Do tej pory nie wiem, co to tam tak pięknie kwitło. Jednak to pole w połączeniu z zachodem słońca urzekło mnie do głębi.



Do tej pory nie wiem, co to tam tak pięknie kwitło. Jednak to pole w połączeniu z zachodem słońca urzekło mnie do głębi.



Mam tam blisko i często stamtąd fotografuję. Pewnie dlatego zachowały się fotki, których tu jeszcze nie pokazywałem. Pamiętam, że był to lipiec i urzekły mnie wtedy te podświetlone trawy. Podświetlone słońcem, które na sam koniec dnia znalazło sobie wąski bezchmurny pas tuż nad horyzontem.
Kilka chwil, ale na tym polega wyjątkowość zachodów słońca. Trwają krótko i być może dlatego zapadają nam w pamięć…




Albo jest bezchmurnie, albo chmury pokrywają całe niebo. A najfajniej jest własnie tak pół na pół.



Tym razem spacerkiem po okolicy.




Dynamicznie na niebie. I kawałek tęczy się załapał na wszystkich zdjęciach. W różnych okolicznościach przyrody. Tęcza „wisiała” na niebie przynajmniej z godzinę, a może i dłużej. To jeden z majowych jeszcze wieczorów.




Zanim trzy lata temu zacząłem po raz kolejny przygodę z rowerem, nie odpuszczałem żadnego zachodu słońca. Gdy tylko miałem możliwość, uderzałem w teren. Teraz dużo, dużo rzadziej i przyznaję, że brakuje mi pięknych kolorów na niebie. Ale nic na to nie poradzę, że jedna pasja wygrywa z drugą. No przynajmniej na razie.



🍀 Wróciłem z terenu i zaraz wracałem z powrotem w teren, gdy zobaczyłem co zaczyna dziać się na niebie. Co ciekawe – najlepsze kolory były na północy (z leciutkim odchyleniem na zachód)! Pierwsze zdjęcie to panorama 180°. Sam autor tego wpisu oniemiał i zastygł w bezruchu do autoportretu.



Mówili, nie rób zdjęć pod słońce. Dawniej tak mówili. A raczej pisali. Jeszcze kiedy w sieci istniały fora. I jeszcze całe mnóstwo innych zasad. A ja mówię, fotografuj w którą stronę chcesz, nawet i pod ostre słońce. Eksperymentuj, a może czasem uda się zrobić coś ciekawego 🙂
Piszę to oczywiście w formie żartu. Zasady w fotografii są pewnie ważne, ale równie ważne jest, aby je łamać świadomie. I co do kadru i co do pory fotografowania. Ale przede wszystkim najważniejsze jest, aby fotografowanie fotografującemu przynosiło radość. Niezależnie od efektu.



Nie chce mi się czekać z rowerem do wieczoru, aby fotografować zachody słońca. Przychodzę z pracy i od razu wsiadam na siodełko. Czasami jednak moja jazda przedłuża się aż do zmierzchu. Wtedy mam okazję i możliwość podziwiać między innymi takie widoki.



Póki co zawsze na pierwszym miejscu zostaje rower, ale jeśli przy okazji uda się trafić na ciekawe warunki i światło do fotografowania, to wyciągnięcie aparatu staje się równie ważne, jak kręcenie na dwóch kółkach.
Tak właśnie było kilka dni temu. Zahaczyłem o jedną z ulubionych i widowiskowych miejscówek. Miejscem, gdzie nie tylko stoi okazałe drzewo z urokliwą kapliczką, ale skąd również rozpościera się rozległy widok na okolicę.


