Dopiero się zaczyna

No szkoda, że nie trafiłem tam całkiem rano, kiedy światło było mniej ostre. Mimo wszystko miło było znaleźć się na tym cudownym wrzosowisku i zrobić te kilka pamiątkowych zdjęć. Pewnie jeszcze nie raz będę je fotografował, bo sezon na wrzosy przecież dopiero się zaczyna.

Wiatrak w Różance

Jedno z miejsc, gdzie lubię zajechać, gdy tylko jestem w okolicy. Co prawda trzeba się specjalnie wspiąć na niemałą górkę, ale tam są same górki, więc kolejna nie robi różnicy. W miniony weekend znalazłem się tam niedługo po wschodzie słońca i o dziwo nie byłem tam pierwszy!

Widoki były naprawdę fascynujące. Mgły w oddali robiły spore wrażenie, więc postanowiłem wspiąć się jeszcze dla kilku fotek na wieżę stojącą opodal.

Zanim wyszło

Trochę się zmartwiłem zmierzając na wschód słońca, że na niebie nie ma żadnych chmurek. Tylko czyste niebo. Po drodze miejscami nad łąkami unosiły się delikatne mgły. Ale kiedy zobaczyłem tę magię nad jeziorami, wiedziałem, że zdjęcia będą udane.

Kolory wprost oszałamiały. Sam nie umaiłbym ich w żaden sposób nazwać. Odcienie zmieniały się dynamicznie i to wszystko jeszcze zanim słońce wyszło spod horyzontu.

Prawie biegiem

Fotografia, rower, siłownia i jeszcze czasem zwykłe spacery z pierwszą żoną. Tak wygląda mój czas wolny. I właśnie podczas spaceru trafiliśmy na taki niesamowity zachód słońca. Niewiele na to wskazywało, ale jak już było wiadomo co będzie, prawie biegiem dotarliśmy nad pobliski staw, aby to tam uchwycić te magiczne kolory schyłku dnia.

W miarę ostre

Dochodziła szósta rano. Dzień dawno się zaczął, nad wschodnim horyzontem wciąż wisiała chmura, a nad okolicą rozciągały się mgły. Po prawie dwóch godzinach jazdy dotarłem pod stary wiatrak w Różance na Pogórzu Strzyżowskim.

Nie mogłem w to uwierzyć, ale kilkadziesiąt metrów obok stał dorodny jeleń! W te pędy sięgnąłem do sakwy po aparat, a jeleń już w tym czasie mnie zauważył i rzucił się galopem do ucieczki. Rzutem na taśmę udało się zrobić te kilka zdjęć i cud, że wyszły one w miarę ostre.

Nie przeszkadzają mi

Lubię pojechać na fermę wiatrową. Jest ona oddalona ode mnie klikadziesiąt kilometrów, ale od czasu do czasu wybiorę się tam rowerem. Położona z dala od zabudowań na ogromnym terenie pól uprawnych.

Dla jednych to kupa żelastwa, dla innych ekologiczne żródło prądu. Dla mnie to świetna miejscówka do zdjęć i miejsce do wyciszenia i odpoczynku. I w niczym nie przeszkadzają mi te potężne maszyny.

Dzięki sarno!

Ten widok spowodował, że zatrzymałem samochód dosłownie w miejscu. Wyłaniający się spod wiszących gałęzi kościół w otoczeniu urokliwych porannych mgiełek.

Podjechałem potem na drugą stronę, gdzie widać go ze wzniesienia, i wycelowałem po raz kolejny teleobiektywem. I co? Nie wiem co te sarny, ale jedna z nich cudownie dopełniła mój kadr. Dzięki!

Stworzyły to

Dzień wcześniej padało. Spodziewałem się mgieł. Nie było ich zbyt wiele. Na krótkim odcinku drogi prowadzącym przez las znalazłem je. Nie dużo. Ale wystarczająco. Bo w połączeniu ze słońcem stworzyły to.