Udało się kowalika

Kowaliki widywałem w tej okolicy już kilkakrotnie. Zawsze jednak poza zasięgiem mojej lufy na aparacie 😉 Albo było za ciemno na jako taką fotografię.

Tym razem również próbowałem zrobić zdjęcie kowalikom buszującym w krzaczorach, kiedy kątem oka zauwazyłem, że jednen z nich przysiadł prawie jak na wyciągnięcie ręki na uciętym kawału drewna. Zdążyłem zrobić jedną fotkę i … udało się !

Pierwsze zdjęcie w roku – wilk

Mimo pochmurnej pogody dziś raniutko wyszedłem w teren. Tak sobie szedłem i zastanawiałem się, jakie będzie moje pierwsze zdjęcie w Nowym Roku. W najśmielszych marzeniach nie przypuszczałbym, że będzie to zdjęcie wilka!

Nie uszedłem bowiem kilometra, kiedy zobaczyłem jego. Wielgachny, tłuściutki i włochaty wilk jak gdyby nigdy nic przebiegał jakieś sto metrów ode mnie!

Aparat miałem w pogotowiu, więc wymierzyłem i zrobiłem serię zdjęć. Fuks nieziemski, że choć jedno wyszło w miarę ostro, bo było jeszcze ciemno, a wilk niby truchtał, ale całkiem szybko.

Dziki zwierz i emocje

Może zdjęcia nie są najlepszej jakości, ale było dość ciemno, a sprzęt mój taki sobie. To jednak mało ważne. Spotkanie z dzikim zwierzem zawsze wywołuje u mnie emocje. Tym razem trafiło się stadko pięciu lub sześciu jeleni.

Najpierw spozierały na mnie spoza gałęzi, potem zrobiły kółko i kawałek dalej przebiegły przez drogę. Do tego chwilkę później napatoczyła się sarenka.

Na pocieszenie

Podczas ostatniego weekendu sporo spacerowałem po lesie. Owszem, widziałem sporo zwierzyny, ale tym razem były to tylko dalekie spotkania. Kilka saren, łanie i najciekawsze spotkanie – z dzikiem. Wyskoczył na drogę dosłownie kilkanaście metrów ode mnie. Pewnie nawet mnie nie zauważył, ale niestety nie udało się zrobić ostrgo zdjęcia.

Na pocieszenie zostało tylko jedno zdjęcie sarenki.

Okoliczności nieba

Ustawić taką bandę do zdjęcia… niemożliwe. Zawsze któraś odwróci się tyłem, bokiem, albo nie spojrzy w obiektyw 🙂

Sarny muszą się teraz bardziej starać o pożywienie, ale te w mojej okolicy radzą sobie całkiem nieźle. Pokaźne stadko widuję tu już od ponad dwóch tygodni. Raz zachowują się bardziej ufnie, innym razem mniej. Tym razem zechciały mi się pięknie ustawić do zdjęcia na samym szczycie pagórka, no i w pięknych okolicznościach nieba.

Sarna za każdym razem inna

Dementuję pogłoski, że za każdym razem spotykam tę samą sarnę! 🙂

Nam ludziom może się wydawać, że wszystkie sarny są takie same, ale oczywiście tak nie jest. Ostatnimi czasy widuję ich naprawdę sporo w mojej okolicy. Może dlatego, że na białym śniegu łatwiej je zauważyć, a może dlatego, że usilnie szukają czegokolwiek do jedzenia.

Jedne nie zwracają na mnie uwagi i pozwalają podejść całkiem blisko patrząc na mnie z zaciekawieniem. Ale są oczywiście też nieufne, które wyczuwają mnie z kilkuset metrów i czmychają, choć zupełnie niepotrzebnie, w zarośla.

Błąd w matrixie

Zaglądnąłem co tam słychać u konika polskiego w pobliskiej hodowli. Konie wadają się nic sobie nie robić z zimowej aury. Znudzone spacerują niespiesznie blisko paśnika. Inne stoją bez ruchu z zamkniętymi oczyma (!) Tak, zastanawiam się nawet, czy one czasami nie potrafią spać na stojąco 🙂

Dementuję od razu przypuszczenia, że ten z pierwszego zdjęcia to fotomontaż, albo błąd w matrixie 😉 Wystarczy mu (im) się lepiej przyjrzeć 🙂

Cztery gile

Dwa gile na krzaku, drugie dwa u nosa. No, ale takie są uroki zimy ;).

Gile (te z krzaka) mnie zaskoczyły. Przedzierałem się skrajem lasu, kiedy całe stado wyleciało z zarośli i usiadło na krzakach na polanie, w bezpiecznej odległości, aby przyglądnąć się, kto śmiał je wystraszyć. Zanim włączyłem aparat, prawie wszystkie uciekły dalej. Poza tymi dwoma, nabardziej zainteresowanymi.