Wschód Księżyca | 05.03.2026 – II

Widzieliście mój wczorajszy post ze wschodzącym Księżycem? Wiecie, co wydarzyło się chwilę później? W miarę jak schodziłem z górki, okazało się, że krzyż na sąsiednim wzniesieniu jest wciąż widoczny. Nawet nigdy jakoś specjalnie nie zwróciłem uwagi, że widać go dosłownie z miejscówki oddalonej może o 100 metrów od mojego domu.

Schodząc coraz niżej, perspektywa się zmieniała i Księżyc, mimo że wznosił się nad horyzont, wciąż był z mojego punktu widzenia na linii krzyża. Było już mocno ciemno. Po omacku rozstawiłem statyw, wycelowałem…. i właśnie wtedy powstało zdjęcie, z którego tego wieczora byłem najbardziej zadowolony.

Wschód Księżyca | 03.05.2026

Zrobiłem to. Wyciągnąłem zakurzoną lustrzankę, założyłem teleobiektyw i poszedłem sfotografować wschodzący Księżyc. Nie dzisiaj. We wtorek. Kilka godzin po pełni.

Jest tu nieopodal na wzniesieniu duży żelazny krzyż i z mojej miejscówki to właśnie za nim miał wzejść Księżyc. A że oddalony byłem od krzyża sporo, Księżyc miał się wydawać na zdjęciu mega duży. Przy takich ujęciach najbardziej fascynuje mnie kompresja perspektywy. Długa ogniskowa robi z odległych planów jedną zwartą historię.

Nie był to długi rytuał planowania, raczej szybkie spojrzenie na aplikację, szybka decyzja i szybki marsz na górkę. Zasapany, ale z zapasem czasu stanąłem i czekałem. A kiedy się wyłonił, jeszcze kilka korekt mojego położenia. Było to możliwe tylko do pewnego stopnia ze względu na rosnące drzewa.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że takie chwile trwają bardzo krótko. Są ulotne. Mało kto zwraca na nie uwagę. Kilka minut i Księżyc przesuwa się, światło się zmienia. Bez pośpiechu, ale bez zwłoki.

Lubię takie fotograficzne polowania. Krótkie, konkretne, zakończone satysfakcją. Wracasz do domu, zgrywasz pliki i już wiesz, że to był dobry wieczór. I że warto było wyjść z domu, nawet jeśli to miała być tylko szybka akcja.

Wschód Księżyca | 03.01.2026

Jakie jest pierwsze zdjęcie, które zrobiłem w 2026 roku? Nie chcielibyście wiedzieć 😄

Ale pierwszy plener był, mimo przeciwności w postaci chmur, całkiem udany. Zasadziłem się na wschodzący Księżyc, choć było wątpliwe, czy w ogóle pokona te chmury. Znalazł jednak niewielką szparę i zaprezentował się w całej swojej okazałości na kilkanaście minut.

Czekałem na niego na niedalekiej górce, skąd miał wschodzić dokładnie nad dwoma kościołami – w Olchowej (oddalonym o 2700 m) oraz drugim w Klęczanach, oddalonym o 6100 m. W chwili wykonywania zdjęcia Księżyc był już 24 minuty po wschodzie, znajdował się 2,2 stopnia nad horyzontem i był oświetlony w 99,95%. Pełnia miała miejsce 5 godzin wcześniej.

W sumie lubię te „polowania”, kiedy do samego końca nie wiadomo, czy plan w ogóle wypali. Tym razem się udało, choć Księżyc tylko na moment dał się złapać. I właśnie za tę nieprzewidywalność fotografia w plenerze wciąż sprawia mi tyle frajdy.

Zachód Księżyca | 5.11.2025

Środa, świt. Plan prosty: otworzyć oczy, wylezźć z łóżka i pojechać zrobić fotkę księżycowi wschodzącemu nad akacjami. Wszystko poszło zgodnie z planem, choć najwięcej czasu zajęły te dwa pierwsze punkty.

Na miejscu jestem za wcześnie, ale widzę, że nad akacjami krążą kruki. Szybko rozstawiam statyw, kieruję obiektyw w tamtą stronę i strzelam serię zdjęć. W ostatniej chwili, bo ptaki zaraz odleciały. To właśnie to ujęcie z krukami okazało się dla mnie najlepszym z całego poranka. Choć, przyznam, pozostałe też mają swój klimat.

Wschód Księżyca | 9.08.2025

Powietrze nie było przejrzyste – unosił się w nim kurz z pracujących w okolicy kombajnów. Nad horyzontem, dokładnie w miejscu, gdzie miał wschodzić, wisiały chmury. Na miejscówce byłem sporo za wcześnie – jakieś pół godziny. Na szczęście komary nie dawały się mocno we znaki, więc oczekiwanie w tych okolicznościach przyrody było całkiem przyjemne.

