Byle używać

Nie znam się na aparatach fotograficznych, obiektywach i nie znam się na rowerach. Nie ślędzę nowości na rynku. Zdjęcia robię głównie na trybie półautomatycznym, a obsługa roweru skupia się na umyciu go od czasu do czasu i naoliwieniu łańcucha. Resztę zostawiam serwisantom.

Nie zaprzątam sobie głowy niepotrzebnymi sprawami, a skupiam sie na tym, aby i jeden i drugi sprzęt były używane i nie rdzewiały odłożone w kąt, bo najlepszy aparat to ten, który ma się przy sobie, a najlepszy rower to ten, który nie stoi nieużywany.

Zdjęcia nocne i burza

Dziś, żeby nie być za bardzo monotonnym wrzucę coś zgoła odmiennego. Któregoś wieczoru, jakiś tydzień temu miałem w zamiarze sfotografować wschodzący Księżyc. Ten niestety się nie pokazał, ale z przeciewnej strony nadchodziła chmura opadowa, która wyglądała bardzo malowniczo w światłach samochodów jadących autostradą.

Przypomniało mi się, jak bardzo lubię fotografować nocą, a latem ze względu na to, że jestem śpiochem, nie miałem takiej możliwości. Teraz, kiedy zmrok będzie zapadał wcześniej z pewnością częściej będe wracał do nocnych zdjęć.

Przedłużenie spaceru

Tym razem późne popołudnie, a może już wieczór. Tym razem nie rowerem, a na własnych nogach postanowiłem sprawdzić co słychać w mojej najbliższej okolicy. Uwielbiam ten wrześniowy klimat. KIedy niby jest jeszcze ciepło, ale jeszcze przed zachodem słońca powietrze robi się rześkie.

Coraz szybciej ubywa dnia. Wieczory robią się coraz dłuższe. Po powrocie z zachodów słońca nie trzeba od razu iść spać, a można jeszcze wrzucić zdjęcia do komputera i bez pośpiechu je poogolądać. Takie przedłużenie spaceru.

Sarna i daniele

Jedno jest pewne – muszę być ciągle w ruchu. Jeśli w ciągu dnia się nie poruszam, czegoś mi brakuje. Nie jest to tylko rower. Są to też prace w ogrodzie, ćwiczenia w pseudosiłowni, którą stworzyłem na własne potrzeby, albo zwykły spacer po polach lub lesie.

Sobota niepewna pod kątem pogody była dniem, kiedy postanowiłem wybrać się właśnie do lasu. Oczywiście towarzyszył mi aparat, ale nie nastawiałem się na jakieś spektakularne zdjęcia. Szedłem i czekałem, co zaoferuje mi przyroda. A przyroda podarowała mi dwa cudowne spotkania z dziką zwierzyną. Spotkania, które zawsze budzą mocne emocje. Tym razem z sarną i danielami.

Przepis na kadr

Czasami bywa tak, że z wyjazdu rowerowego nie przywożę żadnego zdjęcia. Czasami jest to jedno zdjęcie. Jedna krótka, ulotna chwila. Zbieg okoliczności sprawia, że wypatrzę coś ciekawego i znajdę się akurat w odpowiednim miejscu.

Zachmurzone popołudnie nie zwiastowało fotografowania, ale kiedy po dwóch godzinach jazdy wyjechałem na kolejne wzniesienie w chmurach zrobiła się niewielka dziurka. Niepozorne z początku promienie robiły się coraz intensywniejsze, a ja akurat dojeżdżałem do jednej z okolicznych kapliczek. Ot jak pisałem – przypadek, spostrzegawczość i aparat zawsze obecny w sakwie. Cały przepis na ciekawy kadr.

Wschód Księżyca | 2.09.2023

Obecna pełnia Księżyca nie była dla mnie łaskawa. Znaczy pogoda nie była łaskawa, bo podczas pełni nie dopisała. Dopiero w sobotę, kiedy Księżyc zmalał już o dziesięć procent udało się go uwiecznić podczas wschodu, ale tak naprawdę do ostatniej chwili nie wiadomo było, czy to się uda.

