Kilka razy udało mi się sfotografować owady bez co niektórych kończyn i zawsze się zastanawiam, jak je tracą…
Ktoś im odgryza? Krzywo się im stanęło i trach, odłamała się? Bo chyba nie wybuch miny pułapki… 😉

Kilka razy udało mi się sfotografować owady bez co niektórych kończyn i zawsze się zastanawiam, jak je tracą…
Ktoś im odgryza? Krzywo się im stanęło i trach, odłamała się? Bo chyba nie wybuch miny pułapki… 😉

… była mucha, której oczy zajmowały większą część głowy, a za głową chudy tułów (czy co tam mają owady 😉 )

Małego pajączka z rodziny skakunowatych (Salticidae) spotkałem, a jakże, na deskach budynku gospodarczego. Był tak malutki, tak że z trudem zwróciłem na niego uwagę. A zasuwał bokiem, pod pachą taszcząc malutkiego bzyga (Syrphidae). I niechętnie raz po raz robił przystanki (bzyg musiał być dla niego za ciężki 😉 ), aż schował się w szczelinie między deskami.


Ta mucha akurat tą przestrogą się nie przejmowała 😉

Dwie klecanki na jednym kwiatku? Co to to nie. Doszło do ostrego spięcia w locie. Po czym jedna odleciała hen, a druga, chiba ta bardziej poszkodowana, przysiadła na liściu i zaczęła energicznie ocierać się nóżkami o czułki. O co chosi? ja nie wiem

Kolejna porcja fotek.







Żywą reklamą gumy balonowej postanowił zostać wałęsak mieszkający pomiędzy deskami budynku gospodarczego 😉


Ależ mi się kości zastały po całej nocy, trzeba się zdrowo poprzeciągać… o taaaaaakkk…

Prognozy pogodowe nie najgorsze, wybieramy się zatem na mały spacerek Połoniną Caryńską.





Do biednej malutkiej muszki przyczepił się jakowyś niedobry gad, tylko mu nóżki dyndają ;/

