Kadry podarowane

Pierwsza dekada czerwca podarowała mi kilka mglistych poranków. Najbardziej lubię moment, kiedy mgła się podnosi, a słońce zaczyna docierać do powierzchni ziemi. Jest takie niby ponuro, ale promyki słońca dodają dodają krajobrazowi optymizmu. Robią nadzieję na ładną pogodę. Łatwiej wtedy dostrzec ciekawy kadr, bo w tych okolicznościach gdzie nie spojrzeć, świat wygląda bajkowo.

Pociecha przy plusze

Jak tylko obicia przestaną boleć, otarcia się zagoją, a zwichnięty paluszek, naderwane stawy i wiązadła przejdą zabieg, wracam na rower. Co tam jedna wywrotka, każdy musi przez to przejść :).

Będę miał teraz okazję pokazać zaległe fotki, bo nowe przez najbliższe dni nie powstaną.

Poniżej maki, które znalazłem podczas przejażdżki w jeden z zachmurzonych i ponurych i mglistych dni podczas długiego weekendu. Taka mała kępka, a tak bardzo ucieszyła.

Światło i kropelki wody

Jeden z weekendowych wyjazdów. Rano zalegała gęsta mgła, ale po analizie prognoz numerycznych pogody wiedziałem, że wcześniej czy później mgła ustąpi słońcu. I tego momentu nie chciałem przegapić.

Kiedy pierwsze nieśmiałe promienie słońca pokonują tę wiszącą wilgoć. Akurat byłem na leśnej dróżce i mogłem podziwiać ten cudowny spektakl światła i kropelek wody w postaci mgły.

Po długim czasie

Nie pamiętam, kiedy to ja ostatnio fotografowałem zachód słońca. I kiedy ostatnio pojechałem na miejscówkę samochodem, nie rowerem. Kiedy ostatnio użyłem statywu do zdjęć…

Tak bardzo pochłonęła mnie spontaniczna fotografia rowerowa, i tak przyzwyczaiłem się do starej poczciwej lustrzanki, że miałem problem z ustawieniem parametrów na drugim aparacie 🙂

Warunki wczoraj wieczorem były przecudowne, a ja zagubiony w falujących na wietrze polach jęczmieniach stałem i podziwiałem te bajkowe okoliczności przyrody.

Nie zapomnę długo

Wiedziałem, że wcześniej czy później trafię na pełne maków pole. Wiedziałem, a może tylko miałem taką nadzieję. W piątek niespodziewanie moje pragnienie się spełniło. Byłem w trasie rowerowej od rana, a dookoła były same mgły. Pole maków i przejaśnienia przyszły równocześnie.

Powiem tylko tyle, że zdjęcia z pewnością nie oddają tych emocji, kiedy jest się tam na żywo. Zbocze góry, a dookoła w gratisie przepiekne widoki. I ta unosząca się mgła i nieśmiało wyglądające słońce. Nie zapomnę tego aż do pierwszych oznak Alzheimera.

Trzynasta rocznica bloga

Jest 10 czerwca 2010 roku, dokładnie trzynaście lat temu. Siadam do komputera, wybieram platformę blogową, a do głowy wpada mi pomysł na nazwę – „Co mi się nawinęło przed obiektyw”. Zakładam bloga, który pod tą nazwą funkcjonuje do dzisiaj i mimo, że w dzisiejszych czasach, blogosfera mocno podupadła, na rzecz social mediów, od czasu do czasu ktoś tam zagląda. Jest tam 10 901 zdjęć w 3 937 wpisach!

Pierwszy aparat cyfrowy miałem od 2005 roku, ale to dopiero w 2010-tym znalazłem swój temat do fotografowania – owady. Trwało to 5 lat, aż problemy z kręgosłupem szyjnym (fotografowanie owadów wymaga jednak sporej gimnastyki) pchnęły mnie w kierunku krajobrazu. Spacery dobrze mi robiły i za każdym razem brałem ze sobą aparat.

Potem wyjazdy specjalnie na fotografowanie, na wschody i zachody słońca. Odkrywanie coraz to nowych miejscówek, mnóstwo nowych pomysłów na zdjęcia, kolejne aparaty i obiektywy.

Niedawno wróciłem do innej pasji – jeżdżenia rowerem i zacząłem zabierać aparat ze sobą. Tak narodził się całkiem nowy u mne nurt – fotografia rowerowa 😃

Widok rzadki

Na wszelki wypadek zawsze wrzucam aparat do sakwy. Nawet, kiedy jadę w środku dnia i światło z pewnością będzie nieciekawe. A nuż trafi się jakiś ciekawy kadr. Taki, że żałowałbym że nie udało się go uwiecznić.

Może to będzie jakowaś kapliczka, może pojedynczy mak rosnący przy drodze, może strachy na sarny poustawiane rządkiem w polu, a może tak już rzadko spotykany widok zwożenie siana luzem na przyczepie…