-Ta-ak wieje, że-e chy-y-yba się nie u-u-trzymam – narzekał chrząszcz Maurycy odpoczywając w drodze powrotnej z urodzin kolegi.

-Ta-ak wieje, że-e chy-y-yba się nie u-u-trzymam – narzekał chrząszcz Maurycy odpoczywając w drodze powrotnej z urodzin kolegi.

Co tu dużo pisać, jaki koń jest, każdy widzi…

Ile razy spotykam tego pajączka, mam wrażenie, że się do mnie uśmiecha. Myślicie, że wszystko ze mną w porządku…? 😉

Po udanej drzemce dobrze jest się zdrowo przeciągnąć.

Na zdjęciu Plujka pospolita (Calliphora vicina).

O stan mojego domku mogę być spokojny, ciągle czuwa nad nim pan chrząszcz z nadzoru budowlanego. Krąży po ścianach i kontroluje, czy aby nie pojawiają się jakoweś pęknięcia.

Tym razem bez komentarza, wszystko widać… 😉

– Jutro weselicho, a ja dopiero pół sukienki ślubnej uprzędłam, muszę się pospieszyć, bo przecie w miniówie nie polecę – tłumaczyła się pszczółka chodząc po kwiatach hibiskusa i czekając, aż jego malutkie kuleczki pokryją ją całą.

-Co jak co, ale skrzydełka muszą być czyste i błyszczące – mruczał pod nosem pewien Much, czyszcząc swoje skrzydła.

– O nie panie kolego, komu jak komu ale mnie pan zdjęć robił nie będziesz… i o sekundę za późno odleciał.

-Wylegiwanie się na łóżeczku, to moje drugie JA. Zwłaszcza w taki cieplutki słoneczny dzień, po prawie tygodniu deszczu.

