Dajcie spokój

A dajcie spokój już z tą zimą. Grudzień przyzwyczaił nas do dodatnich temperatur, a tu znienacka takie coś w pogodzie. Ani to prawdziwa zima ze śniegiem i mrozem, ani to jesienna aura…

Wyglądam przez okno, ponuro. Wychodzę na zewnątrz, wszystko pokryte lodem. Ale przynajmniej wieje konkretnie, co potęguje odczucie zimna. I te myśli: ryzykować odmrożenia i jechać na rower, czy może ryzykować wywinięcie orła i pójść pobiegać… Jedno i drugie kusi.

Ale już tak na poważnie, sięgnąłem do archiwum i wygrzebałem kilka optymistycznych fotek z tegorocznej jesieni. A konkretnie z października. Z jednego z najpiękniejszych wieczorów, z ładnym światłem i ładnymi kolorami. Ogrzejmy się trochę przy tych kadrach.

Pytam się

I gdzie to słońce, ja się pytam? Czy mi się wydaje, czy prognozy wskazywały na święta ze słońcem? Wiem… to tylko mój region był tak „poszkodowany”, że cały dzień wisiały niskie chmury. Było szaro, ponuro, a na dodatek zimno i wietrznie.

Ja cierpliwie czekam na wiosnę. Ale czekam aktywnie. Na przykład łażąc sobie po lesie.

Reset

Zanim nadejdą mroźne i słoneczne dni, wrzucam jeszcze kilka zdjęć z ostatnich mglistych dni, które wbrew pozorom nie były aż takie bardzo szare, nudne ani przygnębiające. W niektórych miejscach w lesie trafiałem na całkiem optymistyczne miejscówki. Dużo żywej zieleni, która w tej wilgoci i delikatnej mgiełce wyglądała jeszcze bardziej soczyście.

Mgła dodawała krajobrazom tajemniczości, ale jednocześnie nie odbierała im życia. Każde drzewo i krzew wydawały się bardziej wyraziste, a spacer w takich warunkach działa jak naturalny reset dla głowy, jakiej ona potrzebuje podczas weekendu. No chyba, że ktoś woli się inaczej resetować 🙂

Idą mrozy

Coraz zimniej się robi, a święta mają być całkiem mroźne. W mojej okolicy prognozowane są spadki temperatury w nocy nawet do minus 9 stopni Celsjusza, a w dzień ma nie być cieplej niż minus 2 – 3 stopnie.

Ale przynajmniej ma świecić słońce, więc ja już zacieram ręce na mroźne, słoneczne spacery po moich ścieżkach. Bo co jak co, ale na rower przy takiej temperaturze nie odważę się wsiąść.

A tymczasem kilka zdjęć, które powstały w podobnych okolicznościach. W mroźny, ale słoneczny zimowy miesiąc.

Mgła zawładnęła

I wczoraj, i dzisiaj mgła zawładnęła całą okolicą. Widoczność od kilkudziesięciu metrów do nawet miejscami kilkunastu. Temperatura przyjemna i zero wiatru, więc mimo wszechobecnej wilgoci fajny klimat do spaceru po lesie. Spaceru rzecz jasna z aparatem.

Mgła skutecznie upraszczała świat, zostawiając widoczne tylko to, co znajdowało się w miarę blisko. Las wyglądał nieco tajemniczo, a takie warunki sprzyjają uważnemu patrzeniu, bez szukania spektakularnych widoków. Każdy krok odsłaniał nowy fragment sceny, który za chwilę znikał za plecami.

Kusi

U mnie dzisiaj mgła taka, że ledwo widać czubek własnego nosa. Albo widać, ale słabo. Taka pogoda kusi, żeby wyskoczyć do lasu na spacer, bo w takich warunkach wszystko wygląda fajnie tajemniczo i mrocznie. Wiem, bo byłem, ale nie fotografowałem, bo biegałem.

Za to mam kilka fotek z nieco ładniejszej grudniowej pogody, gdzie nawet słońce prześwitywało od czasu do czasu. Najbardziej urzekły mnie pozostające jeszcze na gałęziach modrzewiowe rude igły.

Jak wygląda słońce

Słońce? Prawie zapomniałem, jak wygląda. Może i trafiło się kilka słonecznych chwil w mijającym tygodniu, ale człowiek nawet ich nie zauważył, bo większość czasu spędził zamknięty w pracy, między czterema ścianami.

Dopiero wyjście na zewnątrz przypomina, że gdzieś tam nad głową dzieje się coś więcej niż tylko zmieniające się godziny na zegarku. Kilka promieni wystarczy, żeby od razu poprawić nastrój i na moment odetchnąć inaczej. Oby takich chwil było więcej, nawet jeśli trzeba je łapać między obowiązkami.

Gra światła

Gra światła, to ona najbardziej inspiruje fotografów, a przynajmniej powinna. W fotografii jest absolutnie kluczowa, bo to właśnie światło nadaje sens, kierunek i emocje obrazowi. Bez niego nawet najlepiej skomponowany kadr pozostaje tylko zapisem rzeczywistości.

Światło potrafi z zupełnie zwyczajnych wycinków świata stworzyć pejzaże, które przyciągają wzrok i zatrzymują na dłużej. Miejsca mijane na co dzień, niezauważane i pozornie banalne, nagle zaczynają żyć, gdy pada na nie odpowiedni promień. Cień, kontrast i miękkość potrafią opowiedzieć historię lepiej niż najbardziej efektowny temat.

Zwyczajne chwile

Nawet gdy w grudniu zaświeci słońce, a śniegu brak, trudno o spektakularne zdjęcia. Mnie jednak cieszy cisza i spokój takich zwyczajnych chwil, które powstają podczas ulubionych spacerów po okolicznych drogach i bezdrożach. Fotografie są tu raczej miłym efektem ubocznym – na pierwszy plan zawsze wychodzi aktywne spędzanie czasu.

Korzystam więc z tego, póki mam zarówno chęci, jak i zdrowie, bo w przyszłości różnie może być. Te małe wycieczki przypominają, jak cenne są zwyczajne chwile i jak bardzo warto je celebrować.

Za trzy miesiące wiosna

Miło było wreszcie przejechać się rowerem w weekend za dnia, a nie jak zwykle po zmroku, i to jeszcze w towarzystwie słońca. Mimo grudnia temperatura nie była wcale taka straszna, a w słońcu momentami robiło się wręcz przyjemnie ciepło. Można było bez pośpiechu zatrzymać się tu i tam, popatrzeć na widoki i nie martwić się, że za chwilę człowiek zacznie marznąć.

Taka jazda ma zupełnie inny klimat. Więcej światła, więcej ciepła i czasu na złapanie oddechu. Niby zwykła przejażdżka, a jednak zostawia po sobie bardzo dobre wrażenia i przypomina o tym, że już za trzy miesiące wiosna 🙂