Ze świtu

Czekałem na taki dzień od dawna. Jesień, długo utrzymująca się mgła, ale też od czasu do czasu prześwitujące słońce. Tak było w ubiegły wtorek i tylko temperatura mi średnio pasowała, bo przez pierwszą godzinę jazdy było na minusie, a i potem niewiele cieplej.

Podczas sześćdziesięciokilometrowej trasy przez las warunki były cudowne. Rozpraszająca światło mgła malowała światłem, jak doświadczony malarz. Z entuzjazmem odkrywałem coraz to nowe miejsca z coraz to bardziej zaskakującym światłem. Przywiozłem dziesiątki zdjęć, a dziś te z samego świtu.

Trzy foty i do domu

W sobotę musiałem wstać przed świtem i to wcale nie z powodu roweru ani fotografowania. Jednak kiedy zerknąłem przez okno, już czułem, że to będzie niezwykły poranek.

Pomyślałem, że obowiązki nie zając, nie uciekną i podjechałem na pierwszą lepszą miejscówkę czekać na rozwój wypadków.

Czekałem i czekałem, aż na kilkanaście minut przed wschodem słońca nastąpił punkt kulminacyjny. Niebo zrobiło się czerwone nie tylko na wschodzie, ale dookoła horyzontu, a nawet w zenicie!

Już byłem spóźniony, więc zrobiłem szybciutko poniższe trzy foty i musiałem zmykać do domu.

Krzywe drzewa

Krzywe drzewa. Krzywe, ale jakże fotogeniczne. Zboczyłem z trasy w niezbadane do tej pory tereny, a tam takie fajne dwa drzewa. A że pora była wieczorowa, to i na zdjęciach prezentują się elegancko.

Śnieg tylko w górach

Życzę sobie i wszystkim, aby taka piękna pogoda trwała przez kolejne tygodnie. Może być zimno, ale niech świeci słońce, a śnieg to poprosimy dopiero w styczniu i tylko w górach. Z wiekiem coraz mniej lubię zimę i nic na to nie poradzę.

Marzenia o lesie

Chciałem jeden rowerowy wypad poświęcić w całości na las. Na leśne szutrowe drogi, ale też na te ledwo widoczne, ale przejezdne ścieżki. Tego dnia było w miarę ciepło, więc mogłem tak się włóczyć niespiesznie, raz po raz się zatrzymując, robiąc fotki, czy zwyczajnie postać i popodziwiać piękne jesienne kolory.

Prze fajnie

Czasami jeszcze udaje mi się trafić w miejsca, gdzie jeszcze rowerem nie jechałem. Tak właśnie stało się kilka dni temu, kiedy to trafiłem na tę brzozową alejkę. No prze fajnie to wyglądało. Podobnie jak brzozowe wybrzeże jeziorka.

Korzystam z pogody

Pogoda nas rozpieszcza, a to ostatni tydzień przed zmianą czasu. W listopadzie po powrocie z pracy będzie już prawie ciemno i pozostanie mi nocna jazda rowerem. Dlatego korzystam, ile mogę i praktycznie codziennie włóczę się po okolicy, szukając tych pięknych kolorów jesieni.

Wschód Księżca | 18.10.2024

Jeden kroczek w lewo, dwa w prawo i z powrotem ze dwadzieścia w lewo. Powrót na miejsce. Tak to mniej więcej wyglądało, latałem w te i we wte, aby księżyc znalazł się tam, gdzie chciałem. Nie było z tym problemu, bo miałem dużo miejsca, a kilkanaście, kilkadziesiąt metrów korekcji mojego położenia wystarczyło.

Piątkowy wieczór. Pogoda na takie zdjęcia idealna. Księżyc wschodzi kilkanaście minut po zachodzie słońca. Doskonale widoczny od samego horyzontu. Miejscówka klasyczna, fotografowałem stamtąd już wiele razy. Nie chodzi mi jednak o nowe miejscówki, ale emocje towarzyszące oglądaniu tego pięknego zjawiska — wschodu księżyca w pełni.

Kometa C/2023 A3 (Tsuchinshan-ATLAS)

W internecie aż huczało od informacji o komecie, która widoczna jest na wieczornym niebie. Ogromnie nie chciało mi się jechać jej fotografować, bo jak wiadomo, ostatnimi czasy fotografuję prawie tylko i wyłącznie na wyprawach rowerowych, ale zmusiłem się i… oczywiście nie żałuję!

Co prawda gołym okiem nie była ona jakoś specjalnie widoczna, ale na zdjęciu wyszła pierwszorzędnie, czyż nie?