Cieplej w lesie

Pomyślałem, że może w lesie będzie cieplej niż na otwartej przestrzeni. Nie myliłem się — było nieco przyjemniej niż o świcie, pewnie dlatego, że zrobiło się już trochę później, a słońce prześwitujące między drzewami mimo wszystko odrobinkę grzało.

Na szczęście ktoś był tak miły i odśnieżył główne leśne drogi (pewnie z myślą o służbach, na wypadek pożaru albo innych zdarzeń), choć i tak było mega ślisko. Dwa dni na plusie zrobiły swoje, a teraz wszystko solidnie zamarzło. Za to cisza absolutna, byłem sam i nie zauważyłem ani jednego śladu ludzkich stóp.

-10 stopni

-10 stopni. Kto by w taki mroźny poranek ruszał się z domu? Byłem to ja. Chciałem na własne oczy zobaczyć, jak wygląda słońce, bo nie widziałem go już bardzo, bardzo długo. A dziś był ten dzień, kiedy od rana miało świecić całym swym blaskiem.

Dzień zacząłem nad pobliskim zalewem, podziwiając wschód słońca i przebierając nóżkami, bo w połączeniu z wiatrem ziąb był przeszywający. Kilka zdjęć i fruu — na spacer po lesie. 

25-ty dzień

Czy te zdjęcia zrobiłem podczas przejażdżki rowerowej? Tak, ubiegłej zimy, kiedy resztki śniegu leżały jeszcze na niektórych drogach, a przez kilka godzin chmury zrobiły się rzadsze i zaczęło wyglądać zza nich słońce, pojechałem na rower. Może było to i ryzykowne, ale po kilkunastu dniach zimy kusiło jak nic innego.

A dzisiaj? Dzisiaj jest 25-ty dzień bez roweru i jeszcze pewnie nieprędko wsiądę na dwa kółka.