Towarzystwo

Wczoraj po raz kolejny mieliśmy słoneczny dzień. Oczywiście skoro świt byłem już w lesie i na dzień dobry spotkałem kilka jeleni. Kiedy słońce wzeszło i wyjrzało już zza zebranych nisko nad horyzontem chmur, postanowiłem wyjść z lasu na otwartą przestrzeń i zażyć nieco witaminy D.

Była spora różnica temperatury między wychłodzonym lasem, a nagrzewającymi się od słońca polami. W bezpiecznej odległości cały czas towarzyszyły mi sarny.

Nawet chwilkę

Każda chwila ze słońcem i to jeszcze w weekend jest na miarę złota. Co prawda porywisty wiatr nie pomagał, ale musiałem spędzić ten wieczór w plenerze. Ostatnie promyki słońca malowały przypruszoną śniegiem okolice. Na szczycie górki zabrało się kilkanaście saren. Wydaje mi się, że to cały czas to samo stadko, które obserwuje od wczesnej zimy.

Satysfakcja z kilometrów

Zawsze lubiałem spacery. Niestety przez ostatnie lata byłem mocno ograniczony przez powracające kontuzje kolana. Ostatnio kontuzje się wyciszyły i tej zimy mogę cieszyć się długimi spacerami po lesie i okolicy. Fajnie, bo na rowerze to za bardzo na mrozie i śniegu bym nie pojeździł.

Zabieram więc na szyję aparat i odkrywam pieszo coraz to nowe miejsca. I jeśli nawet światło nie dopisuje i nic ciekawego się nie nawinie, zawsze pozostaje mi satysfakcja z pokonanych kilometrów.

Przetasowania

Najpierw wyszła jedna. Później druga i obydwie stanęły patrząc w moją stronę. Póżniej druga zawróciła. Pierwsza pobiegła przed siebie. Druga znowu zawróciła przyglądając mi się z ciekawością. Po chwili pobiegła za pierwszą.

To oczywiście młode danielice. Jeśli można tak nazwać samicę daniela 🙂

Z najpiękniejszym światłem

Po raz ostatni wracam do zdjęć z trzydziestego pierwszego grudnia. To z pewnością był punkt kulminacyjny poranka. Czerwono różowa poświata zaczęła się pokazywać nad horzyontem. Światło odbite kolorowało wodę w bagienku i całą okolicę.

Spieszyłem się, zrobiłem wiele kadrów. Zawsze tak robię, aby potem wybrać te z najpiękniejszym światłem.

Po jednym zdjęciu

Weekend oczywiście spędziłem w znacznej części spacerując po lesie. Mimo wiatru i padającego śniegu uważam ten czas za mile spędzony. W niedzielę spotkałem stadko gili. Nie pozwoliły podejść do siebie zbyt blisko. Co mój jeden krok, odlatywały dalej śmiesznie popiskując.

Udało się jednak zrobić po jednej fotce gilowi i pani gilowej. I innym gilom zjadającym coś ze śniegu.

Po ostatnie dni

Po raz kolejny wracam do pamiętnego poranka sylwestrowego. Mróz i mgła jak już pisałem zaskoczyły mnie, bo kilka kilometrów wcześniej temparatura była trzy na plusie, a powietrze przejrzyste. Tu nad łąkami unosiła sie jednak mgiełka, a ręce marzły z zimna.

Nic a nic nie myślałem o zimnie mając przed oczyma takie widoki i takie kolory! Cieszyłem się chwilą, ciszą i spokojem. Krókie kilkadziesiąt minut, zapamiętane na zdjęciach.

Poczekam

Ostatnio warunki do fotografowania mi nie sprzyjają. W tygodniu jestem w pracy i nie mam możliwości wybrać się w teren, a z kolei w weekendy, mimo że regularnie spędzam je na spacerach po lesie i okolicy, nie ma odpowiednich warunków, a i zwierzyna nie dopisuje.

Jest to doskonała okazja, aby sięgnąć do archiwum zdjęć i taki mam plan na najbliższy tydzień. Będę cierpliwie czekał na dłuższy dzień i lepsze warunki 😉

Dziś zdjęcie z sylwestrowego poranka. Mróz i niespodziewana mgła stworzyły wtedy cudowny kimat nad strumykiem i podmokłych łąkach.