Kropelkowy zawrót głowy (cz. I)

Tak mi się poranne wstawanie spodobało, że już coraz wcześniej wyruszam w plener, wczoraj – za piętnaście ósma (a przypominam – ostatnio – o ósmej 😉 )

Skupiłem się na rosie i na nieużywaniu lampy. Było trudno, cały czas mało światła. Suma sumarum jedna piąta fotek została poza koszem 😉

Zaspane muszysko

Tak wracając do moich porannych eskapad, to zauważyłem, że wcale nie prawda, że owady rano są „nieruchawe”, przeciwnie, skaczą, latają, jakby miały owsiki co najmniej. Ta mucha była wyjątkiem. Nieraz jak zrobię kilka zdjęć trącam listek, aby owad przeniósł się gdzieś obok w inne otoczenie. Ta niczym się nie przejmowała, jak siedziała tak siedziała 😉

PS. A żywa była, bo mrugała oczami ;))