Wesoła rodzinka

Przyroda powitała mnie po dłuższej nieobecności wspaniałym prezentem. Bo czy może być piękniejszy widok, niż para malutkich sarenek pasących się u boku mamy?

Było już po zachodzie słońca a ja wracałem sobie spacerkiem w stronę domu. Gdzieś daleko za krzakami mignęła mi sarna. Stwierdziłem, że mimo ciemności co mi szkodzi spróbować podejść bliżej i spróbować ją sfotografować. Podchodziłem dopóki zasłaniały mnie wysokie trawy i udało się uchwycić tę wesołą rodzinę!

Odrobinkę za późno

Sam nie mogę w to uwierzyć, jaki fuks mi się wczoraj po południu przytrafił. Aby zrobić tę fotkę, musiałem bardzo szybko zmieniać obiektyw, bo akurat fotografowałem krajobraz, a zmiana obiektywu jedną sprawną ręką, to nie jest prosta sprawa. Motoparalotniarz być może chwilę wcześniej przeleciał na tarczy księżyca, ale ja ogarnąłem się odrobinkę za późno.

Darownik przedziwny (Pisaura mirabilis) – dzieciaki

Kto oglądał mój poranny post wie o co chdzi i może mi pogratulować, bo wszystko wskazuje na to, że zostałem tatą. Samica darownika przedziwnego (Pisaura mirabilis), która razem ze swoim kokonem pełnym jaj była bohaterką owego postu, została mamą! Kilkadziesiąt, albo i więcej małych pajączków siedzi na liliowcu obok pustego kokonu. Od niechcenia zaglądnąłem dziś w miejsce, gdzie dwa dni temu fotografowałem mamuśkę, a tam taka niespodzianka 🙂

Darownik przedziwny (Pisaura mirabilis)

Różne są marzenia. Jednym z moich było udane zdjęcie pająka trzymającego kokon między nogami. Wiedziałem, że taki zwyczaj ma na pewno darownik przedziwny (Pisaura mirabilis). Widziałem wiele zdjęć, sam spotykałem tego pająka z kokonem, ale nigdy nie udało się zrobić zadowalającego zdjęcia.

Aż do wczoraj. Zauważyłem go u siebie w ogródku. Byłem przekonany, że szybko ucieknie, jak to ma w zwyczaju. Ale nie! Nie tym razem. Mało tego, nieproszony elegancko wyszedł wyżej z liści liliowca i jakby specjalnie ustawił się do zdjęcia.

Darownik przedziwny (Pisaura mirabilis)
Darownik przedziwny (Pisaura mirabilis)

Wieź mnie w pola

Mówię do pierwszej żony, wieź mnie w pola, trzeba po ponad dwóch tygodniach zobaczyć, co w trawie piszczy. A konkretnie, co na niebie wieczorem się dzieje. Bez statywu, bo rąk za mało, ale co tam. Lepsze zdjęcie z ręki, niż żadne.

Natura mogła mnie lepiej powitać po długiej nieobecności, ale cieszę się i z tych nielicznych kolorów na niebie, które mogłem podziwiać.

Co na niebie to i w wodzie

Wrześniowy poranek dwa lata temu. We wrześniu świt jest już trochę później, więc wstaje się łatwiej. Obieram kierunek na pobliską żwirownię. Lubię fotografować nad wodą, ale tych akwenów w najbliższej okolicy jest dość mało. Uwielbiam, kiedy to samo co na niebie, dzieje się też w wodzie.

Biała tęcza i poranne mgły

Jest początek czerwca, dwa lata temu. Pewnie weekend, skoro mogę rano pojechać na zdjęcia. Kilknaście kilometrów od domu zastaję cudownie mgliste krajobrazy i po raz kolejny mam okazję podziwiać białą tęczę, która powstaje na wiszących w powietrzu drobinkach wilgoci. Oczywiście do tego potrzebne jest też prześwitujące niskie słońce. Widok tak wspaniały i niesamowity, że każdemu z Was życzę zobaczyć to na żywo.

W oddali tabuny mgły tworzą istną zasłonę na dalsze plany krajobrazu, a wyłaniające się w oddali białe kropki, to owiniete folią bele.

Nie usiedzę na dupie

To pewnie ostatni z serii wpisów ze zdjęciami makro. Od jutra mam zamiar jedą ręką wrócić do pracy, więc nie będzie czasu na grzebanie w starych zdjęciach. Mam jadnak nadzieję, że lada dzień chwycę za aparat i porposzę pierwszą żonę, żeby wywiozła mnie w pola. Rower na razie zastąpię spacerami z aparatem, bo dłużej już na dupie nie usiedzę.

Omomiłki (Cantharis) lubią przesiadywać na czubkach traw i bujać tam na wietrze. Mają jednak to do siebie, że jeśli zbliżyć się do nich z aparatem, w momencie odlatują. Ten tu zapomniał odlecieć i ma fotkę.

Plusknia jagodziak (Dolycoris baccarum). Tak, tak, to ten śmierdzący pluskwiak. Kiedy czuje się zagrożony wydziela nieprzyjemną w zapachu i smaku substancję. Pewnie wiele z Was miało okazję poczuć, a niektórzy i posmakować, bleee.

Najczęściej spotykałem je schowane do skorupki, ale ten biegał sobie któregoś ranka po liliach.

Najbardziej to lubię spotkać parę owadów. Wtedy dobrze widać różnicę między samicą i samcem. A że jak para, to pewnie podczas kupulacji, to już nie moja wina…

Gałązka na komary

Dwunastego czerwca, ale ubiegłego roku na jednej z moich ulubionych miejscówek trafiłem na piękne wieczorne światło i sporo kopek siana. To wszystko w połączeniu z okazałymi starymi wierzbami zrobiło konkretny klimat.

Chciałoby się tam rozłożyć na jednym ze stogów i czekać na zachód słońca wdychając zapach siana i chłonąc ostatnie promienie słońca. W ręce koniecznie gałązka do odstraszania komarów…

Z łąki

Piórolotek pięciopiór (Pterophorus pentadactyla) uciekał przede mną dobrych kilka minut. W końcu, jak zasiadł, tak czekał cierpliwie, aż mu zrobię fotę.

Malutkie pluskwiaki musiały się wykluć już chwilę temu, bo były sporo większe od jajek, z których wyszły. Mimo wszystko kilka z nich do tej pory nie opuściło miejsca narodzin.

Uroczy pająk z rodziny skakunowtych. Jego oczy hipnotyzują 😉

Komara nikt nie lubi i mu się nawet nie przygląda. No fakt, piękny, to on nie jest.