Złapany po uszy

Gdzie Witek spędził weekend? Oczywiście w lesie! Mimo kiepskiej pogody, chłodu i deszczu, przełaziłem dobre kilkanaście kilometrów po leśnych ścieżkach. Było mokro, pachniało jesienią, a liście zaczynały powoli przybierać te cudne żółcie i pomarańcze, które tak lubię.

Na głowę kapała mi woda, a smartfon ledwo zipał od wilgoci, ale nie mogłem się powstrzymać przed robieniem zdjęć. Każdy zakręt drogi kusił nowym kadrem.

Nie wiem, czy to była bardziej wycieczka, czy fotograficzna terapia, ale wróciłem do domu przemoczony, zmarznięty i… szczęśliwy. Jesień znowu zaczyna swoje malowanie, a ja – jak co roku – dałem się jej złapać po uszy.

Spieszmy się

Czy to możliwe, że wróciła polska złota jesień? Wygląda na to, że tak! Prognozy pogodowe niemal jednogłośnie wołają „tak!”, więc trzeba się spieszyć – przed nami najpiękniejsze (i na pewno najkolorowsze) dni tego roku. Jeśli możesz, bierz urlop do końca tygodnia i korzystaj z tej pięknej aury.

No, może na takie mgły jak poniżej liczyć nie mogę, ale kto wie… Warto ranki i wieczory spędzać w plenerze, chłonąć resztki witaminy D od słońca, wdychać rześkie powietrze i po prostu cieszyć się widokami.

Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej III

Chodźcie ze mną jeszcze raz do Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej. Tym razem na kilku zdjęciach zobaczycie „nowe” budynki, które pojawiły się tam najprawdopodobniej na potrzeby jakiejś produkcji filmowej.

Muszę przyznać, że to właśnie tam podobało mi się najbardziej – te zabudowania idealnie oddają klimat dawnej epoki. Drewniane ściany, stare dachy i światło zachodzącego słońca tworzyły sceny, które wyglądały jak kadr z filmu.

Spacerując między tymi domami, można było na chwilę zapomnieć o współczesności. Cisza, zapach drewna i delikatny wiatr sprawiały, że człowiek miał ochotę usiąść na progu i po prostu patrzeć, jak dzień powoli gaśnie.

Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej II

Pogoda jest, jaka jest – i muszę się przyznać, że przez ostatni tydzień nie zrobiłem ani jednego zdjęcia. Byłem co prawda raz na rowerze, ale był to wyjazd całkowicie „bezzdjęciowy”. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak sięgnąć do archiwum i pokazać kolejne kadry z ubiegłotygodniowego spaceru po Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej.

Tym razem na pierwszy plan wysuwają się młyny wiatrowe – pięknie zachowane i z duszą. Wieczorne światło miękko otulało drewniane konstrukcje, a ciepły blask zachodzącego słońca sprawiał, że każdy szczegół wyglądał jak z innej epoki.

Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej I

Ile to już lat minęło, odkąd ostatni raz tam byłem…? Sporo tych latek! Mowa o Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej. Pogodne, wrześniowe popołudnie to idealny czas na wizytę — piękne, niskie słońce i światło rozproszone w powietrzu przesiąkniętym niedawnym deszczem robiły swoje.

Do tego miejsca na pewno jeszcze wrócę — nie sposób pokazać wszystkich zdjęć w jednym poście.

Jeszcze nie

Jak widać po zdjęciach, jesień niby nadchodzi, ale robi to powoli, swoim tempem, bez pośpiechu. Temperatury już typowo jesienne, ale liście wciąż trzymają się dzielnie na drzewach. Kolory zaczynają się zmieniać, owszem, lecz bardzo powolutku – jakby natura jeszcze nie była gotowa na pożegnanie lata.

Tu żółty listek, tam lekko czerwony klon, a obok jeszcze całkiem zielony dąb. Światło też już inne, miękkie i ciepłe, idealne do fotografii. Taka pora, że człowiek jedzie powoli, częściej się zatrzymuje i po prostu chłonie te zmiany, które dzieją się na jego oczach.

Może i zimno

Może i zimno, ale przynajmniej nie wieje zbyt mocno. W takich warunkach rowerowa przejażdżka może być naprawdę przyjemna, a przy okazji da się złapać całkiem fajne zdjęcie.

Pod jednym warunkiem – ubiór na cebulkę, bo inaczej nie da rady. Zwłaszcza gdy człowiek raz jedzie, a za chwilę zeskakuje z roweru, żeby zrobić kolejne ujęcie. No i wtedy każdy postój kończy się szybkim przypomnieniem, że jesień to już nie lato.

Jelenie

W sobotę rano pogoda była nijaka – chmury, ciemno, bez mgły i bez słońca. No ale skoro już się obudziłem, to szkoda było marnować czas, więc ruszyłem na spacer po lesie. I dobrze zrobiłem, bo na dzień dobry trafiłem na stadko jeleni, a wśród nich wyróżniał się jeden naprawdę dorodny byk.

Niestety, zanim zdążyłem podejść bliżej, całe towarzystwo uciekło w krzaki, ale kilka pamiątkowych zdjęć udało się zrobić. Serce zabiło szybciej, adrenalina skoczyła, a przez chwilę miałem wrażenie, że to las obserwuje mnie, a nie ja jego. Takie spotkania przypominają, dlaczego warto czasem wstać z łóżka, nawet gdy pogoda mówi: „zostań pod kołdrą”.

On tak lubi

No nic na to nie poradzę, że mój czerwony rower lubi się fotografować. Ma zupełnie odwrotnie niż jego właściciel i reszta rodziny. A mieć zdjęcie pod moimi akacjami to dla niego prawdziwy zaszczyt i splendor.

Będąc kilka dni temu na przejażdżce, zajrzałem tam z ciekawości, bo dawno mnie tam nie było. I zapewniam – nic się nie zmieniło. Nadal jest przepięknie, zwłaszcza w jesienny, późny wieczór, kiedy światło robi się miękkie, a wszystko nabiera ciepłego, złotego odcienia.

Zimnooo!

Brrr… zimnooo! Wrzesień był cieplutki, a tu nagle – kilka dni temu – zrobiło się chłodno. W pośpiechu trzeba było wyciągać zimowe ciuchy z zakamarków szafy, a letnie poupychać na najwyższej półce. Zdecydowanie ciepły okres trwa u nas stanowczo za krótko. Ledwo się zacznie, a już się kończy.

Do tego poranki witają człowieka mgłą i lodowatym powiewem. Rowerowa przejażdżka bez rękawiczek zamienia się w wyzwanie dla odważnych.