Jak to się stało, że tych fotek nigdy nie pokazałem? Sam nie wiem. Zrobiłem je pod koniec września ubiegłego roku. Pamiętam, że był to wieczór a dzień był generalnie burzowy. Na koniec dnia chmry niespodziewanie zaczęły się rozchodzić i mogłem podziwiać ten cudowny spektakl natury.
Kiedy udaje się sfotografować takie makro scenki, to aż człowiekowi chce się dalej podglądać ten cudowny świat niedostrzegany na codzień. Poniżej kolejna porcja zdjęć, które odleżały swoje na dysku, a teraz jest pora, aby zobaczyły światło dzienne 😉
Trzy lata temu spotkałem modliszkę. Od tej pory nigdy więcej, choć często się za nimi rozglądałem. No cóż, w mojej okolicy to pewnie rzadki okaz. A ta tu koniecznie chciała się ze mną bliżej zapoznać. Pomacać, powąchcać i być może posmakować…
Modliszka zwyczajna (Mantis religiosa)
Pszczoła miodna (Apis mellifera) zbiarająca pyłek z mojego wiciokrzewu w ogrodzie. Pamiętam, że sfotografowanie jej w locie nie było łatwym zadaniem. Na setki zdjęć może kilka wyszło w miarę.
Pszczoła miodna (Apis mellifera)
Mrówka leśna z rodzaju Formica, tak przynajmniej sądzę, próbująca oderwać mały kawałem z małego patyczka. Pewnie potrzebowała go do budowy gniazda.
Trzmiele uwielbiają ogrodową naparstnicę. Można je tam spotkać, ale ciężko sfotografować, kiedy wchodzą do środka. Już łatwiej chyba uwiecznić go w locie 😉
Czyż takie zwykłe polne obrazki nie mają czegoś w sobie? Dla mnie, zwłaszcza teraz, mają one wymiar sentmentalny. Wspominam te spacery po okolicy z apratem dyndającym u szyi. Zapach suszącego się siana, kwitnących krzewów. Odgłosy ptaków w pobliskich krzakach. Delikatny chłodzący wiaterek w upalny wieczór. Bez specjalnego szukania kadrów. Zawsze jednak coś wpadło w oko. Na pamiątkę.
Pora na kolejne zdjęcia naszych malutkich przyjaciół. Tym razem wybrałem zdjęcia zrobione któregoś słonecznego wieczoru. Pierwsze dwie godziny dnia i dwie ostatnie, to uważam najlepszy moment na fotografowanie owadów. Oczywiście nie zawsze miałem czas na fotografowanie akurat o tych porach, ponieważ wybierałem wtedy robienie innych zdjęć (krajobraz, wschody zachody słońca) albo rower, ale kilka razy udałem się na fotospacer po łąkach o tej porze.
Pamiętam wysyp biedronek tego dnia, ale to niestety nie nasze rodzime, ale przybyszki z Azji. Biedronka arlekin (Harmonia axyridis).
Biedronka arlekin (Harmonia axyridis)
Wtyk straszyk (Coreus marginatus). Zauważyłem go na łodydze jakwejś rośliny. Ponieważ stracze problemy ze wzrokiem dotknęły i mnie – dopiero po zrobieniu pierwszych zdjęć zauważyłem, że chodzi po nim mrówka. Dlaczego? Tego na razie nie wiem.
Wtyk straszyk (Coreus marginatus)
Chciałbym spróbować takiego miodu z bławatka. Musi smakować bardzo dobrze i niepowtarzalnie. Tak jak kolor chabrów jest nie do podrobienia. Pszczoła miodna (Apis mellifera).
Jako inwalida z jedną sprawną ręką podszedłem do tematu bardzo racjonalnie. Wybrałem najbliższą łąkę tuż za domem (brak możliwości prowadzenia auta). Do obsługi aparatu tylko jedna ręka, więc zapodałem ustawienia automatyczne. Mimo, że to niedaleko, obliczyłem czas ewakuacji biorąc pod uwagę, że nie mogę biec, aby przypadkiem nie zaliczyć gleby i nie narobić sobie jeszcze więcej krzywdy.
