Tego poranka słońce długo kazało na siebie czekać. Nad horyzontem zebrały się chmury i dopiero około pół godziny po wschodzie wyjrzało zza nich. Stałem na wzniesieniu nad uroczą dolinką, z której postanowiłem teleobiektywem wysupłać kilka kadrów.
Pierwsze promienie słońca zaczęły nieśmiało muskać czubki drzew – jakby je budziły z nocnego snu, powoli rozlewając złote światło po krajobrazie. Ten moment zawsze robi wrażenie, niezależnie od tego, ile razy się go widziało.





