Kiedy wyjrzało nieco słońca, postanowiłem wybrać się na spacer po tych moich bezdrożach i poszukać kilku kadrów. Zaskoczyło mnie, że jest już wiele zieleniących się drzew. Oby nie wróciły już srogie mrozy i opady śniegu.




Kiedy wyjrzało nieco słońca, postanowiłem wybrać się na spacer po tych moich bezdrożach i poszukać kilku kadrów. Zaskoczyło mnie, że jest już wiele zieleniących się drzew. Oby nie wróciły już srogie mrozy i opady śniegu.




Spotykam ich tyle podczas moich rowerowych wojaży, że już nawet nie przy każdej się zatrzymuję, aby zrobić zdjęcie. Tylko przy tych najbardziej klimatycznych, ciekawych i nietypowych. W weekend odkryłem kolejne. Obok nich przejeżdżałem już kilka razy, ale pewnie nie zwróciłem uwagi, albo po prostu wtedy nie chciało mi się zatrzymywać.



Jadę tym rowerem i jadę. Głównie te same widoki. Droga, domy, trakcje energetyczne, pola, las, drzewa. Ale raz na jakiś czas przypadkiem trafiam na taką perełkę krajobrazową. Wyjeżdżam na niepozorną górkę, a tam piękny widok na okolicę.
Miejsce, które zna garstka osób. Ci, którzy jeżdżą tamtędy na codzień. Ale dla nich to nic niezwykłego. Dla mnie tak.

Sto kilometrów rowerem. Połowa pod górkę, a druga połowa po wiatr. No cóż bywa i tak. A poza tym cudowne ponad dziesiąć stopni na plusie i słońce. Nieliczne obłoczki. No i to przepiekne miejsce, w które trafiłem zupełnie przypadkiem.

Penthałs, czy domki pod modrzewiem?


Kapliczka w trzech odsłonach. Co więcej mogę napisać. Już ją tyle razy fotografowałem, że po prostu szukam nowych nietypowych kadrów 🙂



Niby słonecznie, ale jednak mgliście. Raz po raz pojawiały sie mgławice chmur. Było ciepło, z każdą godziną coraz cieplej. Polne drogi już przeschnięte. Można zbaczać z asfaltu. Fajnie, bo to duże urozmaicenie. Mimo, że trzęsie i droga nierówna, to widoki zdecydowanie lepsze.




Białe obłoczki na niebie, to widok kojący. Dający nadzieję. Na lepsze kolejne dni. Na coraz cieplejszą aurę. Na coraz lepszą pogodę. Na wiosnę!



Nepomucenów jest u nas sporo. Podczas niedzielnej wyprawy rowerowej przejeżdżałem koło trzech.
A może mijałem i więcej. Nie wiem, bo chociaż często fotografuję kapliczki, figury i krzyże, jakoś nigdy ich nie skatalogowałem. Tych co bardziej klimatycznych. Mam je w pamięci, albo o nich zapominam, a za jakiś czas znów na nie trafiam.



Niedziela była kolejnym ciepłym dniem. Temperatura podskoczyła do nawet kilkunastu stopni. Lekkie zamglenie i pojawiające się od czasu do czasu chmury sprawiały, że światło do fotografowania było całkiem fajne.
Większość dnia spędziłem włócząc się rowerem po bliższej i dalszej okolicy rozkoszując się wspomnianą pogodą (wszak w marcu to rarytas) i szukając sobie kadrów. Prawie sześć godzin na pokonanie ponad siedemdziesiąciu kilometrów to idalny czas, aby się spokojnie porozglądać, zatrzymać, pokontemplować 😉



