Nie zakwitły

Jeśli zakwitały, to później niż inne akacje. Nie pamiętam, ile razy kwitły przez ostatnie 10 lat, jak je fotografuję, ale może dwa lub trzy razy. W tym roku nie zakwitły. To nie zmienia faktu, że prezentują się zjawiskowo, a co cieszy – plac wokół nich jest zadbany, przy krzyżu mnóstwo roślin.

Nadal chętnie tam zajeżdżam i zazwyczaj nie spotykam żywego ducha. Dziwne… A, zapomniałem – to zazwyczaj taka godzina, że wszyscy jeszcze śpią.

Lubisz spać długo?

Czy w weekend lubię wylegiwać się w łóżku? 🛏️ Tak, lubię spać do czasu, aż obudzę się sam z siebie. Czy śpię tak faktycznie? Nie. Jeśli tylko nie pada, zrywam się po trzeciej nad ranem, aby startować w drogę rowerem równo, albo i przed wschodem słońca🚴. Nie inaczej było w miniony weekend. I choć tym razem żadnych mgieł nie było, a światło było takie sobie, udało się po drodze zajechać nad jeziorka i zrobić te kilka zdjęć.

Standardy

Zimno i owszem. Buty przemoczone od trawy – tak. Ostatnio staje się to u mnie standardem. Wszystko przez te chłodne poranki. Ale jak jechać na rower, to tylko o świcie. Bo jazda, jazdą, ale jazda w takich warunkach i przy takim świetle – to już wyższy lewel turystyki rowerowej 🙂

Jedni  wstają na ryby, ja na rower. I tak sobie człowiek kręci zziębnięty, ale szczęśliwy, że miło spędził poranek, w ciszy, spokoju i bez ruchu na drogach.

Za gęsta

Tym razem mgła przerosła nawet moje oczekiwania. Była za gęsta! A przynajmniej nad stawem, gdzie liczyłem na zdjęcia. W tym miejscu była miejscami tak gęsta, że niebo zlewało się z wodą. Nawet kaczki pływające kawałek od brzegu były ledwo widoczne.

To jeden z tych poranków, kiedy człowiek niby się cieszy, bo „mgiełka była”, ale jednak jest trochę rozczarowany… Człowiek stoi, wytęża wzrok, kaczki giną we mgle, a zdjęcia… no cóż, bardziej impresjonistyczne, niż mogłem oczekiwać 🙂 Ale i tak było warto – dla samej ciszy i klimatu chociażby.

Niech

Już niecierpliwie czekam na kolejny taki poranek. Poranek z mgłami i słońcem. Może być zimny jak ten ze zdjęć – to mi nie przeszkadza, mogę się grubiej ubrać. Byle warunki były tak magiczne jak wtedy.

Nie będzie mi przeszkadzać też wszechobecna wilgoć i rosa, ani to, że nogi będę miał mokre po kolana, a buty i skarpetki całkowicie przemoczone. Ani to, że rower będzie potrzebował gruntownego mycia, a kompletnie wypłukany ze smaru łańcuch – ponownego nasmarowania. Tylko niech takie warunki nastaną.

Ciągnie nad wodę

Woda. Lubię fotografować o poranku nad wodą. Co prawda nie mam u siebie zbyt dużych możliwości, bo akwenów jak na lekarstwo, ale jednak są – i ciągnie mnie nad nie. A kiedy jest jeszcze nieco mgły, to już nic więcej od życia nie potrzebuję. Te chwile, mimo nieraz zmęczenia wynikającego z wysiłku związanego z dotarciem tam rowerem, ładują energią na cały dzień. Ale tylko na jeden, bo kolejnego chciałoby się znów jechać i znów brać udział w tym spektaklu dla jednego widza.

Stoję wtedy nad brzegiem, smartfon w ręce, i patrzę, jak woda mieni się w pierwszych promieniach słońca. Czasem odezwie się kaczka albo zamajaczy sylwetka łabędzia we mgle – jak duch. Krajobraz jest jak niedokończony obraz, który każdego ranka natura maluje na nowo, delikatnymi pociągnięciami światła i pary.

Hipnoza

Chwila, kiedy słońce wychodzi zza horyzontu. To zawsze potrafi mnie zauroczyć, i to niezależnie od tego, w jakich okolicznościach przyrody to następuje. A kiedy wyłania się zza mgły, potrafię wpaść w jakąś hipnozę na te kilka chwil. Czasem zapomnę o fotografowaniu i ocknę się dopiero po chwili.

Zdarza się, że stoję jak zaczarowany, z aparatem w ręku, ale bez naciskania spustu migawki. Bo są takie momenty, kiedy nawet najlepsze zdjęcie nie odda tego, co czuje się na żywo. To trochę jak prywatny spektakl – cisza, zapach wilgotnej ziemi i ten pierwszy promień, który dotyka twarzy jak muśnięcie ciepłej dłoni.

Spać o dziewiątej

Takie poranne wstawanie po trzeciej rano wymusza chodzenie spać gdzieś już przed dziewiątą wieczorem. No ale coś za coś. A poranki po deszczu bywają ostatnio naprawdę piękne. Ścielące się w dolinach mgły uzależniają od swojego widoku. Spychają na dalszy plan wygodne i ciepłe łóżko.

Człowiek sunie cicho po wilgotnym asfalcie, aparat gotowy, oczy jak radar wypatrują kadru. Koła przemykają po mokrej trawie, a powietrze pachnie świeżością, jakby noc zdążyła wszystko wyprać. Zza wzgórz zaczyna się wylewać miękkie światło, a doliny pełne mgły wyglądają jak zamglone jeziora. I wtedy wiesz, że to był dobry wybór – rower zamiast kołdry.

Witek, nie kłam!

– Witek, powiedz szczerze, NAPRAWDĘ było tak różowo? Przecież to niemożliwe!

– No naprawdę. I z całego serca polecam ci wstać kilka razy przed świtem, pójść albo podjechać w jakieś losowo wybrane miejscówki i sprawdzić naocznie, jak kolorowe potrafią być poranki. Nie jeden raz i nie dwa, ale kilka, kilkanaście – a kiedyś na pewno uda ci się na takie trafić. Wystarczy troszkę poobserwować prognozy pogody, żeby w końcu wstrzelić się w te tak bajkowe warunki.

Potrzeba

Potrzebowałem tego wolnego dnia w środku tygodnia. Tęskniłem za jazdą rowerem o poranku, w samotności i ciszy. A tak się składało, że owego poranka miało być mgliście i jednocześnie słonecznie. A takie warunki są idealne do fotorowerowej wyprawy.

Było już prawie godzinę po wschodzie, kiedy dotarłem nad te bajkowe stawy. Mgła jeszcze nie zanikła, a słońce wciąż było nisko. Zblendowane światło to miód na matrycę mojego smartfona.