Zająłem miejsce na upatrzonej miejscówce, ale nad wschodnim horyzontem zalegały chmury. Nie dawałem Księżycowi większych szans, ale ten przebił się nieśmiało i wzeszedł nad charakterystycznymi budowlami Rzeszowa.

Odległość do komina elektrociepłowni miałem 11,3 km, a do pylonu mostu 10,2 km. Zdjęcie powstało 0 20:31, a więc ponad godzinę po zachodzie słońca. Obłędny kolor naszego naturalnego satelity wynagrodził trudne warunki do fotografowania.

Na sto procent

Nie, nie. Nie zrobiłem w tym samym miejscu z tym samym drzewem czterech zdjęć. Zrobiłem ich o wiele więcej, tak mi się tam spodobało. Jedno niepozorne drzewko, parę beli i w tle cudownie zamglone pagórki. Widok tak hipnotyzujący, że zapamiętam go na bardzo długi i z pewnością będe wracał w to miejsce przy nadażających się okazjach.

Jedna z niedawno odkrytych miejscówek zupełnie niedaleko od domu. Raptem kilkanaście kilometrów od domu. Z dla od zabudowań. A to dla mnie bardzo ważne, bo tylko w takich miejscach potrafię się delektować przyrodą na sto procent.

Jedna droga, cztery kadry

Jeżdżę sobie i wyszukuję nowych kadrów w mojej okolicy, ale często wracam też na moje ulubione miejscówki, jak na przykład to. Pokręcona droga, zwykła niepozorna jakich wiele, ale ja lubię się tam zaczaić na jakoweś kadry.

To miejsce ma jakąś przyciągającą mnie moc. Tym razem o poranku, niedługo po wschodzie słońca z rowerzystą w roli głównej. W pierwszej chwili myślałem, że to grzybiarz z koszykiem na bagażniku, ale chyba jednak nie. Podejrzliwie się za mną oglądał, pewnie zastanawiał się kto jeszcze o tak wczesnej porze nie spi i włóczy się na rowerze 😉

Jeszcze nie jesień

Pierwszy września jest przyjęty jako początek meteorologicznej jesieni. Nie oznacza to, że od dzisiaj będzie szaro, zimno i mokro. Z całą pewnością czeka nas jeszcze sporo dni z piękną pogodą. Ja liczę na to szczególnie, bo przez urwanego kciuka jestem ponad miesiąc w plecy z rowerowymi wyprawami.

Tymczasem poniżej zbieranina kilku kadrów, które ostatnio wypatrzyłem jeżdżąc po mojej okolicy.

Myślę, że bardziej sielskiego obrazka już dziś nie zobaczycie. Miły starszy pan pasący krowy. Kiedy zobaczyłem ten widok, musiałem to uwiecznić, bo przypominało mi to żywo moje czasy młodości, kiedy normalne było pasanie krów 😉

Tę sobliwą kapliczkę już tu pokazywałem i nawet złościłem się, że ktoś koło niej postawił tę sofę. Teraz zmieniam zdanie. Całkiem mi sie to podba. Jest przez to inna niż wszystkie inne! 🙂

Wiecie, że lubię jak mi się układa w kadrze. Tutaj złapałem stadko któw z pięknie położynym kościołem w tle.

Zepsuty traktor w środku pół z dala od zabudowań? Ano bywa i tak. Bez koła czekał sobie spokojnie na mechaników.

Nie panikujmy

Kończy się sierpień, a ja chciałbym, aby i wrzesień był równie piękny jak sierpień. Może być już chłodniej, to normalne, ale niech będzie jak najwięcej słońca. Niech noce będa zimne, a ranki spowite mgłą. Niech taka pogoda utrzyma się nawet do końca października.

Najbardziej kolorowa pora roku przed nami, ale spokojnie. Do prawdziwej zimnej, wietrznej i deszczowej jesieni jeszcze sporo czasu! Nie panikumy i cieszmy się każda chwilą ładnej pogody.