To był piękny wieczór. Piękny i upalny. Szybki, spontaniczny wyjazd w teren zaowocował kilkoma podobnymi w zasadzie do siebie kadrami. Ale tak to wyglądało. Na niebie spokojnie i niezmiennie przez długi czas. Można się delektować widokami.



To był piękny wieczór. Piękny i upalny. Szybki, spontaniczny wyjazd w teren zaowocował kilkoma podobnymi w zasadzie do siebie kadrami. Ale tak to wyglądało. Na niebie spokojnie i niezmiennie przez długi czas. Można się delektować widokami.



Do tej pory nie wiem, co to tam tak pięknie kwitło. Jednak to pole w połączeniu z zachodem słońca urzekło mnie do głębi.



Mam tam blisko i często stamtąd fotografuję. Pewnie dlatego zachowały się fotki, których tu jeszcze nie pokazywałem. Pamiętam, że był to lipiec i urzekły mnie wtedy te podświetlone trawy. Podświetlone słońcem, które na sam koniec dnia znalazło sobie wąski bezchmurny pas tuż nad horyzontem.
Kilka chwil, ale na tym polega wyjątkowość zachodów słońca. Trwają krótko i być może dlatego zapadają nam w pamięć…




Nic tu sie więcej nie będzie działo. Poza pozornie nudnymi widokami z rowerowych tras.




Mglisty wieczór, przjeżdżające pociągi i długi czas naświetlania. Strasznie fajna zabawa. Gdyby tylko nie te komary…



Albo jest bezchmurnie, albo chmury pokrywają całe niebo. A najfajniej jest własnie tak pół na pół.



Tym razem spacerkiem po okolicy.




A tak sobie jeżdżę tym rowerem i niby nie ma z tego żadnego wymiernego pożytku, ale… po pierwsze czas spędzany na robieniu tego co się lubi, jest trochę cenny. Po drugie oglądanie i fotografowanie tych wszystkich małych i niedostrzeganych cudów natury. I po trzecie w dłuższej mierze zyskuje na tym nieco zdrowie, zwłaszcza że młodzieniaszkiem nie jestem 😉




Pierwsze sianokosy już dawno za rolnikami. Jedni robią z siana bele, ale w mojej okolicy można spotkać jeszcze tradycyjny zbiór siana.




Miałem akurat trochę czasu, a nadchodziły burze, więc wziąłem aparat i siadłem na pagórku aby je sobie poobserwować. Byłem całkowicie bezpieczny, bo przechodziły dobrych kilka kilometrów ode mnie. Mogłem w spokoju siedzieć i potrzeć na zmieniające się chmury i błyskające pioruny.



