Jubileuszowy

Dziś zbieranina zdjęć z mojego jubileuszowego, setnego wyjazdu rowerowego, który miał miejsce w ubiegłą sobotę. Sto wyjazdów i prawie pięć tysięcy kilometrów na liczniku.

Na zdjęciach cudownie kwitnący wiesiołek nad jednym z akwenów wodnych w okolicy, jeden ze ślimaków, które nader często spotykam na swojej drodze – muszą widocznie lubić poranne spacery, tak jak ja. Choć spacer po asfaltowej drodze to nie zawsze najlepszy pomysł.

Na okrasę dwa zdjęcia z nieco wcześniejszej pory – takiej, kiedy słońce jeszcze nie wzeszło, a temperatura zdecydowanie nie należała do najprzyjemniejszych.

Niech światło prowadzi

Czy ja na początku lipca narzekałem na brak fajnych warunków do fotografowania? Być może. Ale to już nieaktualne, bo pogoda się naprawiła i co najmniej dwa razy trafiłem rano na piękne mgiełki, a kilka razy – co prawda bezmgielne – ale równie magiczne poranki.

Lipcowe wschody słońca potrafią jednak zaskoczyć, i to pozytywnie. Trzeba tylko wstać odpowiednio wcześnie i dać się poprowadzić światłu.

Uzależniające

Jadąc polną drogą w takiej mgle, można poczuć lekki niepokój. Niby nie ma ku temu racjonalnych powodów, ale w tej ciszy każdy niespodziewany ruch mimo wszystko wywołuje ciarki na plecach. Ileż to razy zdarzyło się, że niemal spod koła wyskoczył spłoszony bażant albo pokicał zaspany zając. Nie wspominając już o sarnach, które pojawiają się znikąd i przelatują tuż przed kierownicą.

To wszystko ma swój niepowtarzalny urok i coś w sobie uzależniającego. Nie mam pojęcia, jak to działa, ale jeszcze nie kończę jazdy, a już nie mogę się doczekać, kiedy znów uda się trafić na tak wspaniałe warunki.

Woalka z ciszy

Mgła w dolinie ścieliła się równiutko, jakby ktoś rozłożył biały koc. Mimo innego planu na podróż, trasa momentalnie uległa korekcie, gdy tylko zobaczyłem, co dzieje się w dolinie. Odbiłem we właściwą stronę i po chwili byłem na dole.

A tam… chwilami niewiele było widać – mgła była tak gęsta, że można było się w niej zgubić. Ale bywały też momenty, gdy słońce nieśmiało przebijało się przez chmurę wilgoci, a światło stawało się ciepłe i miękkie – jakby wszystko było przykryte woalką z… ciszy.

Podwójna przyjemność

W czerwcu trafiło się kilka chłodnych i mglistych poranków, ale i w lipcu już co najmniej dwa razy wpakowałem się w podobną aurę. Nie jestem żadnym specjalistą od przewidywania warunków do fotografowania – zresztą chyba nikt nie jest. Owszem, jako fotoamator śledzę prognozy pogody, ale i tak zawsze trzeba liczyć na łut szczęścia. A może przede wszystkim właśnie na niego, a nie na aplikacje…

Tak czy siak, we wtorek trafiły się warunki przecudowne – zarówno do fotografowania, jak i do jazdy rowerem. Taka poranna jazda w lekkiej mgle to zupełnie inna bajka niż kręcenie w środku dnia. Przyjemność jest zdecydowanie podwójna.

Nie myśli się wtedy o niedogodnościach, o bolącym od siodełka tyłku czy strzykających stawach. Człowiek chłonie tę jazdę całym sobą – wzrokiem, nosem, skórą, duszą. Wszystkim.

Rower cierpliwy

Zjeżdżam z górki na dół, gdzie panują mgły. Wjeżdżam w lokalną dróżkę i na dzień dobry mam widok, przy którym czuję, że wjechałem do innego świata. Ten rozproszony, a jednak ciągle oślepiający blask daje po oczach. Kawałek dalej mgła gęstnieje i słońcu nie udaje się już przez nią przebić. Kilkaset metrów i już zupełnie inna bajka.

Jeszcze dalej nie mogłem się oprzeć, aby sfotografować jedynego towarzysza moich wypraw — rower. Zawsze cierpliwy, zawsze gotowy na moje widzimisię, nigdy nie marudzi i nie chce jechać w inną niż ja stronę.

Białe tęcza nr… ?

Co to takiego jest biała tęcza? W jakich warunkach powstaje? Biała tęcza tworzy się, gdy światło słoneczne załamuje się na bardzo drobnych kroplach mgły, a nie deszczu. Krople są tak małe, że nie rozszczepiają światła na kolory — zamiast tego powstaje jednolita, blada poświata w kształcie łuku.

Na żywo wygląda jak zjawisko z innego świata, coś pomiędzy snem a cudem natury. I choć nie ma w sobie ani grama koloru, robi niesamowite wrażenie. Widywałem ją już wiele razy i za każdym razem oniemiewam! Nie mogę się napatrzeć — to jedno z najpiękniejszych, moim zdaniem, zjawisk optycznych.

Chłodek nienachalny

W lipcu oczywiście też mogą się trafić mgły. Tym razem były delikatne, jakby ktoś rozpylił mleko nad łąkami. Ale w połączeniu z niskim światłem poranka potrafiły wyczarować spektakl rodem z baśni braci Grimm.

Może sześć stopni na plusie to nie jest upał, ale przewidziałem to i ubrałem się na cebulkę, więc w miarę jak robiło się coraz cieplej mogłem uszczuplać ubiór.

Chłodek był jednak przyjemny, nie nachalny, a orzeźwiający po upałach, jakie panują za dnia. Idealny klimat na łagodne przebudzenie w terenie — bez budzika, ale za to z koncertem ptaków i mglistym spektaklem w tle.

Widmo Brockenu nr ?

Słuchajcie, po raz kolejny zobaczyłem widmo Brockenu i jestem już na tym etapie, że przestałem je liczyć, bo chyba wszystkich i tak nie pamiętam. Miałem nieśmiałą nadzieję, że w sobotę rano będą mgły. Dzień wcześniej padało, a na rano zapowiadano około 11 stopni. Było 6 stopni, a ilość mgieł przerosła moje najoptymistyczniejsze oczekiwania. Trzeba było tylko pojechać nieco dalej – na południe regionu.

No i właśnie tam, w Zawadce, jadąc drogą na grzbiecie wzgórza, patrzyłem z nadzieją, kiedy się ono pojawi. Udało się – na odcinku dosłownie kilkudziesięciu metrów. Widok niesamowity jak zawsze, a w takich okolicznościach przyrody jeszcze go nie widziałem.