Po majówce

I nieuchronnie nadszedł koniec majówki. Dla mnie to było sześć dni wolnych od pracy i od wszystkiego. Moim postanowieniem było codziennie jeździć rowerem, ale niezbyt długie dystanse, aby się nie wypompować za szybko.

Udało się i wpadło równe trzysta kilometrów. Głównie na odkrywaniu najbardziej nieoczywistych miejscówek w bliższej i raz dalszej okolicy. Zdjęciowo tak sobie, bo szczerze mówiąc, nawet nie chciało mi się sięgać po aparat.

Przy okazji

Aktualnie mam tak, że jeżdżenie, spacerowanie i generalnie spędzanie czasu na łonie natury, jest dla mnie ważniejsze niż samo fotografowanie. Nie szukam już idealnego światła do fotografii. Opuszczam wschody i zachody słońca. Czas wolę poświęcić na jazdę i zwiedzanie największych zakamarków mojej okolicy. Owszem dokumentuję na fotografiach, ale to tak zupełnie przy okazji.

Błądzenie

Jeździłem dla sportu, jeździłem dla wyników, jeździłem asfaltem, zjeżdżałem na szutry i do lasu. Teraz wybieram czasami polne drogi, których nie ma na mapach. Widzę drogę lub coś, co jest do drogi podobne i sprawdzam, dokąd prowadzi.

Nieraz kończy się niespodziewanie, nieraz prowadzi w miejsca, do których normalnie nigdy bym nie trafił. Nieraz muszę prowadzić rower miedzami, nieużytkami i przez krzaki. No ale co zrobić, jak to teraz lubię… 🙂

Nieskończone

Na piątek mam kolejne fotki z moich niekończących się wędrówek po bliższej i dalszej okolicy.

Własnymi nogami i rowerem.

Urokliwa kapliczka przy polnej drodze w ostatnich promykach wieczoru.

Stara rozłożysta lipa i tam gdzieś pod nią Nepomucen.

Wierzby, pierwsza i do tej pory jedna z ulubionych miejscówek.

Nowo odkryty wąwóz w środku miasta (!) Niestety zaniedbany i zaśmiecony…

Squadrats

Od jakiegoś czasu mam zajawkę na hm… jak to nazwać – grę terenową, polegającą na zbieraniu kwadratów. Generalnie mapa podzielona jest na duże i małe kwadraty. Duże mają bok ok. 1600 metrów, a małe tylko 200 metrów. Zabawa polega na wjechaniu rowerem lub wejściu na nogach na teren jak największej ilości kwadratów przylegających do siebie bokami.

Zazwyczaj trzeba się nieźle nakombinować, ale dzięki temu odkrywam miejscówki, do których normalnie nigdy bym nie trafił. Robię to wieczorami przy cudownym niskim świetle. Dzięki temu powstaje wiele zdjęć robionych spontanicznie, bez planowania. Po prostu coś widzę i fotografuję. Zabawa pierwsza klasa i jeśli ktoś lubi dużo jeździć rowerem lub spacerować, polecam – SQUADRATS https://squadrats.com

Nie jakość a klimat

Może jakość zdjęć nie jest najlepsza, ale chodząc ze statywem i ciężkim sprzętem nie trafiłbym w tyle miejscówek i nie obserwował tylu zachodów słońca. Mając stary wysłużony aparat w sakwie roweru, w każdej chwili mogę go wyciągnąć i uwiecznić tę jedną niepowtarzalną chwilę, światło, miejsce.

Tak jak na poniższych zdjęciach zrobionych podczas jednej z wypraw, podczas których wyszukuję takie zakamarki okolicy, gdzie jeszcze nigdy nie byłem.