Kiedy po długich dniach z chmurami w końcu wychodzi słońce, nie mógłbym inaczej spędzić dnia, niż na rowerze. Gorąco co prawda nie było, ale aby nie zmarznąć to jest tylko kwestia ilości warstw odzieży 🙂



Kiedy po długich dniach z chmurami w końcu wychodzi słońce, nie mógłbym inaczej spędzić dnia, niż na rowerze. Gorąco co prawda nie było, ale aby nie zmarznąć to jest tylko kwestia ilości warstw odzieży 🙂



Teraz mamy w końcu od piątkowego popołudnia w miarę pogodnie, ale w poprzednich dniach dominowało zachmurzenie, wilgoć, przymrozki i mgła. A jak była mgła, to musiała się też pojawić szadź.
Błądziłem po tych zamglonych rewirach w poszukiwaniu kadrów. Wyczekiwałem na krótkie chwile, kiedy łaskawie pojawiały się przebłyski słońca. Dopiero wtedy to wszystko nabierało prawdziwej magii.



Co za widowisko! Niby zwykły wschód księżyca w pełni, ale… ma on zawsze w sobie coś magicznego. Coś, co przyciąga i co miesiąc każe wyszukiwać coraz to nowe miejscówki, albo i stare, ale żeby tam być, czekać i obserwować ten niezwykły widok.
Dziś o dziwo pogoda poprawiła się na tyle, że wieczorem mieliśmy bezchmurne niebo, więc mimo chłody i wiatru zaczaiłem się pod lasem na naszego satelitę. Nie zawiódł mnie i tym razem, więc mamy jak dla mnie epicką fotę 🙂

Zatrzymałem się na skraju bukowego zagajnika. Poranek był mglisty i mroźny. Zafascynowały mnie te wszechogarniające rudości opadniętych liści i… kontrastująca zieleń paprotek.



Kiedy ja ostatnio widziałem słońce? W niedzielę wieczorem. Podczas kiedy kilkanaście, kilkadziesiąt kilometrów w kierunku południowym, cały ubiegły weekend świeciło słońce, u nas wyszło tylko na jakieś dwie godziny. Ale o odpowiedniej porze. I od razu z przytupem.




Mgła i przymrozek. Po takiej nocy nie może być inaczej. Muszą być takie piękne szadziowe widoki. Nie inaczej było w poniedziałkowy poranek. Szczęście, że akurat w dzień wolny od pracy. Można było poranek spędzić w tych cudnych okolicznościach przyrody.



To było tak niedawno, niespełna dwa tygodnie temu. Później kilka razy był przymrozek, powiał mocniej wiatr i po kolorowych zdjęciach zostało tylko wspomnienie.
Listopad nie od parady nazywa się listo-padem…




Zjawisko optyczne green flash (zielony błysk). Na czym polega? Występuje w atmosferze podczas zachodu oraz wschodu Słońca. Tuż powyżej zachodzącego lub wschodzącego Słońca widoczny jest niewielki, zazwyczaj zielony obszar na nieboskłonie. W skrócie przyczyną jego powstania jest załamanie światła w powietrzu o różnej gęstości.
Sprzyjające powstaniu tego zjawiska warunki były wczoraj wieczorem, a mnie udało się złapać ten trwający kilka sekund moment.

Od piątku pogoda diametralnie się zmieniła. Nieustannie nad okolicą wisi ponura chmura stratus. Niebo białe, mgła, ziąb i wilgoć. Jednak ja w domu nie usiedzę, więc spróbowałem znaleźć choćby odrobinę koloru i wysupłać te kilka kadrów w specyficznym świetle.



Pogoda kiepska, ale nie zawsze tak było, bo tydzień temu cieszyliśmy się słońcem, a ja oczywiście spędziłem część dnia na dwóch kółkach. Między innymi zaglądnąłem do akacji, bo dawno tam nie byłem. Nic się nie zmieniło. Mają się dobrze i wciąż świetnie się prezentują.


