Chciałem połączyć rower z fotografowaniem. Jednak niebo było bezchmurne. Ale niebu nigdy nie można wierzyć, bo po kilkudziesięciu minutach zaczęły zbierać się chmury. Niskie słońce pięknie je podświetliło, a ja wróciłem z tymi kilkoma fotkami.




Chciałem połączyć rower z fotografowaniem. Jednak niebo było bezchmurne. Ale niebu nigdy nie można wierzyć, bo po kilkudziesięciu minutach zaczęły zbierać się chmury. Niskie słońce pięknie je podświetliło, a ja wróciłem z tymi kilkoma fotkami.




Drzewo zobaczyłem z dosyć daleka. Majaczyło gdzieś tam na górce. Postanowiłem za wszelką cenę do niego dojechać. To było jedyne jesienne drzewo w okolicy, jakie do tej pory spotkałem! Musiałem je mieć na zdjęciu.
Na szczęście dojazd rowerem nie okazał się aż tak zły. Kilkaset metrów pod solidną górę, a potem kolejne kilkaset polną drogę i łąką. Obfotografowałem je ze wszystkich stron, pozachwycałem się widokiem i odwrót.




Jest już znacznie chłodniej na rowerowe wyprawy. Poza tym znów nieco gorzej ze zdrowiem, więc ograniczam się do niedalekich wycieczek po okolicy. I oczywiście staram się znaleźć jakieś godne uwiecznienia kadry.



Mamy tu niedaleko piękny wiatrak w miejscowości Bystrzyca (Rędziny). Jakoś do tej pory go nie fotografowałem, ale kilka dni temu przejeżdżając o świcie, skusiło mnie skręcić w jego stronę. Całkiem fajnie się prezentuje. To taki stary nowy wiatrak, bo jak mniemam odbudowany z nowego materiału.
Inna atrakcja przyciąga mnie, ilekroć tamtędy przejeżdżam. To pięknie usytuowane samotne drzewo z krzyżem. Akurat mimo września, kwitło sobie tam w najlepsze coś żółtego.
Oczywiście jest też tam wiele urokliwych dróg pośród pól i lasów. Na rower idealnie.



„To ostaatniaaa niedzielaaa…” Ostatnia, bo ubiegła, ale nie ostatnia w ogóle! 🙂 Pięć stopni to niewiele, ale jak się człowiek dobrze ubierze, to jazda rowerem nie jest taka straszna. Zwłaszcza o świcie, kiedy wszystko wygląda oszałamiająco pięknie!
Chwilę wcześniej było ponuro, ale kiedy zza horyzontu wyszło słońce…. sami zobaczcie.



Czy to jest typowo wrześniowy krajobraz? Może nie typowy, ale na pewno mój ulubiony. Mogę tak stać godzinami i podziwiać te widoki. No, bez przesady, zbyt jestem niecierpliwy. Wolę przemieścić się w inne miejsce, bo a nuż tam będzie jeszcze piękniej. Rower mi na to pozwala. I pozwala zauważać dużo więcej niż z okna samochodu.




Kilka kolejnych fot z moich „powolnych objazdów komina”. Fajnie, że pogoda dopisuje. Wiatr co prawda nieco mocniejszy, ale tragedii nie ma. No przynajmniej popołudniami. Bo rano 10 stopni to jakaś pomyłka pogodowa 🙂




Sam nie wiem czemu, ale bardzo lubię tę miejscówkę z mostem kolejowym. Ani on ładny, ani nowoczesny, ale jakoś mnie przyciąga i czasami staram się tak ułożyć trasę, aby w tym miejscu zastać zachód słońca.



Przez ostatni weekend dużo jeździłem i dużo spacerowałem. Warunków do fotografowania za bardzo nie było, a w sobotę to przez piętnaście kilometrów jechałem w solidnej ulewie. Wróciłem przemoczony do suchej nitki. Na domiar złego podczas spaceru też złapał mnie deszcz, ale przynajmniej już nie taki ulewny.
Wczoraj było już przyjemniej. Może nie za ciepło, ale przynajmniej bez deszczu. Poniżej kilka kadrów, które wypatrzyłem po drodze.




Wyjechałem z domu dwie godzinki przed zachodem słońca. Tak, aby przejechać ze 40 kilometrów i aby załapać się na zachód słońca. Liczyłem na to, że mimo zachmurzenia, słońce przebije się przez chmury samym wieczorem.
Owszem, przebiło się i jak widać, pięknie pokolorowało chmury.


