To koniec, prawda?

Ależ mi się trafiło na sam koniec zimy. Bo to już koniec zimy, prawda? Od niedzieli temperatury wyłącznie na plusie?

Dzień jest już wyraźnie dłuższy i po powrocie z pracy jestem w stanie jeszcze wyskoczyć na zdjęcia. Dzisiaj oczywiście z tej opcji skorzystałem i trafiłem na naprawdę widowiskowy zachód słońca.

Co najlepsze, najpiękniejsze kolory pojawiły się wtedy, gdy byłem już w drodze do domu.

Jedno

Jedno zdjęcie z ubiegłotygodniowej przejażdżki rowerowej. Z resztkami śniegu, ale suchą drogą, I kolorowym niebem, które o zachodzie postanowiło przybrać pomarańczowo‑granatowe barwy, malując okolice na delikatny fiolet.

Nierealne? Otóż realne,  tylko że te momenty trwają naprawdę krótko. Trzeba bacznie obserwować i pstryknąć zdjęcie w odpowiednim momencie.

13-tego w piątek

Piątek, 13-tego.

Nie ukrywam, że kiedyś wmawiano mi, że to dzień pechowy. I chcąc nie chcąc, trochę w to wierzyłem.

Ale z czasem zauważyłem, że „pech” potrafi mnie dopaść w każdy inny dzień miesiąca. Ta trzynastka chyba nie ma tu nic do rzeczy.

A jak to jest u Was? Wierzycie w przesądy, czy raczej podchodzicie do nich z przymrużeniem oka?

Na zdjęciu wtorkowy wieczór, kiedy słońce nieoczekiwanie pokazało się ze swojej najlepszej strony.

Druga połowa

Przeglądając archiwa, natknąłem się na zdjęcia z marca 2024 roku. Druga połowa miesiąca, więc z pewnością było już całkiem ciepło. To pewnie zachęciło mnie do wieczornego spaceru po okolicznych polach.

Światło do fotografowania było niezwykle miękkie, takie, jakie lubię najbardziej. Nawet gdy na niebie nie ma spektakularnych kolorów, kadry i tak wychodzą magiczne.

Zamiast roweru

Co mi tu brakuje na tych zdjęciach? Więcej śniegu, chciałoby się powiedzieć. Ale ponoć idzie już nowa dostawa świeżego puchu dla Podkarpacia. Czy się z tego cieszę? Tak nie do końca. Bo bardziej od fotografowania śnieżnych krajobrazów wolałbym na przykład wyskoczyć na rower, bo od dwóch tygodni nie siedziałem na siodełku.

No ale każda pora roku musi przejść, teraz pora na zimę i nic na to nie poradzimy. Póki co zadowalam się tym, na co pogoda pozwala, jak na przykład spacerami z aparatem.

Pierwsze zdjęcie

Pierwsze zdjęcie w nowym roku będzie zdjęciem zrobionym w sylwestrowy wieczór.

To wtedy, zupełnie znienacka, pod koniec dnia nieco się wypogodziło, a że wcześniej skończyłem pracę, mogłem szybciutko wyskoczyć w plener. Wylądowałem na otwartej przestrzeni, kiedy na niebie pojawiły się piękne kolory.

Na chwilę. Na krótką chwilę. Jakby po tak długotrwałym zachmurzeniu słońce obawiało się pokazać na dłużej.

Odciągają uwagę

Odrobina czystego nieba potrafi ucieszyć bardziej, niż mogłoby się wydawać, a jeśli dochodzą do tego piękne kolory na niebie, to już w ogóle robi się przyjemnie. Dobre i te kilka chwil w ciągu krótkiego, zimowego dnia, kiedy wszystko nabiera optymistycznego akcentu, choćby w postaci kolorowych chmur.

Takie momenty trwają krótko, ale zostają w głowie na dłużej. Na chwilę odciągają uwagę od szarości, przypominając, że światło zawsze gdzieś się czai.

Po sąsiedzku

O panie i panowie… to, co zobaczyłem u siebie po sąsiedzku, przebiło moje najśmielsze oczekiwania! Wyszedłem tylko na chwilę, raptem paręset metrów za dom, żeby zerknąć, jak tam kolory na drzewach przed wieczorem – i aż mnie wmurowało. Szukałem po lasach, po pagórkach, po dalszej okolicy, a tu, proszę bardzo, taki czad dosłownie za płotem!

Kiedy wszedłem na tę dróżkę, niebo zaczęło mienić się ciepłymi barwami, a drzewa płonęły czerwienią i złotem. Cisza, żadnego wiatru, tylko ciche odgłosy moich kroków i to uczucie, że trafiłem w idealny moment.

Aparat był oczywiście w pogotowiu, a każdy kadr wyglądał jak gotowy obraz – zero kombinowania, czysta natura w najlepszym wydaniu.