Raniuszek

Za nami weekend z opadami śniegu. Po kilku dniach z temperaturami powyżej 5°C przyszedł czas na kolejną dawkę białego puchu. Odstawiłem zatem rower, wzułem buty i ruszyłem na spacer po okolicy.

W pewnym miejscu lasu moją uwagę zwrócił świergot ptaków. Cieniutkie, piskliwe trele wskazywały na jakieś maluszki. Okazały się nimi raniuszki, które z pewnością miały ADHD, bo nie potrafiły usiedzieć w jednym miejscu dłużej niż niecałą sekundę! Mimo że wypstrykałem pół kliszy, tylko te dwa zdjęcia wyszły mi w miarę ostre.

Witek zaniemówił

Pokaż w końcu Witek te swoje fotki z pierwszego stycznia. Ok, już pokazuję. Przeleżały one na dysku półtora tygodnia, ale w końcu dziś ujrzą światło dzienne.

Co mogę o nich napisać… niech same przemówią, bo ja to zaniemówiłem, kiedy zobaczyłem co się dzieje na niebie.

Rower tęskni

Jest śnieg, nie ma śniegu, jest śnieg, nie ma. Tak mniej więcej wyglądają ostatnie zimy. No i fajnie, teraz wyglądają tak, dawniej były bardziej mroźne i dłuższe. Nie wiadomo, jakie będą w przyszłości. Nie mamy na to większego wpływu, więc bierzemy to z dobrodziejstwem inwentarza.

Mimo wszystko czekam już na wiosnę. Albo przynajmniej na stabilne temperatury powyżej zera. I nie chodzi tu o mnie, ale mój rower tęskni…

Stosunek ambiwalentny

Można nie lubić zimy, ale kiedy widzi się takie widoki, to pewnie chciałoby się tam być. Mam tak samo, nie oczekuję na śnieg i mróz, ale kiedy tego śniegu już napada, to nie usiedzę w domu i zaraz wyrywam gdzieś w plener z aparatem.

Oczywiście najlepiej, gdy światło sprzyja, bo to potęguje ten efekt wręcz arktycznej zimy. I przyznam się, że kiedy śnieg się topi, wcale go nie żałuję. Bo pewnie zaraz napada nowego.

Spacer na dwóch kółkach

Końcówka ubiegłego roku. Od kilku dni nad całą okolicą utrzymywała się mgła i tylko od czasu do czasu przebłyskiwało słońce. A tego dnia mgła miała w końcu ustąpić i mieliśmy w końcu zobaczyć czyste, niebieskie niebo.

Wyczekałem z wyjazdem rowerem na tę chwilę, kiedy zaczynało się przejaśniać. No bo wiadomo, że resztki mgły ze słońcem mogą utworzyć niesamowity klimat. Oczywiście się nie zawiodłem i sami zobaczcie, w jak bajkowych okolicznościach dane mi było spacerować na dwóch kółkach.

Zdążyć

Ubiegłej niedzieli pogoda nie zachęcała do wyjścia z domu. Na termometrze 7°C na minusie i porywisty, mroźny wiatr opowiadały się za tym, aby zostać w domu. Przetrwałem jednak te wydłużające się chwile wahania i pojechałem nad pobliską żwirownię.

I w ostatniej chwili zdążyłem na najpiękniejszy spektakl na niebie. Najbardziej intensywne barwy pojawiły się na kilkanaście minut, więc po wyjściu z auta trzeba było odpalić turbo w nogach, abym zdążył dobiec na miejsce.

Szczyt marzeń

Sobotnie i niedzielne przedpołudnia spędziłem spacerując po lesie. Tam panuje zupełnie inny klimat, niż gdziekolwiek indziej. Oblepione śniegiem drzewa sprawiają na mnie niezmiennie niesamowite wrażenie. A jeśli jeszcze od czasu do czasu wyglądnie słońce, to jest już szczyt marzeń o sposobie spędzania wolnego czasu.

Cieplej

Fajnie, że te kilka wspaniałych warunków do fotografowania w styczniu, trafiło się w dni wolne od pracy. Pierwszego stycznia przed świtem zjawiłem się nad zalewem w Kamionce. Do wschodu słońca było jeszcze pond pół godziny.

To wtedy możemy się spodziewać ciekawego światła do fotografowania. Tego dnia niski horyzont jawił się ciepłym czerwonym kolorem. Może się to wydawać dziwne, bo barwy były cieplejsze, niż kilkanaście minut później. Ale tak to bywa o tym czasie, można się spodziewać wszystkiego.

Entuzjazm nie na wyrost

Noworoczny i poranek i wieczór były tak niesamowite, że powiedziałem sobie, że już nic lepszego mnie w tym roku nie może spotkać. I rano i po zachodzie niebo zapłonęło czerwonymi barwami.

Dziś chciałbym Wam pokazać w pierwszej kolejności zdjęcia wieczorne. Na miejscówkę do fotografowania wybrałem stare wierzby, które mam tak blisko domu, a tak ostatni rzadko je fotografuję. Sami zerknijcie, aby się przekonać, że mój entuzjazm nie jest na wyrost.

Półtorej godziny

-4° C i wiatr nie zachęcały, aby rano wyjść z domu. Ciepłe łóżko działało jak magnez, który przyciągał mnie ogromną siłą. A kiedy już wstałem, to dom nie chciał mnie wypuścić. Pokonałem jednak te trudności i punktualnie o wschodzie słońca zameldowałem się w lesie.

Owszem, wschód słońca był piękny, ale mnie najbardziej urzekło poniższe zdjęcie, które zrobiłem jakieś półtorej godziny później.