Weekend obowiązkowo

Pogoda naprawdę dopisuje, trzeba to przyznać. Kwiecień i maj pokazują się z najlepszej strony. To idealny czas na wszelką aktywność na świeżym powietrzu, choćby zwykły spacer czy kilkanaście kilometrów na rowerze.

W moim przypadku spacer i rower potrafią trwać godzinami, ale nawet krótkie wyprawy są jak najbardziej wskazane. Warto wygospodarować sobie kilka godzin w tygodniu na ruch i trochę oddechu od codzienności. A w weekendy… to już obowiązkowo.

Kolejne

Dziś kolejna porcja kapliczek spotkanych po drodze. Większość z nich pewnie już kiedyś tutaj pokazywałem, ale jak wiadomo, za każdym razem wszystko wygląda trochę inaczej. Inna pogoda, inne światło i zupełnie inne okoliczności.

Nie ma dwóch takich samych kadrów, nawet jeśli powstają dokładnie w tym samym miejscu.

Czuć przestrzeń

Szczęściara z niej, nie? Takie widoki podczas śniadania. I to śniadania połączonego z drugim śniadaniem, obiadem i pewnie jeszcze kolacją. Co za życie. Cały dzień jeść i podziwiać przyrodę.

A tak już całkiem serio, sam miałem przez chwilę okazję podziwiać te same widoki ze wzgórza Gogołowskiego. Można tam naprawdę poczuć przestrzeń wszystkimi zmysłami.

Nie mniej pięknie

Ubiegłośrodowy wyjazd zostanie ze mną na długo. Na takie warunki nie trafia się przecież zbyt często. Trochę miałem przeczucie, trochę szczęścia, a trochę po prostu samozaparcia, żeby ruszyć w drogę jeszcze przed wschodem słońca.

Dzięki temu mogłem spędzić pierwsze dwie godziny jazdy w naprawdę wyjątkowych okolicznościach. Światło i klimat, którego nie da się zaplanować. A później… wcale nie zrobiło się dużo mniej pięknie 🙂

Widmo Brockenu nr 6 i biała tęcza | 20.05.2026

Sięgnąłem do archiwów i policzyłem, że to najprawdopodobniej moje szóste widmo Brockenu. Czwarte na Pogórzu Strzyżowskim, jedno miałem w Przemyślu i jedno na zupełnych równinach!

Tym razem mocno mnie zaskoczyło, bo jechałem sobie spokojnie rowerem, zerknąłem w bok, a tam wokół mojej głowy przesuwała się kolorowa aureola! Oczywiście od razu się zatrzymałem, żeby uwiecznić to ciekawe, zwłaszcza w naszym regionie, zjawisko optyczne.

Kilkanaście kilometrów później udało mi się po raz kolejny uchwycić białą tęczę, ale tej to już nawet nie zliczę. Obawiam się tylko, że widuję ją częściej niż kolorową!

Przeczucie nie zawiodło

Kto lubi takie poranki? Pewnie dziewięćdziesiąt dziewięć procent osób woli spędzić ten czas w łóżku i na spokojnie pooglądać zdjęcia u Witka. I bardzo dobrze, bo inaczej byłbym tu niepotrzebny.

Tego ranka nie mogłem dospać. Wstałem już po trzeciej, choć do wyjazdu została jeszcze przynajmniej godzina. Przeczuwałem te mgły, bo w poprzednich dniach padało i było pochmurno, a ten poranek zapowiadał się bardzo chłodno, zaledwie dwa stopnie na plusie i bez jednej chmury na niebie. To mogło oznaczać tylko jedno, piękne zjawiska optyczne.

I tym razem przeczucie mnie nie zawiodło.

Znowu

Podczas ostatnich przejażdżek rowerowych sfotografowałem kolejne kapliczki. Może nie są tak urokliwe jak te z poprzednich postów, ale również przyciągnęły moją uwagę. Jedne niepozorne, ukryte gdzieś w lesie albo pod drzewem, inne wręcz przeciwnie, nie do niezauważenia.

Najbardziej zafrapowała mnie kapliczka ze zdjęcia nr 2. A właściwie sam już nie wiem, czy to na pewno kapliczka. Być może zmylił mnie stojący obok tej budki krzyż. Im dłużej się jej przyglądałem, tym więcej miałem wątpliwości…

Pytacie, ja odpowiadam

Pytacie czasami w komentarzach, gdzie robiłem poszczególne zdjęcia. Prawda jest taka, że kiedy człowiek jadąc tyle kilometrów, często bocznymi, polnymi i mało uczęszczanymi drogami, sam nieraz traci orientację, w jakiej miejscowości aktualnie się znajduje. Plan jest zwykle prosty: wyznaczyć trasę, wrzucić ją do nawigacji i jechać przed siebie, czekając na to, co po drodze pokaże los.

Tym razem jednak trochę poszperałem i udało mi się odtworzyć kilka miejsc. Na pierwszym zdjęciu znajduje się okazały pomnik przyrody, na który natrafiłem w okolicy Ustrobnej. Kolejne ujęcie przedstawia cerkiew Narodzenia NMP w Oparówce, a następne wiekową kapliczkę stojącą około pół kilometra na północ od cerkwi.

Ostatnie zdjęcie zrobiłem gdzieś po drodze, wyjeżdżając na wzniesienie w okolicy miejscowości Rzepnik.

W tych moich wyjazdach chyba to jest najlepsze, że tak do końca nigdy nie wiem, co znajdę za następnym zakrętem.

Przyznaję się

Muszę się do czegoś przyznać. Ja znowu narobiłem zdjęć kapliczek.

Nie wiem, co ja z nimi mam, ale jak światło dopisuje, to jakoś same rzucają mi się w oczy i od razu chce mi się wyciągać smartfon. Niektóre z nich po prostu nie pozwalają spokojnie przejechać obok i przejść nad nimi do porządku dziennego. Mają jakąś moc przyciągania. Oczywiście nie wszystkie.

Bo muszą być pięknie usytuowane. Z dala od zabudowań. Często na rozstajach dróg. Przy drogach mniej uczęszczanych. To właśnie te mają w sobie magnez…