Jesień potrafi zaskoczyć nie tylko kolorem liści, ale i tym, kogo można spotkać na polnej drodze. Jadę sobie spokojnie rowerem, a tu przede mną ekipa jak z dawnego podręcznika do przyrody – ludzie, koń i wóz wypchany zielonym dobrem.
Patrzę na to i myślę, że taka robota w terenie ma swój urok, zwłaszcza że sam kiedyś przy tym pomagałem. Co prawda nie wspominam tego za dobrze, bo prawdę mówić za dzieciaka wolałem każde inne zajęcie niż praca w polu. Ale wspomnienia wróciły.
Wtedy aparatu nie miałem (a jeśli nawet były, to nie w moich rękach), więc tym fajniej, że teraz (jesienią) udało się złapać taką scenę.


Aż mi się przypomniały wykopki sprzed kilku lat i jazda na wodzie pełnym ziemniaków. Konia nie było, tylko traktor, ale i tak była fajna atrakcja. Po drodze bażant, bliskie spotkanie z watahą dzikich psów atakujących lisa.. I ten widok na jesienne pola i drzewa w oddali, wieś, wieże kościoła. Polna droga.. Dopiero co.
A dziś już na tych odludziach i polach domy stawiają. Tak mi żal, że jest coraz mniej takich nieskażonych „cywilizacją” miejsc..
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Fakt, ale jak tak jeżdżę rowerem po różnych miejscach, to są jeszcze sytuacje, które przypominają czasy sprzed trzydziestu i więcej lat 😉
PolubieniePolubione przez 1 osoba
I „wracasz” przeszłość… cofasz czas 😉 Super!
Ty rowerem, ja kaszlakiem 😉
Jazda na i po sentymentach – bzz trzymanki.
PolubieniePolubione przez 1 osoba