Coś na pewno

Dlaczego takie wieczory nie zdarzają się częściej…. czy wtedy by się nam nie znudziły…? Ciężko powiedzieć. Myślę, że mogło by tak być. Ja wolę jak zdarzają się raz na jakiś czas, bo ja lubię wyczekiwać. Jestem cierpliwy – wiem, że wczęśniej czy później trafię na wspaniałe warunki, czy to o wschodzie, czy zachodzie słońća.

Podobnie jadąc rowerem – nie rozglądam się nachalnie za tematami do fotografowania. Raczej czekam, aż coś szczególnego zwróci moją uwagę. Wiem, że jak nie tym razem to z pewnościa nastęnym.

Przed deszczem

W czwartek zapowiadano dobrą pogodę, więc ruszyłem na nieco dłuższą wyprawę rowerową. Zacząłem już po czwartej rano, kiedy było prawie całkiem ciemno i dobrze, bo kiedy kończyłem kilka godzin później po przejechaniu stu trzydziestu kilometrów właśnie spadały pierwsze krople deszczu.

Udało się złapać kilka fajnych kadrów. Dziś pokażę cztery z nich. Pierwsze foto powstało na starcie. Właśnie na niebie pokazywały się pierwsze kolory.

Dwadzieścia kilometrów dalej zauważyłem ciekawe zjawisko na niebie – tak zwana ‚virga’ – opad nie dolatujący do ziemi. A to wszystko cudownie podświetlone promieniami wschodzącego słońca.

Kolejne zdjęcie to sarnia rodzinka. Dwa podrośnięte sarnionka z mamcią. Hasały sobie na łące blisko drogi. Oczywiście zostałem zauważony, ale na szczęśćie zdążyłem wydobyć aparat z sakwy.

Zatrzymałem się, żeby coś zjeść. A tam za krzakami niezwykle wylyzowana koza. Spodobała mi się jej mina, zastanawiam się co ona mówi 🙂

Chwilkę poczekałem

Zachwycamy się zdjęciami słynnych miejsc na świecie, ale jak ktoś nie lubi bądź nia ma możliwości podróżowania z pewnością znajdzie coś ciekawego i u siebie. Bo moim zdaniem każde miejsce w takich okolicznościach nieba wygląda niesamowicie.

Tego wieczoru nad okolicą zawisła chmura, a ja tylko czekałem, aż zaświeci wspaniałymi kolororami. Wystarczyło troszkę poczekać, aż słońce zejdzie niżej. Samym wieczorem rozpoczął się spektakl natury. Punkt kulminacyjny udało się uwiecznić na pierwszym zdjęciu. To szeroka na trzecią część horyzontu panorama złożona z kilkunastu pojedynczych ujęć.

Już setka

Sobotnia wycieczka rowerowa może nie obfitowała w zbyt piękne kadry, bo jeździłem po mniej ciekawym terenie i nie chciało mi się wstać o świcie, ale udało się wypatrzeć kilka kadrów.

Bardziej ucieszyło mnie to, że po płaskim terenie udało się przejechać sto kilometrów, mimo jeszcze nie do końca sprawnej dłoni. Nie tracę nadziei, że jeszcze miesiąc, może dwa i będę mógł normalnie jak człowiek, trzymać kierownicę obiema rękami.

Wschód Księżyca | 31.07.2023

I znowu dane mi było przeżyć te emocje, które za każdym razem są takie same. Moment, kiedy Księżyc wyłania się zza horyzontu jest widokiem nie do zapomnienia. Niezależnie ile razy się już to widziało.

Nie spodziewałem się, że Księżyc pokaże się tak jasny, ponieważ wschodził wcześniej, niż po przeciwnej stronie zachodziło słońce. Pomogły troszkę chmury, dzięki którym było nieco ciemniej i oto Srebrny Glob był widoczny już od samego horyzontu.

Wzeszedł dokładnie tam, gdzie przewidywałem, za dwoma okazałymi lipami z krzyżem pośrodku. I jeszcze na jednym ze zdjęć złapali się spacerowicze! Niestety nieco rozmyci ze względu na długi czas naświetlania.

Do znudzenia

Zła informacja jest taka, że właśnie mija pierwsza połowa wakacji. Dobra jest taka, że przed nami jeszcze dwa cudowne miesiące lata, a później kolorowa jesień. Mnóstwo okazji do spacerów, wypadów rowerowych i fotografowania. Coraz więcej porannych mgieł i pięknych zachodów słońca.

Wolałbym nie przegapić ani jednego wschodu i każdy dzień zaczynać na siodełku roweru z aparatem w sakwie. Równie chętnie każdy wieczór spędzałbym podobnie! Tak do znudzenia, które pewnie nigdy by nie nadeszło.

Kałuże do kadrów

Czego można się spodziewać po deszczowym dniu? Dwóch rzeczy – pięknego zachodu słońca i kałuż na polnych drogach. Jedno z drugim bardzo sie lubi i wspaniale komponuje na zdjęciach.

Wyjechałem sobie z domu późnym popołudniem. Po prostu jechałem i nie zastanawiałem się, gdzie zastanie mnie zachód słońca. Traf chciał, że postanowiłem skręcić w polną drogę pokrytą mnóstwem kałuży. A czemu by ich nie wykrozystać do moich kadrów, pomyślałem.

Chwilę to zeszło

Po dwóch dniach deszczu mogłem w końcu w czwartek wybrać się na rower. Warunki nadal nie były rewelacyjne, bo pod wieczór zrobiło się 13 °C. Zmarzłem jak diabli, kiedy zgrzany zatrzymałem się by fotografować zachód słońca.

Było już dośc ciemno, więc musiałem aparat jakoś ustawić na siodełku roweru, aby nie windować czułości i generować niepotrzebnego szumu na matrycy aparatu. To chwilę zeszło, ale i miejscówka fajna i zachód niekiepski 😉

Zapomniane bele

Zaraz będą nowe, a jeszcze stare leżą od ubiegłego roku. Biedne zapomniane bele. A może nie takie biedne, bo oto zyskują popularność jako pierwszy plan moich fotek pewnego cudownego lipcowego wieczoru.

Widziałem je już dawno z przeciwległej górki i właśnie nadszedł ten dzień, kiedy specjalnie pojechałem w to miejsce, aby wykorzystać je na swoich zdjęciach.