Ciuchy dociążyły

Ten jeden jedyny dzień od bardzo dawna, kiedy w końcu chmury ustąpiły czystemu niebu. No, prawie czystemu i bardzo dobrze, że tych kilka chmurek się zostało, bo to one zrobiły robotę na mojej fotce.

Uporczywy wiatr nie ułatwiał fotografowania. Dobrze, że kilka warstw grubej odzieży mnie odpowiednio dociążyło, bo nie wiem, jak by się to skończyło!

Święty Marek to uczynił

O święty Marku, orędowniku dobrej pogody! Coś Ty dzisiaj rano zrobił?!? Pomijając zimowy klimat z odrobiną śniegu i szadzią na drzewach, jeszcześ do tego niebo pomalował na kolory, których nawet nie potrafię nazwać!

Nie miałem w planie wstawać na fotografowanie, ze względu mroźne wiatrzysko, ale że się już obudziłem, to od niechcenia wsiadłem w auto i pojechałem przed siebie. Kiedy jednak zobaczyłem, co zaczyna dziać się na niebie, zapiąłem wyższy bieg i rura na miejscówki! Mimo że wcześniej kolory były jeszcze bardziej intensywne, to właśnie tu powstało moje ulubione zdjęcie.

Album na dziesięciolecie

Nie wiem, czy to dobry pomysł, ale może by tak jakiś album zrobić z akacjami. Niedługo minie równe osiem lat, jak je fotografuję. Przez ten czas byłem tam pewnie dziesiątki, a pewnie grubo ponad sto razy. Powstało z pewnością setki zdjęć… A nie, poczekam jeszcze dwa lata i zrobię album na dziesięciolecie 😉 Swoją drogą ciekawe, jak gruby będzie. No i przydałby się sponsor… 😉

Silny wiatr

Czy silny wiatr jest gwarantem kolorowego poranka? Nie zawsze, ale bywa. Bywa oczywiście tylko wtedy jeśli dodatkowo układ chmur jest odpowiedni. I tak właśnie było dziś rano.

Nade mną chmury, a kilkadziesiąt kilometrów dalej na wschodzie czyste niebo. Z mojego punktu widzenia był to tylko cienki pasek bez chmur tuż nad horyzontem, ale to wystarczyło do powstania tych wspaniałych kolorów!

A te zmieniały się z minuty na minutę. Trzeba było być czujnym i wyczekiwać na tym zimnym wietrze najodpowiedniejszej chwili. Ten niemożliwy do opisania róż pojawił się na dwanaście minut przed wschodem słońca i trwał jedynie kilka minut.

Tatry z Szkodnej, Glinika, Zagorzyc | 03.11.20204

Obudziłem się o świcie, ale -4° C to trochę za zimno na rower, a tyle było dziś rano. Postanowiłem sprawdzić, czy przy takich warunkach nie widać przypadkiem Tatr, które znajdują się ponad 130 km w linii prostej od mojej okolicy.

Mimo że teraz rzadko używam aparatu, ten cały czas czeka gotowy do akcji w torbie. Szybciutko udało się wybrać i po piętnastu minutach byłem na pierwszej miejscówce w Szkodnej. Tatry było widać w całej ich okazałości. Prezentowały się epicko w jesiennej szacie i porannym świetle.

Pojechałem na kolejną miejscówkę do Glinika. Niestety przy drodze wyrastają krzaczory, które coraz to bardziej utrudniają obserwację z tego miejsca.

Na koniec Sobótki w Zagorzycach. Gdzieś tam pomiędzy drzewami również je widać.

Tatry ze Szkodnej, 03.11.2024
Tatry ze Szkodnej, 03.11.2024
Tatry z Glinika, 03.11.2024
Tatry ze Sobótek, Zagorzyce, 03.11.2024

Trzy foty i do domu

W sobotę musiałem wstać przed świtem i to wcale nie z powodu roweru ani fotografowania. Jednak kiedy zerknąłem przez okno, już czułem, że to będzie niezwykły poranek.

Pomyślałem, że obowiązki nie zając, nie uciekną i podjechałem na pierwszą lepszą miejscówkę czekać na rozwój wypadków.

Czekałem i czekałem, aż na kilkanaście minut przed wschodem słońca nastąpił punkt kulminacyjny. Niebo zrobiło się czerwone nie tylko na wschodzie, ale dookoła horyzontu, a nawet w zenicie!

Już byłem spóźniony, więc zrobiłem szybciutko poniższe trzy foty i musiałem zmykać do domu.