Stworzyły to

Dzień wcześniej padało. Spodziewałem się mgieł. Nie było ich zbyt wiele. Na krótkim odcinku drogi prowadzącym przez las znalazłem je. Nie dużo. Ale wystarczająco. Bo w połączeniu ze słońcem stworzyły to.

Całkiem fajny

Niebo było zachmurzone, ale kiedy jechałem rowerem, zauważyłem że się szybko przeciera. Musiałem jak najszybciej wrócić do domu, pobrać aparat i samochodem pojechać na jakąś nieodległą miejscówkę.

Tam zastałem widok chyba tysiąca beli słomy! Uwielbiam to, a zachód faktyko był całkiem fajny.

Jeszcze w ciemnościach

Trochę byłem zawiedziony, kiedy przed świtem wyglądnąłem przez okno. Na niebie nie było jednej chmurki. Ale skoro już wstałem, odpaliłem rower i ruszyłem.

Mimo braku chmur, nad wodą przedświt wyglądał zjawiskowo. Jeszcze w zupełnych ciemnościach.

Istnieje naprawdę

Do tej pory dwa razy przejeżdżałem koło tej niezwykłej miejscówki, ale dopiero w ubiegłym tygodniu zrobiłem to o świcie. Jak widać, dobre światło czyni cuda i nie da się tego podrobić żadną obróbką. Miejsce wygląda na bajkowe i wręcz wymyślone! A istnieje naprawdę 🙂

Firanka

W sumie nic niezwykłego. Szutrowa długa prosta polna droga z mnóstwem dziur. Kilka krzaków po poboczach. A do tego niezwykłe niebo i niezwykły poranek. Delikatna chmura, wisząca niczym zwiewna firanka, przypięta do nieba.

Czy wiele?

Odpocznijmy nieco od tych szalonych porannych kolorów. Dziś kilka kadrów, które wpadły mi w oko podczas moich przejażdżek rowerowych. Ot zwykłe obrazki, jakich wydawać by się mogło, wiele jest w okolicy.

Na pole słoneczników trafiłem zbaczając w polną drogę, którą, o dziwo jeszcze nigdy nie jechałem.

Urzekła mnie ta postrzępiona chmura, wpisująca się idealnie w krajobraz z drogą.

Kiedy tylko mogę, przejeżdżam koło tej kapliczki. Ma ona w sobie coś, co mnie do niej przyciąga.

Bele zawsze na propsie 🙂

Trzy zbiorniki

Jak wczoraj pisałem, niedzielę zacząłem na ściernisku, ale potem odwiedziłem trzy zbiorniki wodne w mojej okolicy. Na jednym z nich zauroczyły mnie liście grążela żółtego w świetle wschodzącego słońca.

Na drugim też był grążel, ale nie tak atrakcyjny. Zanieczyszczony niestety szlamem zbierającym się na skraju zbiornika.

Przy trzecim nawet nie zjeżdżałem nad wodę, bo praktycznie cała linia brzegowa zajęta była przez wędkarzy i przyczepy kempingowe. Pyknąłem tylko fotkę opodal.

Rowerem i biegiem

Ależ mi w ostatnim tygodniu dopisywały rankami warunki. Zdradzę Wam sekret, dlaczego tak było. Otóż po prostu w końcu się zmobilizowałem i wstawałem tak, aby już o czwartej wyjeżdżać rowerem z domu.

Oczywiście to nie wystarczy, no miałem farta i co tu dużo mówić. Poniższe fotki są z niedzieli. Na miejscówkę dotarłem zziajany jeszcze przed piątą. W samą porę, aby jeszcze dobiec na pole z belami.

Tylko 11 stopni

To była jedna z tych wypraw, które pamięta się długo. A to dzięki cudownemu wschodowi słońca, jaki przy okazji miałem okazję podziwiać. Trwało to wszystko bardzo długo, a dzięki rowerowi mogłem szybko przemieszczać się w kolejne miejscówki.

Po czwartej rano miejscami na termometrze było raptem 11 °C. To skutkowało pojawieniem się lokalnych mgiełek. W połączeniu z kolorowym niebem powstał klimat iście bajkowy.

Fart

Fart mi, odpukać, dopisuje w tym tygodniu. Najpierw środowy, a teraz sobotni poranek. O czwartej, kiedy wyjeżdżałem rowerem z domu nic nie wskazywało na tak zacny warun. Niebo było czyste, bez chmur.

Po drodze jednak zauważyłem napływające z zachodu chmury, które coraz śmielej podświetlało znajdujące się jeszcze za horyzontem słońce. Przyspieszyłem, by zdążyć. Pierwszą fotę robiłem punktualnie o 4:50. Słońce wtedy gdzieś tam za drzewami dotykało dopiero horyzontu.

Kolejne kilometry przyniosły kolejne zdjęcia, bowiem warunki utrzymywały się jeszcze co najmniej przez godzinę.