Lubię rano. Choć się nie chce. Bo zimno i chce się spać. Jeśli jednak uda mi się zmobilizować, nigdy potem nie żałuję.




Lubię rano. Choć się nie chce. Bo zimno i chce się spać. Jeśli jednak uda mi się zmobilizować, nigdy potem nie żałuję.




Kapliczki i kościóły jakoś wpadają mi w oko. I w obiektyw. Zawsze z chęcią zatrzymam się, zsiądę z roweru, wyciągnę aparat i zrobię fotkę. Najbardziej przy tych starych. Z klimatem.




Miałem pojechać rano, równo ze wschodem, ale gdy zobaczyłem tylko siedem stopni na termometrze, to się nie odważyłem. Poczekałem do siódmej i dopiero wtedy wsiadłem na rower, aby szurnąć kolejną setkę.
Tym razem pojechałem na południowy zachód, gdzie nie brakuje górek, ale i pięknych widoków. Z rzadka sięgałem po aparat, ale jednak kilka pamiątkowych fotek wpadło.





Zawsze uważnie śledzę radary pogodowe, zanim wyjadę na rower i według mnie nie powinno było padać. Po jakimś czasie zaczęły jednak zbierać się ciemne chmury. Zawróciłem w stronę domu, ale ich widok tak mnie fascynował, że co raz zatrzymywałem się, by robić zdjęcia.
A burza była coraz bliżej. Pewnie to nierozsądne, ale coś mnie tam trzymało i kazało podziwiać i fotografować. Udało się i zrobić fotki i przemoczyć ciuchy. Ale tylko trochę 😉




W dolinach mgły. Na pagórkach czysto, ale pochmurno. Pierwsze promienie słońca zobaczyłem dopiero po kilkudziesięciu kilometrach rowerem, kiedy chmury się rozeszły, a mgła zaczęła rozpraszać.
To zdecydowanie najpiękniejszy moment pamiętnego poranka. Bo potem złapał mnie deszcz, a ja w popłochu szukałem jakiegoś dachu. Udało się, ale na szczęście deszcz nie trwał długo i reszta wyprawy minęła w ciepłym słoneczku.




Muszę się dziś czymś pochwalić. Otóż wczoraj minęło dokładnie 14 lat, od kiedy prowadzę bloga! W tym czasie wpadło 4 312 wpisów z 12 000 zdjęć!
A tymczasem dziś kolejne zdjęcia z mglistego i wilgotnego poranka po deszczowej nocy.




Sobota, godzina trzecia czterdzieści pięć nad ranem. Dzwoni budzik, otwieram jedno oko i od razu je zamykam z powrotem. Po chwili jednak przypominam sobie, że to nie do pracy a na rower trzeba wstać.
To zupełnie inna sprawa, z chęcią zrywam się z łóżka i godzinkę później podziwiam ten cudowny widok wschodzącego słońca nad rozległą doliną spowitą mgłami. A to dopiero początek fajnych widoków.




W moich stronach już raczej po makach. Na trzech miejscówkach, gdzie były całe pola tych czerwonych kwiatów, nie pozostał po nich ślad. Jak szybko i znienacka się pojawiły, tak szybko zniknęły. Jak to maki.




Mówili, nie rób zdjęć pod słońce. Dawniej tak mówili. A raczej pisali. Jeszcze kiedy w sieci istniały fora. I jeszcze całe mnóstwo innych zasad. A ja mówię, fotografuj w którą stronę chcesz, nawet i pod ostre słońce. Eksperymentuj, a może czasem uda się zrobić coś ciekawego 🙂
Piszę to oczywiście w formie żartu. Zasady w fotografii są pewnie ważne, ale równie ważne jest, aby je łamać świadomie. I co do kadru i co do pory fotografowania. Ale przede wszystkim najważniejsze jest, aby fotografowanie fotografującemu przynosiło radość. Niezależnie od efektu.



Aparat lepiej, żeby sobie leżał w sakwie zawsze. Czasami nawet go nie wyciągam, tak fajnie się jedzie. Czasem jednak trafię na jakiś widok, który zwróci moją uwagę. Zatrzymam się wtedy i zrobię coś na pamiątkę. I taki miszmasz z jednej z ostatnich wypraw rowerowych zamieszczam poniżej.
Pogoda była niepewna, bo w okolicy przechodziły burze. Zaryzykowałem jednak wyjazd i owszem – piersze dwadzieścia kilometrów było słonecznie, ale kiedy po tym czasie zerknąłem na radary opadów, zadecydowałem o bardzo szybkim odwrocie. Udało się zasapanym, ale suchym wrócić do domu przed opadami. Żałuję tylko, że nie sfotografowałem tych przerażających chmur burzowych.



