Potrzebowałem tego wolnego dnia w środku tygodnia. Tęskniłem za jazdą rowerem o poranku, w samotności i ciszy. A tak się składało, że owego poranka miało być mgliście i jednocześnie słonecznie. A takie warunki są idealne do fotorowerowej wyprawy.
Było już prawie godzinę po wschodzie, kiedy dotarłem nad te bajkowe stawy. Mgła jeszcze nie zanikła, a słońce wciąż było nisko. Zblendowane światło to miód na matrycę mojego smartfona.







































