Czy natura mogła nam zrobić lepszy prezent na długi majowy weekend? Chyba nie. Mnie tam nic więcej do szczęścia nie potrzeba. Może jeszcze nieco siły, aby móc aktywnie spędzać ten wolny czas i poświęcać go na to co lubię najbardziej.




Czy natura mogła nam zrobić lepszy prezent na długi majowy weekend? Chyba nie. Mnie tam nic więcej do szczęścia nie potrzeba. Może jeszcze nieco siły, aby móc aktywnie spędzać ten wolny czas i poświęcać go na to co lubię najbardziej.




Aktualnie mam tak, że jeżdżenie, spacerowanie i generalnie spędzanie czasu na łonie natury, jest dla mnie ważniejsze niż samo fotografowanie. Nie szukam już idealnego światła do fotografii. Opuszczam wschody i zachody słońca. Czas wolę poświęcić na jazdę i zwiedzanie największych zakamarków mojej okolicy. Owszem dokumentuję na fotografiach, ale to tak zupełnie przy okazji.




Jeździłem dla sportu, jeździłem dla wyników, jeździłem asfaltem, zjeżdżałem na szutry i do lasu. Teraz wybieram czasami polne drogi, których nie ma na mapach. Widzę drogę lub coś, co jest do drogi podobne i sprawdzam, dokąd prowadzi.
Nieraz kończy się niespodziewanie, nieraz prowadzi w miejsca, do których normalnie nigdy bym nie trafił. Nieraz muszę prowadzić rower miedzami, nieużytkami i przez krzaki. No ale co zrobić, jak to teraz lubię… 🙂




Czego chcieć więcej? Pogoda, ciepło, wolny czas, chęci, aparat, zdrowe nogi, rower…
Mnie to póki co wystarcza i oby tak zostało.




Na piątek mam kolejne fotki z moich niekończących się wędrówek po bliższej i dalszej okolicy.
Własnymi nogami i rowerem.
Urokliwa kapliczka przy polnej drodze w ostatnich promykach wieczoru.

Stara rozłożysta lipa i tam gdzieś pod nią Nepomucen.

Wierzby, pierwsza i do tej pory jedna z ulubionych miejscówek.

Nowo odkryty wąwóz w środku miasta (!) Niestety zaniedbany i zaśmiecony…

Dobrze jest wyjechać sobie na dwie, trzy godziny przed zachodem słońca. Wyjazd przed wschodem to tylko w weekendy. Ale to wtedy znajduję najpiękniejsze światło. Wtedy i pofotografować można i przyjemność z jazdy większa 😉




Od jakiegoś czasu mam zajawkę na hm… jak to nazwać – grę terenową, polegającą na zbieraniu kwadratów. Generalnie mapa podzielona jest na duże i małe kwadraty. Duże mają bok ok. 1600 metrów, a małe tylko 200 metrów. Zabawa polega na wjechaniu rowerem lub wejściu na nogach na teren jak największej ilości kwadratów przylegających do siebie bokami.
Zazwyczaj trzeba się nieźle nakombinować, ale dzięki temu odkrywam miejscówki, do których normalnie nigdy bym nie trafił. Robię to wieczorami przy cudownym niskim świetle. Dzięki temu powstaje wiele zdjęć robionych spontanicznie, bez planowania. Po prostu coś widzę i fotografuję. Zabawa pierwsza klasa i jeśli ktoś lubi dużo jeździć rowerem lub spacerować, polecam – SQUADRATS https://squadrats.com



Może jakość zdjęć nie jest najlepsza, ale chodząc ze statywem i ciężkim sprzętem nie trafiłbym w tyle miejscówek i nie obserwował tylu zachodów słońca. Mając stary wysłużony aparat w sakwie roweru, w każdej chwili mogę go wyciągnąć i uwiecznić tę jedną niepowtarzalną chwilę, światło, miejsce.
Tak jak na poniższych zdjęciach zrobionych podczas jednej z wypraw, podczas których wyszukuję takie zakamarki okolicy, gdzie jeszcze nigdy nie byłem.




Brakło tylko słońca. Nawet wiatr bardzo nie przeszkadzał, no i było przyjemne prawie 20° C. Wsiadłem na rower i objechałem okolicę w poszukiwaniu wiosennych kadrów.




Nic nowego nie napiszę i nic nowego nie pokażę. Nic innego poza kolejnymi kadrami z moich rowerowych wojaży. Wypatrzone i uwiecznione. Swoisty klimat chwili i miejsca. Pozostanie na zdjęciu i w mojej pamięci.



