Bez śniegu, ale z mrozem

Zima w tym roku postanowiła trochę pokombinować. Śniegu brak, za to mróz przyszedł solidny, taki, że rano i wieczorami nos odmawia współpracy, a palce dłoni mimo rękawiczek najpierw zamieniają się w drewniane kołki, a potem rozważają emigrację w cieplejsze rejony kieszeni.

Rower w takich warunkach? No cóż, może i są twardziele, którzy zakładają naście termoaktywnych warstw, smarują twarz kremami i lecą pod wiatr, ale ja postanowiłem dać sobie chwilę luzu. Skoro pedałowanie odpada, to przestawiłem się na inny środek transportu – samochód i własne nogi. Tak oto zimowy fotograf ruszył na łowy.

Udało się upolować całkiem znośny zachód słońca, który wyglądał, jakby ktoś w fotoszopie poszedł po bandzie. Niebo zrobiło się złoto-pomarańczowe, chmury przybrały kształty, których nie powstydziłby się żaden abstrakcjonista, a drzewa w kadrze stały się idealnymi statystami w tym spektaklu natury.

Ryba na obiad

Ubiegła niedziela zaczęła się dla mnie wcześnie. Wstałem równo ze wschodem słońca, ale zanim zebrałem się w drogę i dojechałem na miejsce, była już niemal ósma. Termometr wskazywał -10 stopni, więc spodziewałem się przenikliwego zimna. Jednak z każdą minutą, gdy słońce wznosiło się coraz wyżej, powietrze robiło się coraz cieplejsze.

Lekka mgiełka snująca się nad zamarzniętą taflą jeziora i niskie słońce tworzyły specyficzne, miękkie światło.

O dziwo, pomimo mrozu, po drodze spotkałem kilku spacerowiczów, którzy najwyraźniej, tak jak ja, doceniali urok zimowego poranka. Dwóch wędkarzy odważnie weszło na lód, pewnie żeby złapać coś na niedzielny obiad 🙂

Ten poranek był jednym z tych, dla których warto wcześnie wstać i wyjść z domu, a poniższe zdjęcia to tylko część tego, co mogłem zobaczyć na własne oczy.

Wschód Księzyca | 12.02.2025

Wracam dziś do ubiegłotygodniowego wschodu Księżyca, bo nie pokazałem jeszcze wszystkich zdjęć. Tego wieczoru zrobiłem znacznie więcej ujęć. Aby uchwycić najlepsze kadry, biegałem po polu tam i z powrotem. Każdy krok, każde przesunięcie aparatu zmieniało perspektywę, w jakiej ukazywał się Księżyc.

Gdy ten wisi nisko nad horyzontem, wydaje się nienaturalnie duży. To złudzenie optyczne, ale zawsze robi wrażenie – zwłaszcza gdy na pierwszym planie pojawiają się drzewa, dodając zdjęciu głębi.

Pojechał do akacji

Ciepło nie było, to w końcu zima, ale przecież ja nie usiedzę w domu. Wsiadłem na rower i postanowiłem przemierzyć kilkadziesiąt kilometrów. Cel? Moje akacje. Nie było mnie tam już od ponad tygodnia, a przecież takie miejsca muszę odwiedzać regularnie.

Niebo pozostawało bezchmurne, dając poczucie przestrzeni i swobody. Jedynie nad południowo-zachodnim horyzontem zawisła delikatna chmura, przypominająca zwiewną firankę rozwieszoną na wietrze. Próbowało przez nią przebić się słońce, rozlewając po horyzoncie ciepłe światło.

Dwie akacje, jak strażnicy przydrożnej kapliczki, trwały na swoim miejscu. Ich powykręcane konary wciąż pamiętały historie, których my już nie znamy. Stanąłem przy nich, odstawiłem rower i przez chwilę po prostu byłem.

Cierpliwość fotografa

Wieczór to czas, gdy światło łagodnieje, kolory nabierają głębi, a woda staje się lustrem dla nieba. Żwirownia w Czarnej Sędziszowskiej na co dzień nie przyciąga uwagi, ale w odpowiednim momencie zamienia się w malowniczy pejzaż pełen magii.

