Mgieł i brak drugiego śniadania

Wtorkowy poranek. Budzę się przedwcześnie. Przeciągam się, zerkam przez okno… i momentalnie dochodzę do siebie. Mgieły!

Nie zabieram ze sobą nawet drugiego śniadania, ale zamiast tego biorę aparat, wskakuję do auta i pruję w plener. Po drodze do pracy muszę zaliczyć jeszcze na szybko kilka miejscówek.

Oniemiewam. Mgły snujące się leniwie nad polami, niziutkie słońce dające cudne, miękkie światło, cisza i ziąb – ale taki przyjemny. Wspaniałe warunki, cieszę się jak dziecko w Legolandzie, a może i bardziej.

Rowerowe wyprawy: Więcej niż zdjęcia

Rowerowe wyprawy to pasja, która oprócz fotografii zdominowała ten blog. Czasem to tylko krótka przejażdżka po okolicy, innym razem długie trasy, które zostają w pamięci na długo. Każda wyprawa ma coś wyjątkowego – piękne widoki, momenty, które po prostu trzeba uchwycić na zdjęciu. Czasem jest to niezliczona liczba zdjęć, innym razem tylko jedno lub dwa. A wiele razy w ogóle nie fotografuję, tylko po prostu jadę. 🙂

Powrót do korzeni

Od tego zaczęła się moja przygoda z fotografią 15 lat temu – od makrofotografii. Ci, którzy są tu ze mną od początku, z pewnością to pamiętają. Teraz makrofotografia zeszła na dalszy plan, ale obiektyw wciąż leży w szufladzie i od czasu do czasu go wyciągam. Właśnie ostatnio miałem takie natchnienie, więc zabrałem go do ogrodu.

Deszcz, co nie chce spaść

Virga? Co oznacza to tajemniczo brzmiące słowo? To taki deszcz, który wylatuje z chmury, ale nigdy nie dociera do ziemi – bo wcześniej wyparowuje. I właśnie takie zjawisko udało mi się złapać w wyjątkowych okolicznościach – nad kapliczką ze św. Nepomucenem, w towarzystwie zachodzącego słońca. A jak wiadomo, zachód słońca to najlepszy reżyser – pięknie podświetlił chmurkę i sprawił, że cała scena wyglądała wręcz bajecznie. Warto często spoglądać w niebo, bo nigdy nie wiadomo, co spektakularnego tam się akurat dzieje!

Mała chmurka, wielki efekt

Niby niepozorna, ale kiedy na niebie nie dzieje się nic bardziej spektakularnego, to dobre i to. Trzeba znaleźć odpowiedni kadr, żeby ta chmurka stała się ozdobą zdjęcia – a może nawet jego głównym bohaterem.

W takich momentach fotograf czuje dreszcz ekscytacji – bo wie, że to jego chwila, żeby zrobić z czegoś małego coś wielkiego. Trzeba działać szybko, bo światło się zmienia, a taka okazja może się już nie powtórzyć.

Mimo zimna

W dzień cieplutko, a rano i wieczorem ziąb – tak wyglądała pogodowa rzeczywistość na początku ubiegłego tygodnia. Wyjeżdżałem z domu, było komfortowo, na powrocie musiałem ostrzej przycisnąć, żeby nie zmarznąć.

A tu jeszcze postój na parę minut, żeby zrobić zdjęcia. Mimo że wiało i w momencie się wychłodziłem, tego widoku nie można było ot tak odpuścić.

Chmura z blaskiem

Zachód słońca, jak pewnie wiele innych. Już miałem odbijać do domu, już pogodziłem się z myślą, że spektaklu dziś nie będzie, aż tu nagle… niespodziewanie pojawiła się jedna, niepozorna na pierwszy rzut oka, chmurka.

Krótka chwila, odpowiednia wysokość nad horyzontem i idealne ułożenie słońca sprawiły, że zabarwiła się na pomarańczowo… a może to był róż? Przeciągnęła się leniwie nad horyzontem, złapała ostatnie promienie słońca i rzuciła na krajobraz ognisty blask.

Wierzba gwiazdą wieczoru

Marzec – miesiąc pogodowej ruletki. Niby wiosna puka do drzwi, ale zima jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa. I właśnie w taki wtorkowy, mroźny wieczór wybrałem się na spotkanie z bohaterką dzisiejszego wpisu – samotną wierzbą na środku pola.

Stoi tam sama, bez towarzystwa innych drzew. Może raz na jakiś czas odwiedzi ją rolnik, do którego należy pole, gdzie stoi. Jednak to nie na niego najbradziej czeka. Ona wypatruje Witolda – bo wie, że jak już przyjdzie, to zrobi jej takie zdjęcie, że wszystkie inne drzewa zzielenieją z zazdrości 😄

Niebo straszy, a Witek pstryka

Wtorek, wieczór. Za oknem pogodowa loteria: raz niebo jak z pocztówki, raz chmurzyska. A z tych chmur… śnieg.

Ziąb i wiatr, ale Witek widzi w tym nie meteorologiczne nieszczęście, tylko fotograficzną okazję. Więc pakuje sprzęt i wyrusza w teren, przekonany, że złapie coś wyjątkowego.

Na horyzoncie pojawia się chmura. Masywna, potężna, jakby właśnie miała pochłonąć połowę horyzontu. Z jednej strony groźna, z drugiej – w wieczornym świetle wygląda prawie… przyjaźnie. Dla Witka to arcydzieło natury, dla innych – zwiastun końca świata 😄

Czy to już?

Czy to już? Czy to naprawdę wiosna, czy tylko kolejny zwiastun przed wielką premierą? Dopiero kilkanaście dni temu chowałem zimowe ciuchy głęboko w szafie, przekonany, że sezon na kurtki i rękawiczki oficjalnie zamknięty… a potem z pokorą je wyciągałem, kiedy temperatura nagle przypomniała sobie o istnieniu wartości ujemnych.

Ostatni weekend pokazał, że zima jeszcze się nie poddała i potrafi znienacka podmuchać lodowatym powietrzem. Ale może to był jej ostatni zryw? Może teraz już tylko ciepełko, ptaszki, zielone listki i rowerowe przejażdżki bez ryzyka zmarzniętych dłoni i stóp?

Kto to wie. Pogoda jest jak złośliwy kot – niby mruczy, ale w każdej chwili może drapnąć.

A Wy? Chowaliście już zimowe kurtki, czy jeszcze trzymacie ja w pogotowiu?