Zamiłowanie

Piękno jest (bywa) tuż za rogiem, za miedzą. Nie trzeba daleko szukać. Wystarczy wyjść o świcie lub przed zmierzchem i go poszukać. Może od razu się go nie znajdzie, ale trzeba być cierpliwym, próbować, oczekiwać na te kolorowe wschody i zachody słońca. Żyć tym, mieć to w sobie. Zamiłowanie do piękna natury.

W samą porę

Budzik na czwartą, ale o czwartej to ja już siedziałem na siodełku. I dobrze, bo fart chciał, abym w odpowiednim momencie dojechał do pola ze słonecznikami. Tam na miejscu oniemiałem, bo słoneczniki słonecznikami, ale niebo! Co działo się na niebie! Kolory zachwycały i w połączeniu z rozkwitniętymi słonecznikami tworzyły niesamowity krajobraz.

Wszech dostępność

Najlepszy aparat, to ten który masz zawsze przy sobie. W dobie miniaturyzacji i wszech dostępności smartfonów z aparatami prawie każdy z nas ma go zawsze przy sobie. I bardzo dobrze, bo kiedy zaskoczy nas taki piękny zachód słońca, można go uwiecznić zawsze i wszędzie.

Słoneczniki

Coś mi się zażółciło po mojej lewej. Pierwsza myśl, to rzepak. Ale po chwili oświeciło mnie, że to przecież jest czas kwitnienia słoneczników! Odbiłem gdzie trzeba i na szczęście okazało się, że jest ono tuż przy drodze. Pogoda do zdjęć dopisała, bo było zachmurzone, co poskutkowało fajnie rozproszonym światłem i nieco dramatycznym niebem.

150 to dużo

Czy 150 kilometrów to dużo? Na początku mojej przygody z rowerem to i 15 było dużo. Marzeniem było przejechać 40, albo i 50 kilometrów. Wiedziałem jednak, że wcale jakoś specjalnie nie trzeba trenować, a wystarczy jeździć regularnie, a w moim zasięgu będą wyprawy stukilometrowe.

Niezależnie od odległości lubię wszystkie moje trasy i jeżdżę tyle, na ile aktualnie mam ochotę. Jednak najbardziej lubię te całodniowe wyprawy w odległe zakątki regionu.

Wiśniowa
Gogołów
Sowina
Szebnie

Chmury Asperitas – pofalowane morze

Ubiegły czwartek zacząłem grubo przed piątą. Liczyłem podziwiać z roweru piękny wschód słońca, jednak na niebie wisiały chmury. I tak aż do 10 tej. To nawet lepiej, bo było chłodniej do jazdy. Gdy tylko chmury się rozeszły momentalnie zrobiło się około 30 °C.

Ale ja nie o tym. Ja o chmurach, ale takich nietypowych chciałem. O chmurach Asperitas. Chmury te wyglądają niczym pofalowane niebo i mogą napawać lękiem. Ja się ich jednak nie bałem, tylko chwyciłem za aparat, aby je uwiecznić. Niestety chmury Asperitas jak szybko się pojawiły, tak szybko znikły…

Głos wewnętrzny

A tak jakoś się obudziłem o piątej rano i stwierdziłem, że jestem wyspany. Nic innego, niż jazda rowerem i robienie zdjęć nie przyszło mi do głowy. No to nie walczyłem sam z sobą i zrobiłem to, co mi podpowiadał wewnętrzny głos 😉

Zasługują na zdjęcia

Popadało niewąsko miejscami. W środę padało tak intensywnie i długo, że okazało się, że mój samochód, to amfibia. Fajnie, bo nie wiedziałem…

Natomiast na wieczór zostały już tylko kałuże. Uznałem, że zasługują na zdjęcia.

Nieco chłodniej

Wsiadam i jadę. Fajnie jak to jest poranek, bo i pofotografować można i na drogach jest jeszcze zupełnie pusto. Nawet psy nieprzepadające za rowerzystami jeszcze drzemią i nie zwracają na mnie uwagi. Słychać tylko ptaki i świerszcze. I co ostatnio istotne – jest jeszcze nieco chłodniej.