Jak z horroru

Ten wieczór zapamiętam na długo. Przepiękne kolory, najpierw oczywiście w ciepłych barwach, zaczeły się prawie godzinę przez zachodem słońca. Na koniec niebo na długie minuty stało się czerwone. Najpierw fotografowałem w polach, ale stwierdziłem, że ten mroczny klimat pasuje mi do cmentarza i tam się przeniosłem.

Te niesamowite kolory świeciły na niebie jeszcze ponad czterdzieści minut po zachodzie słońca. Cmentarz, nietuzinkowy kolor nieba i silny wiatr wydający różne odgłosy. To wszystko złożyło się na ten niepowtarzalny klimat rodem z horroru 😉

Zdobycz

Witek! Dawej orzecha! – zdawał się do mnie mówić dzięcioł (dzięcioł duży – Dendrocopos major). Co ciekawe było ich co najmniej kilka. Chwilkę wcześniej harcowały mi po ogrodzie latając w te i we wte. Szybko pobiegłem po aparat, ale one na mnie oczywiście nie czekały.

Został tylko ten jeden mocno zainteresowany orzechami. Podchodziłem go krok po kroku i udało się całkiem blisko. No i fajnie zapozował z tą swoją zdobyczą.

Dzięcioł duży – Dendrocopos major

Ciepła a potem zimna

W pierwszej dekadzie października nie brakowało malowniczych zachodów słońca. Miałem możliwość prawie codziennie ostatnie chwile dnia spędzać w plenerze. Nic na to nie poradzę, że gdy zbliża się wieczór coś wyciąga mnie z domu.

Ten wieczór był zdecydownie najpiękniejszy. Najpierw miękka kołderka chmur nabrała ciepłych pomarańćzowych barw, by po kilkunastu minutach, już po zachodzie słońca stać się bardziej chłodna i ciemna.

Kadr okraszony

Serce rośnie, kiedy trafiam na takie sytuacje. Zarośnięty krzaczorami przydrożny krzyż zyskał nowe życie. Chwała temu, kto się nad nim zlitował i oczyścił jego okolicę. Jedno z moich ulubionych miejsc odzyskało swój klimat.

Wsiadłem zatem na roer i wróciłem tam po raz kolejny, aby uwiecznić na zdjęciach to wyjątkowe miejsce. Traf chciał, że mój kadr okrasiły dwie przejeżdżające akurat rowerzystki i przepiękny zachód słońca.

Ulotne zjawisko

Wyjeżdżałem rowerem z domu – na niebie było nimbo. Była jakaś tam szansa na malutkie prześnienia nad zachodnim horyzontem, ale zdawałem sobie sprawę, że to może się nie zdarzyć. Jednak się zdarzyło – w pewnym momencie zaczeły pojawiac się okazałe promienie, a ja byłem w centrum wsi.

Pocisnąłem mocniej, aby dojechać na jakiś niezabudowany teren. W takich chwilach przydaje się forma, bo zazwyczaj to się nie spieszę delektując się jazdą. W ostatniej chwili zziajany dotarłem poza zabudowania i udało się jeszcze uchwycić to ulotne zjawisko.

Szlakiem kapliczek

Jest ich w okolicy sporo. Mnie interesują tylko te stare, położone poza zabudowaniami w urokliwych, klimatycznych miejscach. Cześto swoje trasy rowerowe układam tak, aby koło którejś z nich przejeżdżać.

W sobotę było co prawda zachmurzenie i dośc mocno wiał wiatr, ale polne drogi były suche, więc mogłem wybrać się szlakiem ulubionych miejsc z kapliczkami.

Pozytywy

Jest siódmy października, a na drzewach wcale nie widać kolorów jesieni. Owszem jest już sporo chłodniej, ale powietrze mimo, że chłodniejsze wydaje się jeszcze całkiem ciepłe. Nawet ten wiatr, który od czasu do czasu powieje mocniej, póki co nie jest przeszywający.

Możemy podziwiać piękne poranki i wieczory. Natura nie skąpi kolorów na niebie. I najfajniejsze, że wschód słońca jest tak późno, nie trzeba się zrywać i można spokojnie pospać prawie do szóstej. W każdej porze roku można znaleźć pozytywy 🙂

Przed wschodem słońca

Niebieska godzina w fotografii. Kiedy się zaczyna? Dokładnie nie wiem, ale na pewno przed wschodem słońca. Lubię wtedy fotografować, bo kolory potrafią zaskoczyć. Może my tego nie dostrzeżemy, bo mózg może działać trochę jak fotoszop dla tego co widzi oko, to matrycy aparatu nie oszukasz. Wychwyci każde światło takim, jakie jest.

Ten poranek nie zachwycał. Ponure, szare chmury od niechcenia przesuwające się po niebie. I mnie mózg oszukał, chciałem wracać bez robienia zdjęć. Stwierdziłem jednak, że skoro jestem pstryknę kilka zdjęć. I tak oto mamy te zadziwiające kolory niebieskiej godziny. Czterdzieści minut przed wschodem słońca.

Najróżowszy poranek

Sobotni poranek był najróżowszym porankiem, jaki mi było dane ostatnimi czasy podziwiać. Zaczęło się grubo przed świtem, ale punkt kulminacyjny różu nastąpił ze dwadzieścia minut przed wschodem słońca.

Nie pojechałem daleko, fotografowałem praktycznie u siebie na podwórku. KIlka kilometrów samochodem, później kilkaset metrów na nogach. Ta urokliwa dolinka nieskalana cywilizacją wegłud mnie jest najpiękniejszym miejscem w moim powiecie.

Zbieranina księżycy

Pozwolę sobie pokazać jeszcze zbieraninę zdjęć Księżyca z okolic ostatniej pełni. Poświęciłem mu trzy wieczory. Raz był wyżej, raz niżej. Za każdym razem w innych okolicznościach przyrody. Za każdym razem tak samo hipnotyzujący. Jedno z najpiękniejszych zjawisk na niebie – wschodzący Księżyc. Gdy tylko mam możliwość uderzam w teren, aby to uwiecznić.