Motywacja

Lubię spędzać czas w ruchu. Jeśli chwilowo nie rower, to spacery. Po ośmiu godzinach spędzanych codziennie na dupie w pracy muszę rozprostować kości. Lubię chodzić i fotografować przy okazji. Coraz niechętniej siedam później do nich do komputera.

Motywuje mnie jeszcze to prowadzenie bloga, a robię to już ponad trzynaście lat. Mam nadzieję, że choć trochę motywuję Was do ruchu na świezym powietrzu oraz baczniejszego zwracania uwagi na piękno natury.

Las jest mój

Padający śnieg. Może i nie przepadam za śniegiem i mrozem, ale kiedy pada świeży bielutki śnieg, w te pędy gonię do lasu na spacer. Ten klimat jest nie do podrobienia. Skrzypiący śnieg i płatki śniegu na policzkach. Mogę tak łazić godzinami. Las jest cały mój. Bo w taką pogodę nie spotykam w nich żywego ducha.

Odpoczynek

Styczniowy poranek. Całkiem wiosenne warunki. To dopiero następnego dnia ma zacząć sypać śniegi przyjść mróz. Para sarenek wyleguje się na polnej drodze. Zajęły miejsce na szczycie pagóka, mogą obserwować, co dzieje się dookoła.

Zauważają mnie z daleka, jednak pozwalają podejść całkiem blisko. Jakby czuły, że z mojej strony nic im nie grozi. W rzeczywistości pewnie nie ufają nikomu, przypadek sprawia, że udaje się tyle podejść. Robię fotkę, zawracam. Niech sobie odpoczywają, bo gdy spadnie snieg już nie będa mieć tak kolorowo.

Fajne i to i to

Kto lubi śnieg i mróz może się w końcu nim nacieszyć. Napadało go całkiem sporo i pewnie utrzyma się na dłużej. Ja osobiście aż takich mrózów nie lubię i wolę dodatnią temperaturę. Nawet zimą.

Fakt, że miło jest pospacerować po zmrożonym, trzeszczącym pod butami sniegu, ale jeszcze fajniej jest wyjść na rower 😉

Śnieg na dłużej

Pogoda potrafi się zmieniać bardzo szybko. Piersze zdjęcie, mogłoby sie wydawać, że zostało zrobione wiosną, ale nie. Zrobiłem je w sobotę rano, a kolejne w niedzielę rano. Krajobrazy nam sie zabieliły i zapowiada się, że snieg zostanie z nami na dłużej.

Udało się kowalika

Kowaliki widywałem w tej okolicy już kilkakrotnie. Zawsze jednak poza zasięgiem mojej lufy na aparacie 😉 Albo było za ciemno na jako taką fotografię.

Tym razem również próbowałem zrobić zdjęcie kowalikom buszującym w krzaczorach, kiedy kątem oka zauwazyłem, że jednen z nich przysiadł prawie jak na wyciągnięcie ręki na uciętym kawału drewna. Zdążyłem zrobić jedną fotkę i … udało się !

Zmiana w pogodzie

Miłe było te kilka dni z nieśmiałymi przebłyskami słońca. Było też sporo wolnych dni, które można było wykorzystać na włóczęgę po okolicy. Końcówka roku była u mnie bardzo aktywna. Żal trochę, że idzie zmiana w pogodzie…

Klimat grozy

Uwielbiam tę godzinę na fotografowanie. Jest jeszcze prawie zupełnie ciemno. Do tego temperatura poniżej zera stopni. Prawie bezchmurne niebo. Do wschodu słońca kilkadziesiąt minut.

Obłędne kolory, które wyłuskuje aparat po kilkunastominutowym naświetlaniu. Klimat nieco wiejący grozą ze względu na tę mgłę, z której nigdy nie wiadomo co zaraz się wyłoni. Do tego prawie idealna cisza, bo tylko od czasu do czasu było słychać pokrzykujące w oddali ptaki.

Niby szaruga

Taka zima, gdzie jest i chwilkę śnieg, ale jest i sporo dni z dodatnią temperaturą mnie jak najbardziej odpowiada. Kiedy leży śnieg, poświęcam czas na fotograficzne spacery, a kiedy jest na plusie, mogę wsiąść na rower i wtedy również mogę przy okazji pofotografować.

Pod koniec grudnia było kilka naprawdę ciepłych jak na tę porę roku dni, więc mogłem wybrać się na dłuższe wycieczki rowerowe. Towarzyszył mi oczywiście aparat i choć tematów do zdjęć w taką szarugę nie ma zbyt wiele, zawsze coś tam się znajdzie.

Groza

Jest już sporo po zachodzie słońca. Na niebie resztki kolorów. Na ziemi rozlewiska po roztopach i opadach. Te były już jakiś czas temu, ale tyle wody nie da rady wsiąknąć w ziemię. Mocny wiatr nie ułatwia zadania. Statyw nie może ustać, a co dopiero nie drgnąć, aby zrobić zdjęcie.

Próbuję raz, drugi trzeci, w końcu trafiłem na kilka sekund słabszego wiatru. Zimne kolory niebieskiej godziny dają fotce nieco klimatu i może nawet grozy.