Kolekcja

Witek, były już jakieś kilometry w tym roku rowerem? Owszem, przez kilka dni, w ubiegłym tygodniu, temperatura miejscami dochodziła do dziesięciu stopni na plusie. Nie mogłem pozostać na to obojętny. Dwie kilkudziesięciokilometrowe wyprawy jak najbardziej wpadły do kolekcji. Sami zobaczcie, że pogoda wyglądała już prawie na wiosenną 🙂

Spacer na dwóch kółkach

Końcówka ubiegłego roku. Od kilku dni nad całą okolicą utrzymywała się mgła i tylko od czasu do czasu przebłyskiwało słońce. A tego dnia mgła miała w końcu ustąpić i mieliśmy w końcu zobaczyć czyste, niebieskie niebo.

Wyczekałem z wyjazdem rowerem na tę chwilę, kiedy zaczynało się przejaśniać. No bo wiadomo, że resztki mgły ze słońcem mogą utworzyć niesamowity klimat. Oczywiście się nie zawiodłem i sami zobaczcie, w jak bajkowych okolicznościach dane mi było spacerować na dwóch kółkach.

Uwaga na orły

Czy jeszcze leżał śnieg, a ja mimo to wybrałem się na rower? Tak, bo cztery dni przerwy to było już aż nadto długo. Asfalt co prawda był suchy, ale zjeżdżając na polne drogi, musiałem uważać, żeby nie wywinąć orła.

A w wywijaniu orłów mam już troszkę doświadczenia, bo kilka razy się zdarzyło. Dokładnie, z tego co pamiętam, trzy. A ten jeden raz, jak może niektórzy pamiętają, zakończył się operacją ułamanego kciuka…

Na rozgrzewkę

Jeśli jeżdżę rowerem w dzień, a zdarza się to teraz tylko w weekendy, zawsze wrzucę do sakwy aparat z teleobiektywem. A nuż trafi się jakaś sarna, albo inny lis.

Tym razem moją uwagę zwróciła chmara ptaków, które raz po raz siadały na drutach linii elektrycznej i za chwilę zrywały się do lotu. I tak w kółko. Możliwe, że zimno im było i chciały się trochę rozruszać 🙂

Dom samotny

Kilka stopni na plusie w grudniu to rarytas. Do tego przebłyski słońca i niewielki wiatr. Postanowiłem rzecz jasna zabrać rower na przejażdżkę. I ten oto kadr wpadł mi po drodze w oko. Kościół w Zawadzie usytuowany w dolinie, a nad nim wzgórze porośnięte lasami i ten samotny dom na szczycie…

Ja jadę

A ja jadę i jadę. Najbardziej lubię w stronę słońca. Najlepiej wschodzącego lub zachodzącego. Jazda z widokami na kolorowe niebo z pewnością jest przyjemniejsza.

Do upragnionych 1o ooo km/2024 r zostało tylko 174 km 🚴‍♂️. Dzisiaj pauzuję po 11 dniach i po ponad sześciuset kilometrach. A jeśli w łikend pogoda dopisze…. jak myślicie, uda się? 🤔🤔

Tu akurat byłem

Obłoki mgły podnosiły się powoli. Zaczęło się przejaśniać około południa, a ostatnie wisiały jeszcze przez następne kilka godzin. Moją uwagę zwrócił ten podświetlony niskim już słońcem. Akurat jadąc rowerem, byłem w okolicy kościoła w Czarnej Sędziszowskiej. To ten, który ostatnio również fotografowałem, ale z drugiej strony i z innymi równie widowiskowymi chmurami.

Ze słońcem lepiej

Podczas minionego tygodnia sporo jeździłem rowerem (przez siedem dni udało się wykręcić 440 kilometrów), a w niedzielę to nawet złapałem trochę słońca. Co tu dużo mówić, jak świeci słońce, to od razu inaczej się jeździ. I cieplej i przyjemniej. I zdjęcie można się zatrzymać zrobić.

Zaglądnąłem między innymi nad zalew w Cierpiszu i do żwirowni w Czarnej Sędziszowskiej.