Wielu z nas pewnie nawet by tego nie dostrzegło, ale fotograf czeka cierpliwie, by uchwycić krajobraz w najbardziej odpowiednim momencie.

Chłód lekki

Niedzielna wyprawa rowerowa miała wyglądać nieco inaczej. Prognozy zapowiadały dodatnie temperatury, jednak rzeczywistość zaskoczyła: termometr wskazał -2°C. Na szczęście, lekki chłód aż tak bardzo nie przeszkadzał w jeździe, a wręcz dodawał jej pewnego uroku.

Słońce przebijało się przez delikatne chmury, tworząc miękkie, złotawe światło. To była ta wyjątkowa aura, która nadawała krajobrazom głębię i niemal malarską jakość. Idealne warunki, by zatrzymać się na chwilę i uchwycić kilka kadrów.

Urzekło mnie stado koni zajadających się sianem, niewielka rzeczka i polna droga, przy której leżał stos gałęzi – ale co to i po co… nie mam pojęcia.

Halo słoneczne | 8.02.2025

Są takie dni, kiedy natura funduje spektakle, których po prostu nie można nie zauważyć. Wystarczy znaleźć się we właściwym miejscu i spojrzeć w górę. Tak było tego dnia – niebo ozdobiło się niezwykłym, świetlistym pierścieniem, tworząc widowisko rzadkie i zachwycające. Halo słoneczne – optyczne zjawisko atmosferyczne – towarzyszyło mi przez całą rowerową trasę, jakby otaczając świat delikatną, niebiańską aureolą.

Mimo zimnego wiatru jechało się lekko i przyjemnie, bo ten widok rekompensował wszystko. Każdy przystanek na trasie pozwalał uchwycić inne oblicze tego fenomenu – raz nad krzyżem, nad samotnym drzewem i oczywiście nad moim rowerem, który ustawił się samym sercu tego świetlistego kręgu.

Takie chwile przypominają, jak niezwykły potrafi być świat, jeśli tylko znajdziemy czas, by spojrzeć na niego uważniej. Wystarczy wyjść z domu, wsiąść na rower i dać się porwać drodze – bo nigdy nie wiadomo, co czeka tuż za zakrętem.

Chmura na pół nieba

Niedzielny poranek. Po śniadaniu spojrzałem przez okno – słońce było już wysoko, ale coś podpowiadało mi, by wyjść na krótki spacer. Ruszyłem w stronę pobliskiego wzgórza i wtedy zobaczyłem ten niezwykły widok.

Przez pół horyzontu rozciągała się monumentalna chmura, podświetlona ciepłym blaskiem dopiero co przebudzonego słońca. Wyglądała niczym fala światła unosząca się nad polami i wędrująca po niebie. Takie chwile przypominają, jak niezwykła potrafi być natura – wystarczy tylko zatrzymać się i spojrzeć.

Fotografia to niemal 180-stopniowa panorama, złożona z 12 zdjęć.

Z zimowych wypraw

Czasami wystarczy wyjść z domu, by doświadczyć prawdziwej magii. Kilka ostatnich wieczorów spędziłem na rowerowych wyprawach po najbliższej okolicy, podziwiając spektakle, które zafundowały mi niebo i słońce.
Zachody były intensywne, pełne barw – od złota i pomarańczu po głębokie czerwienie. Choć chłód i wiatr dawały się we znaki, nie były w stanie mnie powstrzymać przed wyjściem na rower. Jazda w takiej scenerii to czysta przyjemność, a zatrzymanie się na chwilę, by uchwycić te ulotne momenty na zdjęciach, sprawia, że każdy z tych wieczorów pozostaje we wspomnieniach na dłużej.

Drzewo

Samotne drzewo, stojące nad wodą, wydaje się być niemym strażnikiem tego miejsca. Jego rozłożyste konary wyraźnie rysują się na tle nieba w kolorach od ciepłych odcieni pomarańczu po chłodne tony fioletu i błękitu. Spokój, cisza i lekki powiew wiatru. Żadnych ludzi i żadnych odgłosów cywilizacji. Słońce zaszło kilkanaście minut temu, a świat powoli pogrąża się w mroku.