Ta smętka wyglądała, jakby była za przeproszeniem naćpana. Po oczach wnoszę 😉

Ta smętka wyglądała, jakby była za przeproszeniem naćpana. Po oczach wnoszę 😉

Ta mucha okazała się wyjątkowo źle wychowana. Ja do niej z aparatem, a ona w zębach dłubie

Spotkałem ją całkiem niedawno, we wrześniu. Wygrzewała się w słońcu siedząc na suchym liściu. Od razu skojarzyła mi się z Garfieldem, a Garfield z lasagne, mniam 😉

Chociaż chodziło o kawałek trawki, taki tekst zdawała się śpiewać mała, niepozorna muszka z rodziny miniarkowatych, co odkryła Radzido. Słychać jej dobrze nie było, bo jaka postura, taki głosik 😉

Może i mały jestem, gołym okiem ledwo dostrzegalny, ale za to jaki róg mammmmm !!!
A właśnie, a propos, a gdzie ta moja żona się szlaja…? Hm? Wie ktoś?

Ciągle mi się leje z nosa, a chusteczki mi się skończyły. Muszę swoje gile wycierać… ehm… rękawem

No to co se seplenie, to nie moja wina, se mi dolna walga nie ulosła, tylko dwa takie zęby i od razu ta tląbka. No i nosa w ogóle nie mam, to jus jes lekka psesada, nie sądzicie?

Tak wracając do moich porannych eskapad, to zauważyłem, że wcale nie prawda, że owady rano są „nieruchawe”, przeciwnie, skaczą, latają, jakby miały owsiki co najmniej. Ta mucha była wyjątkiem. Nieraz jak zrobię kilka zdjęć trącam listek, aby owad przeniósł się gdzieś obok w inne otoczenie. Ta niczym się nie przejmowała, jak siedziała tak siedziała 😉


PS. A żywa była, bo mrugała oczami ;))


Kilka razy udało mi się sfotografować owady bez co niektórych kończyn i zawsze się zastanawiam, jak je tracą…
Ktoś im odgryza? Krzywo się im stanęło i trach, odłamała się? Bo chyba nie wybuch miny pułapki… 😉

… była mucha, której oczy zajmowały większą część głowy, a za głową chudy tułów (czy co tam mają owady 😉 )
