Ciągle stoją

Zawsze kiedy przejeżdżam w okolicy rowerem, staram się dołożyć te kilka kilometrów i odwiedzić akacje. W tym roku już znacznie rzadziej, ale ciągle je fotografuję. Za każdym razem, gdy wyjeżdżam zza drzew patrzę w tym kierunku z pewnym niepokojem. Czy one dalej tam stoją, czy nie uschły, czy ktoś ich nie wyciął.

Niedługo minie siedem lat od kiedy tam jeżdżę. One na szczęście ciągle stoją i mają się nienajgorze jak na swój wiek. Dodam tylk jako ciekawostkę, że poniższe zdjęcia, również to z kwitnącą gorczycą jest z listopada 😉

Kulminacja

Ostatnio nie brakuje pięknych wschodów i zachodów słońca. Być może przez tę wietrzną pogodę.

W ubiegłą sobotę coś mi mówiło, że może być jeden z tych zachodów, które pamięta się długo. Niebo zachmurzone, ale nad zachodnim horyzontem pas czystego nieba. Do tego doszedł lekki opad deszczu, dzięki czemu niebo zaświeciło jeszcze intensywniej. Poniżej kulminacyjny punkt wieczoru.

Ozłocone słońcem

Nie oszczędzam „kliszy”. Jak fotografuję, robię sporo zdjęć. Dlatego, że podczas wschodów i zachodów, światło zmienia się z minuty na minutę. Nieraz różnica kilku minut i kąt ustawienia aparatu względem słońca robi bardzo dużą różnicę.

Dopiero w domu na monitorze wybiorę te, które są najpiekniejsze. Nieraz jedno zdjęcie oddaje klimat wieczoru, czasem jest to kilka fotek. Dziś jedno. Ciasny kadr na brzozę z resztkami złotych liści. Dodatkowo ozłoconych światłem zachodzącego słońca.

Zorza polarna | 5.11.2023

Mam i ja swoją. Wieści głoszą, że zorza polarna widoczna dziś jest w całej Polsce. Trochę spóźniony i ja wybrałem się, tym razem już w ciemne pola, aby spróbować swojego szczęścia.

Powiem Wam szczerze, gołym okiem nie było tego aż tak widać, ale aparat na odpowiednio długim czasie i odpowednio wysokiej czułości pokazał, co naprawdę dzieje się na niebie. Sam nie mogłem w to uwierzyć, oglądając ekran aparatu! Tym bardziej, że jak wiecie fotografuję na Podkarpaciu. Poniższe zdjęcie to szeroka panorama na 1/3 horyzontu! Coś niesamowitego.

Niska i intensywna.

Wytężam głowę, żeby sobie przypomnieć, czy w listopadzie kiedykolwiek widziałem tęczę. I stwierdzam, że chyba nie. Aż do dnia wczorajszego.

10 °C i zero wiatru to były idealne jak na listopad warunki do jazdy rowerem. Co prawda chmury zakrywały niebo i chwilami padał deszcz, ale chwilami też wyglądało słońce. I właśnie kiedy jednocześnie świeciło i padało, na dosłownie kilka minut pokazała się tęcza. A w zasadzie kawałek niskiej, ale za to bardzo intensywnej tęczy.

Wszystkich Świętych

Ubierz się w czerwoną czapkę i cierpliwie czekaj, aż niebo przybierze jej kolor. Czy to jest przepis na uchwycenie takich kolorow na niebie? No nie bardzo. Ciągłe śledzenie prognoz pogody i dyspozycyjność, aby w każdej chwili móc wyskoczyć w teren. Nawet, jeśli jest to Wszystkich Świętych. Bo to wtedy wieczorem na niebie mogłem podziwiać takie niecodzienne kolory.

Widok olśniewający

Pojechałem na rower po południu. Prognozy pokazywały, że na przemian będą chmury i słońce. Były tylko chmury. Trasa prowadziła najbardziej widokowymi trasami w mojej okolicy. Niestety były tylko chmury i ani grama słońca.

Ale, ale. Kiedy wyjeżdżałem leśną drogą na kolejne wzniesienie, niebo zrobiło się podejrzanie jasne. Przyspieszyłem i jest! To było te kilka minut ze słońcem. Dosłownie olśniewający widok!

Czekanie

Przyszła później niż zwykle i chwała jej za to. Czekanie na jesień jest fajne, a czas oczekiwania upłynął w pięknej pogodzie. Kolory pojawiły się dopiero w drugiej połowie października.

Ostatnio trzeba było wypatrywać chwil bez deszczu i ze słońcem. Wbijać się w okienka pogodowe. Ale dla takich widoków i tych wszystkich chwil spędzonych w ich otoczeniu ja przynajmniej jestem w stanie poświęcić wiele 🙂