Ciemno. Bezchmurnie. Mroźno. Mgliście. Nuda w domu. No to czemu by nie wybrać się i pstryknąć kilka fotek…?



Ciemno. Bezchmurnie. Mroźno. Mgliście. Nuda w domu. No to czemu by nie wybrać się i pstryknąć kilka fotek…?



Pierwsza gwiazdka już na niebie! A dobra, przecież jest zachmurzone. Jednak żadne zdjęcie mi na dzisiejszy wieczór tak nie pasowało, jak poniższe. Październikowa kometa C/2023 A3 (Tsuchinshan-ATLAS). Czy podobne zjawisko miało miejsce w dzień urodzin Jezusa? Tego się nie dowiemy, ale coś musiało być na rzeczy.
A ja życzę wszystkim zaglądającym na mój blog rodzinnych, spokojnych i zdrowych świąt Bożego Narodzenia. Miłego spędzenia czasu z bliskimi i/lub na robieniu tego, co lubi się najbardziej. Nie jest powiedziane, że nie można wtedy fotografować, jeździć rowerem, biegać, czy włóczyć się po lesie. Zatem róbmy to co lubimy najbardziej i cieszmy się dniami wolnymi od pracy i obowiązków!

W internecie aż huczało od informacji o komecie, która widoczna jest na wieczornym niebie. Ogromnie nie chciało mi się jechać jej fotografować, bo jak wiadomo, ostatnimi czasy fotografuję prawie tylko i wyłącznie na wyprawach rowerowych, ale zmusiłem się i… oczywiście nie żałuję!
Co prawda gołym okiem nie była ona jakoś specjalnie widoczna, ale na zdjęciu wyszła pierwszorzędnie, czyż nie?



Niby zwykła chatka. Opuszczona, albo zamieszkała, tego nie wiem. Ale gdyby zamiast tego bluszczu były pierniki, kusiłoby sprawdzić czy przypadkiem nie mieszka tam Baba Jaga.

Mglisty wieczór, przjeżdżające pociągi i długi czas naświetlania. Strasznie fajna zabawa. Gdyby tylko nie te komary…



Przejeżdżałem rowerem w pobliżu torów. Na stacji PKP stał pociąg. Niebo prześwitywało jeszcze spomiędzy chmur resztkami jaśniejszej barwy. Decyzja mogła być tylko jedna.
Ustawiłem aprat na siodełku, ustawiłem długi czas naświetlania i czekałem, aż pociąg ruszy.

Coś mnie tknęło i na późnowieczorną przejażdżkę rowerową oprócz aparatu zabrałem statyw. W sumie niebo było całe zachmurzone i sam nie wiedziałem po co biorę sprzęt.
Jednak po kilkunastu kilometrach niebo zaczęło się przecierać i pojawił się księżyc. Nadłożyłem drogi, aby pojechać w miejscówkę, którą jakiś czas temu upatrzyłem sobie na takie własnie nocne warunki.

Odrobina czystego nieba w nocy wyciągnęła mnie z domu, aby spróbować zrobić zdjęcie Drogi Mlecznej. Widoczność taka sobie, ale pamiątka jakaś tam jest.

Ciemna noc, to doby czas na foty. A jeśli do tego jest jeszcze odrobina mgły i fajne miejsce, to już jest zabawa na całego.



Luty to już chyba taka mała wiosna…? Pewnie nie, ale pomarzyć można. Bo w pamięci mam ubiegłoroczny luty. Z dodatnimi temperaturami. Z wieloma pogodnymi dniami. W czasem spędzanym na wyprawach rowerowych…
Póki co z braku laku, nocny kadr z Ochałem w roli drugoplanowej.