Wiedziałem, że najlepsze zdjęcie mogę zrobić tuż przed opadami. I tak też było. Cudownie rotująca komórka burzowa tak mnie zauroczyła swoim widokiem na żywo, że zrobiłem ledwo jedno zdjęcie. Wiało już konkretnie, zrobiło się ciemno i to był czas na odwrót. Dwie minuty później byłem już w domu, a minutę później zaczął padać deszcz i grad.
Takiej zdobyczy jeszcze nie mam w swojej kolekcji i dobrze, że mimo niedogodności zdecydowałem się na akcję 😉
Co tam jeszcze znajdę w czelościach mojego dysku. Na dziś wykopałem kolejne cztery zdjęcia, które zwróciły moją uwagę, a które do tej pory nie widziały światła dziennego.
Kopulujące muchy pokazywałem już na blogu wielkrotnie, ale zawsze kiedy widzę ten ich rytuał, nie mogę dać im spokoju. Muszę to uwiecznić 😉
Małe niepozorne kwiatki zwróciły moją uwagę. Pozwoliłem sobie je poddać posprodukcji w stylu art. Czy jak to się tam nazywa…
Motyl przy niskim słoeczku? Proszę bardzo, mam i motyla.
Kleszczy nikt nie lubi, a zwłaszcza fotografowie, no ale jedno zdjęcie mieć powinien.
Ostatni dzień maja. Przejażdżka po najbliższej okolicy. Wieczorem, bez pośpiechu i po dróżkach, którymi jeździłem już dzisiątki razy. Te same widoki i te same kadry. Ale czy napewno? Przecież identycznego kadru nie da się zrobić, bo światło nigdy nie jest takie samo jak poprzednio. Nigdy nie zatrzymam się dokładnie w tym samym miejscu. Nigdy nie zauważę tego samego.
Wcale nie trzeba szukać ciągle nowych miejsc, choć to też jest fajne, ale warto zaglądać do tych samych, jeśli to sprawia nam przyjemność.
Pięknie ubarwiony pluskwiak – Ostrosz rączycowaty (Piezodorus lituratus) wiedział gdzie usiąść, aby odealnie wpasować się kolorystycznie w otoczenie.
Piórolotek pięciopiór (Pterophorus pentadactyla) to motyl, a nie podobny ani do motyla, ani do ćmy. To taki trochę duch łąki. Coś leci, ale nie wiadomo co :O
Szyk i elegancja. Kolory odważne i krój nienaganny. Prostoskrzydłe (Orthoptera) potrafią zaskoczyć swoim ubiorem i poczuciem estetyki 🙂
Lejkowiec labiryntowy (Agelena labyrinthica) buduje te swoje dziuple z pajęczyn i podejrzewam, że chowa tam spore zapast pożywienia. No i nie za bardzo dba o porządek w swoim domu.
Nie pozostaje mi nic innego jak zaglądnięcie do swoich archiwalnych i nie publikowanych do tej pory zdjęć. Zdjęć makro. Zawsze to odkładałem, a teraz jest na to idelany moment. Ten świat nie przestał mnie fascynować.
Na pierwszym zdjęciu szablak krwisty, zdjęcie z września ubiegłego roku. Chłopak zachciał usiąść akurat we wrzosach.
Kolejna fotka to malutki chrząszczyk, mający może trzy milimetry. Pamiętam, że kiedy chciałem go strząsnąć z bluzy, to wylazł mi na dłoń 🙂
Na trzecim zdjęciu niezwykle ubarwiona mucha zwana smętką, jednak dokładnego oznaczenia nie znam.
I czwórka to fruczak gołąbek (Macroglossum stellatarum) buszujący przy ogrodowym wiciokrzewie.
Dziś kilka zdjęć z przełomu pierwszej i drugiej dekady czerwca. Udało się trafić na kolejny zakątek z makami! Jak one pięknie wyglądały, kiedy wyjechałem na wzniesienie a coś czerwonego mignęło mi po prawej stronie. Był pochmurny poranek, a ta czerwień w tych warunkach wyglądała bardzo optymistycznie!
Drugi obrazek, który zwrócił moją uwagę, to zaparkowany czerwony poczciwy Bizon w towarzystwie beli siana. Następnie kolejna kępka czerwonych maków w kłębach mgły, no i kopki siana, które zobaczyłem kilkaset metrów od drogi i brnąłem tam po tę fotkę. Nawiasem mówiąc ciekaw jestem, na ile takie daszki chronią je przed deszczem… 🙂