeden z tych zachodów, które pamięta się długo. Niebo zachmurzone, ale nad zachodnim horyzontem pas czystego nieba. Do tego doszedł lekki opad deszczu, dzięki czemu niebo zaświeciło jeszcze intensywniej. Poniżej kulminacyjny punkt wieczoru.

Ozłocone słońcem

Nie oszczędzam „kliszy”. Jak fotografuję, robię sporo zdjęć. Dlatego, że podczas wschodów i zachodów, światło zmienia się z minuty na minutę. Nieraz różnica kilku minut i kąt ustawienia aparatu względem słońca robi bardzo dużą różnicę.

Dopiero w domu na monitorze wybiorę te, które są najpiekniejsze. Nieraz jedno zdjęcie oddaje klimat wieczoru, czasem jest to kilka fotek. Dziś jedno. Ciasny kadr na brzozę z resztkami złotych liści. Dodatkowo ozłoconych światłem zachodzącego słońca.

Wszystkich Świętych

Ubierz się w czerwoną czapkę i cierpliwie czekaj, aż niebo przybierze jej kolor. Czy to jest przepis na uchwycenie takich kolorow na niebie? No nie bardzo. Ciągłe śledzenie prognoz pogody i dyspozycyjność, aby w każdej chwili móc wyskoczyć w teren. Nawet, jeśli jest to Wszystkich Świętych. Bo to wtedy wieczorem na niebie mogłem podziwiać takie niecodzienne kolory.

Ulubione zdjęcie

Nigdy nie robię tego na siłę. Mam ten komfort, że od ośmiu lat fotografuję krajobraz i nigdy nie zmuszałem się do wyjścia w teren. Zawsze na to czekam i cieszę się na każdą jedną możliwość fotografowania.

Bywa tak, że jadę, idę w teren, a pogoda nie dopisuje. Nie przejmuję się tym bo wiem, że przede mną jeszcze tyle plenerów, że wcześniej czy później trafię na te wymarzone warunki. Wmawiam sobie i czuję, że te najpiekniejsze jeszcze przede mną. To daje mi tę energię i chęć. Czekanie na to jedno zdjęcie. Zdjęcie, które będzie najlepsze w miesiącu, roku, w mojej całej działalności fotograficznej. A później i tak nie potrafię określić tego ulubionego 🙂

Pusto i spokojnie

Kilkanaście, może nieco więcej ulubionych miejscówek. Moja najbliższa okolica. Maksymalnie do kilkunastu kilometrów od domu. Dalej się nie zapuszczam, no chyba że rowerem.

Szybkie wypady na wschody lub zachody to właśnie te kilkanaście ulubionych miejsc. Miejsc, które w pięknym świetle zawsze wyglądają zjawiskowo i w których czuję sie dobrze. Pewnie dlatego, że są z dala od zabudowań. Że jest tam pusto i spokojnie.

Niespełna rozumu

Warunki ciągle się zmieniały. Żółcie, pomarańcze, w końcu róże. Na końcu już po zmroku był burgund. Może się to wydawać nieprawdopodobne, bo takie kolory nie zdarzają się często. Miałem to szczęście akurat tego dnia być w plenerze, móc to podziwiać przez długi czas na własne oczy i uwiecznić na zdjęciach.

Zaskakiwany co kilka minut. Biegający po polach z miejsca na miejsce. Zziajany i z drżącymi z emocji dłońmi. Ktoś, kto mnie widział mógł sobie pomyśleć, że jakiś niespełna rozumu 😉

Zaczeska

Kiedy wieje tak bardzo, że twoja zaczeska zaczyna żyć własnym życiem… 🙂

Wieczór zapowiadał się ciekawie. Wiał bardzo mocny wiatr, na niebie pływały obłoczki, a dalej na zachodzie przez następne kilkaset kilometrów nie było chmurki. To musiało zakończyć się cudownymi kolorami na niebie.

Nie zawiodłem się, a kolor utrzymywały się na niebie bardzo długo. Udało się też obejść kilka miejscówek, jednak ta chyba najbardziej przypadła mi do gustu. Poniższą wierzbę pokazywałem już tutaj. Ogłowioną, potem elegancko odrośniętą, a teraz jak widzę dopadł ją ogień, całkiem możliwe, że przyczyną był piorun, na co wskazują odłamane kawałki pnia.

Jak z horroru

Ten wieczór zapamiętam na długo. Przepiękne kolory, najpierw oczywiście w ciepłych barwach, zaczeły się prawie godzinę przez zachodem słońca. Na koniec niebo na długie minuty stało się czerwone. Najpierw fotografowałem w polach, ale stwierdziłem, że ten mroczny klimat pasuje mi do cmentarza i tam się przeniosłem.

Te niesamowite kolory świeciły na niebie jeszcze ponad czterdzieści minut po zachodzie słońca. Cmentarz, nietuzinkowy kolor nieba i silny wiatr wydający różne odgłosy. To wszystko złożyło się na ten niepowtarzalny klimat rodem z horroru 😉