Pogoda zepsuta, kolory naprawione

Pogoda się zepsuła, ale jesienne kolory się naprawiły. Dość późno w tym roku zaczęły się i w mojej okolicy pojawiać piękne jesienne kolory. Co prawda pogoda się popsuła, ale tym się nie ma co przejmować, bo to już prawie listopad!

Każdą bezdeszczową chwilę i odrobinę słońca staram się wykorzystywać na rowerowe przejażdżki i łapanie tych ulotnych kolorów.

Ulubione miejscówki

Ubiegły weekend uraczył nas wysokimi temperaturami. I nawet wiatr nie był tak dokuczliwy. To niebywałe jak na tę porę roku, więc koniecznie musiałem wybrać się na dłuższą przejażdżkę rowerową. Po niedalekiej okolicy odwiedzając swoje ulubione miejscówki. Szukając oznak jesieni, delektując się świeżym powietrzem i wolną głową.

Miękkie i plastyczne

Nie wygląda, ale zdjęcia te powstały jeszcze przed wschodem słońca. Uwielbiam tę porę do fotografowania. Zupełnie inaczej wszystko wygląda widziane ludzkim okiem, a zupełnie inaczej zapisane na matrycy aparatu podczas długiego naświetlania.

Tego poranka światło miało bardzo utrudniony dostęp do parku ze względu na zalegającą w okolicy mgłę. Tu akurat było jej niewiele, ale już poza parkiem widocznośc ograniczała się do kilkudziesięciu metrów. Do tego duża wilgoć, a to działało jak potężna blenda, stąt własnie światło było tak miękkie i plastyczne.

Żeby nie opadły zielone

Kontynuując temat porannych przymrozków. Jednego z nich wsiadłem na rower, by sprawdzić jak jest w lesie. Na pewno było zimno, jeszcze po dziewiątej rano wciąż było na minusie. Po drugie na nizinach jest nadal całkiem zielono.

Ja nie mam nic przeciwko temu, żeby liście przebarwiały się jak najpóźniej, ale martwi mnie, czy nie opadną, zanim zdążą się na dobre przebarwić. To byłoby straszne 😦

Włóczęga i fotografowanie

Dwa poranki z przymrozkiem. O ile skrobanie szyb samochodu nie należy do moich ulubionych czynności, to wszystko to, co dzieje się później uwielbiam. Przymrozek zwiastuje bezchmurny poranek, piękny szron i… czasami mgły.

Jeśli to wszystko ze sobą połączyć, może to zwiastować jedno – cudownie spędzony poranek na włóczeniu się po okolicy połączonym z fotografowaniem.

Nad horyzontem

Tym razem zachód mnie zaskoczył. Wyglądnąłem spóźniony przez okno, a tam już zaczynało robić sie pięknie. Blisko domu mam kilka miejscówek i do jednej z nich dotarłem w kilka minut. Słońce właśnie dotykało horyzontu…

Barwy światła

Na miejsce przyjechałem godzinę przed wschodem słońca. Na początek zrobiłem djęcie jeszcze w zupełnych ciemnościach. Alejka była oświetlona światłem jednej latarni znajdującej się na parkingu. Spodobał mi się ten klimat, więc ustawiłem na aparacie długi czas naświetlania i zrobiłem poniższe zdjęcie. Urzekły mnie te długie cienie grabów ścielące się w alejce i ta różnica w barwie światła – od ciepłego padajcego z latarni do zimnych barw nocy w miejscach, gdzie ono nie docierało.

Zachód Księżyca | 18.10.2023

Cieniutki zachodzący rogalik na jeszcze w miarę jasnym niebie, to widok przeze mnie pożądany. Okazja do wykonania fotografii była w ubiegłą środę. 15 % oświetlonej tarczy i zachód Księżyca na około godzinę po zachodzie słońca. Niebo jeszcze mieniące się kolorami zachodu. Jako miejscówkę wybrałem kępę drzew przy drodze, to nad nimi postanowiłem uchwycić to zjawisko.

Od technicznej strony powstania zdjęcia, to kompozyt złożony z dwóch ujęć zrobionych na identycznej ogniskowej, z tego samego miejsca, jedno po drugim. Aby Księżyc i przemieszczające się chmury były nieporuszone musiałem zastosować nie za długi czas naświetlania (f/8, 1,6 s, ISO 800), aby rozmyć światła aut i uzyskać szczegóły na dole kadru sporo dłuższy (f/8, 30 s, ISO 200).

Magia fotografii

Coś mi mówi – wstań i jedź. Niebo obdaruje cię fanymi kolorami. Innym razem coś mi mówi – nie jedź, ranek nie będzie atrakcyjny. Czy słucham tych głosów? Raz słucham, raz nie 🙂

Mam ochotę to jadę, nie mam, to nie jadę. Wtedy pojechałem. Na długo przed świtem. I dobrze, bo kolor pojawił się już na niespełna godzinę nim wstało słońce. Zdążyłem. Bardzo wiało, choć na wodzie nie widać fali. To dlatego, że było na tyle ciemno, że zdjęcia musiałem naświetlać nawet do pół minuty. Woda została wygładzona. Wydaje się, że jest cisza, jak makiem zasiał. Magia fotografii.

Ulubione zdjęcie

Nigdy nie robię tego na siłę. Mam ten komfort, że od ośmiu lat fotografuję krajobraz i nigdy nie zmuszałem się do wyjścia w teren. Zawsze na to czekam i cieszę się na każdą jedną możliwość fotografowania.

Bywa tak, że jadę, idę w teren, a pogoda nie dopisuje. Nie przejmuję się tym bo wiem, że przede mną jeszcze tyle plenerów, że wcześniej czy później trafię na te wymarzone warunki. Wmawiam sobie i czuję, że te najpiekniejsze jeszcze przede mną. To daje mi tę energię i chęć. Czekanie na to jedno zdjęcie. Zdjęcie, które będzie najlepsze w miesiącu, roku, w mojej całej działalności fotograficznej. A później i tak nie potrafię określić tego ulubionego 🙂