Nieodkryte

Czasami lubię przejechać się asfaltem dla samej jazdy, innym razem zapuścić się gdzieś dalej od domu. Jeszcze kiedy indziej mam chęć przemierzyć te nawet ledwo przejezdne polne drogi w mojej niedalekiej okolicy. Dotrzeć tam, gdzie jeszcze nigdy nie byłem. Odkryć nowe miejsca, spojrzeć na te znane z innej perspektywy.

I tak ostatnio odkryłem tę chatkę w szczerym polu, otoczoną z trzech stron górkami. Nawet nie wiem, jak by tam można było do niej dojechać.

Udało mi się też przypadkowo trafić na nowe miejsce, skąd widać moje akacje. Z bardzo daleka, ale z jakże malowniczej perspektywy.

I kolejne zdjęcie — najwyższy budynek w pobliskim mieście, którego co prawda widać z najprzeróżniejszych miejsc, ale odkrywanie ich zawsze sprawia mi frajdę.

Pofalowane pola

Pofalowane jesienne pola. Rześki i słoneczny poranek. Miękkie światło. Lubię przejechać się odcinkiem polnej drogi, skąd rozpościera się widok na te pofalowane paczłorki pól. I to o każdej porze roku.

Człowiek na rowerze

Przez te pierwsze trzy dni listopada nie ma co narzekać na pogodę, bo oprócz kilku kropel deszczu w sobotę jest sucho i słonecznie. Jak się na siebie wrzuci odpowiednią ilość warstw, można śmiało dalej jeździć rowerem.

Słońce potrzebne

Kiedy na termometrze tylko jednocyfrowa wartość temperatury, przyjemniej się jeździ, jeśli świeci słońce. Mimo zimna nastraja ono optymistycznie i z większą przyjemnością pokonuje się kilometry. Zachmurzone niebo niekoniecznie, ale wciąż jest lepsze niż jeżdżenie po ciemku. A od listopada oprócz weekendów tylko tak będę mógł.

Tatry z Szkodnej, Glinika, Zagorzyc | 03.11.20204

Obudziłem się o świcie, ale -4° C to trochę za zimno na rower, a tyle było dziś rano. Postanowiłem sprawdzić, czy przy takich warunkach nie widać przypadkiem Tatr, które znajdują się ponad 130 km w linii prostej od mojej okolicy.

Mimo że teraz rzadko używam aparatu, ten cały czas czeka gotowy do akcji w torbie. Szybciutko udało się wybrać i po piętnastu minutach byłem na pierwszej miejscówce w Szkodnej. Tatry było widać w całej ich okazałości. Prezentowały się epicko w jesiennej szacie i porannym świetle.

Pojechałem na kolejną miejscówkę do Glinika. Niestety przy drodze wyrastają krzaczory, które coraz to bardziej utrudniają obserwację z tego miejsca.

Na koniec Sobótki w Zagorzycach. Gdzieś tam pomiędzy drzewami również je widać.

Tatry ze Szkodnej, 03.11.2024
Tatry ze Szkodnej, 03.11.2024
Tatry z Glinika, 03.11.2024
Tatry ze Sobótek, Zagorzyce, 03.11.2024

Samotnie

Poranek święta Wszystkich Świętych od dawna spędzam samotnie na plenerach fotograficznych lub na wyprawach rowerowych. Tak też było wczoraj. Nie zważając na ziąb, wyruszyłem jeszcze przed świtem, aby podziwiać jesienne krajobrazy w świetle wschodzącego słońca.

Czekam na kolejne

Październik zamykam trzema fotkami z jakże by inaczej, rowerowej przejażdżki z ubiegłego tygodnia. Bezchmurne niebo, przyjemne ciepełko i to malownicze wieczorne światło. A… i najważniejsze – jesienne niepowtarzalne barwy złotej polskiej jesieni. Już niecierpliwie czekam na kolejne słoneczne dni.

To nie koniec

Zapchałem głowę i zmysły tymi barwami i zapachami. Złota polska jesień powoli mija, ale przecież listopadowe krajobrazy również mogą być na swój sposób piękne. Pozostałe na drzewach liście będą złote, a jeszcze czekamy na przebarwiające się na rudo modrzewie. To nie koniec.

Jesieni trwaj

Jesieni, trwaj! – chce się krzyczeć. I niech trwa jak najdłużej, bo do zimy nam nie spieszno. Ja gdy tylko mam kilka wolnych godzin, zapuszczam się w najskrytsze zakątki lasów i innych zakamarków w poszukiwaniu takich właśnie, jak poniżej, kolorów. Kolorów prawdziwej polskiej jesieni.