Z mojej miejscówki Księżyc miał wzejść gdzieś ponad oddalonymi o około 650 metrów akacjami. Zauważyłem, że na jednej z nich siedzi bocian, a pod drzewami nad kadrami gimnastykuje się fotograf. Czekałem cierpliwie, aż się pojawił – różowy i z każdą chwilą coraz bardziej intensywny. Kilka minut, które wydają się bajką, nierealnym przeżyciem.

Wschód Księżyca | 12.04.2025

Jeszcze ubiegłotygodniowy wschód Księżyca, ale warto go przypomnieć – bo to był piękny spektakl. Na poniższych zdjęciach uchwyciłem moment, w którym Księżyc dopiero co zaczynał się wyłaniać zza horyzontu. Taki trochę nieśmiały start – ale bardzo widowiskowy.

Szczególnie ciekawe jest drugie zdjęcie. To świetny przykład na to, jak atmosfera potrafi zniekształcać kształt Księżyca – wygląda jakby jego dół był zrobiony z miękkiej plasteliny. Uwielbiam takie naturalne „efekty specjalne”.

Wschód Księżyca | 12.04.2025

Przyznaję, że nie jestem wybredny, jeśli chodzi o miejscówki. Ważne, żeby być gdziekolwiek — ale o odpowiedniej porze. Dlatego po raz (nie pamiętam który) wybrałem to samo miejsce do łapania wschodzącego księżyca.

To właśnie nastrój i emocje są dla mnie ważniejsze niż samo fotografowanie. W końcu musiało do tego dojść po tylu latach z aparatem. Ale trzeba przyznać, że wczorajszy wschodzący księżyc był naprawdę imponującym widokiem.

On o tym nie wie

Po raz trzeci wracam do ubiegłośrodowego wschodu Księżyca. Na sam koniec zostawiłem do publikacji zdjęcie, z którego jestem najbardziej zadowolony.

Księżyc wznosił się powoli, a ja chodziłem w tę i we w tę, pstrykając zdjęcia, kiedy kątem oka zauważyłem jadącego rowerzystę. Ręce co prawda mi się roztrzęsły, ale zdążyłem w porę ustawić się w odpowiednim miejscu i zrobić zdjęcie dokładnie w momencie, gdy był idealnie pod Księżycem!

To wszystko trwało pewnie kilka, może kilkanaście sekund, ale dla mnie tak się rozciągnęło w czasie, że pamiętam każdy szczegół. Może wtedy czas dla mnie zwolnił… abym zdążył pstryknąć kolarza…? Kto wie 😉

Wschód Księżyca | 12.02.2025

Środowy wieczór. Powietrze niemal nieruchome, termometr wskazuje okolice zera stopni. Z oddali dobiega monotonny dźwięk pracujących maszyn – trwa budowa drogi i chodnika. Kilkaset metrów ode mnie pasą się sarny, nieświadome, że za moment staną się razem ze mną świadkami niezwykłego widoku.

Wybieram starannie miejsce – około pięćset metrów od drzewa, które wraz z księżycem ma odegrać główną rolę w tym fotograficznym spektaklu. Właśnie tu chcę uchwycić wschodzący księżyc w pełnej okazałości.

Dzięki dystansowi i perspektywie wschodzący księżyc wydaje się ogromny. W myślach mam już ułożoną kompozycję – muszę znaleźć idealne ustawienie tak, by tarcza księżyca znalazła się dokładnie za drzewem. Na szczęście mam swobodę ruchu, mogę przemieszczać się w prawo i w lewo. Gdy księżyc wznosi się i niemal stapia z sylwetką drzewa, aparat rejestruje ten ulotny moment.

Zachód Księżyca | 11.02.2025

Wtorkowy poranek przywitał mnie temperaturą -9°C i lekkim wiatrem. Już wychodząc z domu czułem, że to będzie wyjątkowy poranek, widząc idealnie czyste niebo. Jak zwykle dotarłem na miejsce sporo przed czasem. Siedząc w ciepłym aucie, obserwowałem stopniowo obniżający się Księżyc – majestatyczny, tajemniczy, w odcieniach koloru żółtego.

Robiło się coraz jaśniej, a Księżyc nieuchronnie zmierzał ku horyzontowi, zmieniając powoli kolor na bardziej pomarańczowy, a następnie różowy. W końcu nadszedł ten moment – sięgnąłem po aparat, wysiadłem na mróz, przeszedłem kilkadziesiąt kroków do odpowiedniego miejsca i uchwyciłem ten niezwykły widok.

Wydaje się proste? Niekoniecznie. Idealna perspektywa wymagała nie tylko czasu na planowanie i oczekiwanie na ten jeden konkretny dzień, ale też odpowiednich warunków pogodowych.