Widoki wiejsko-polne

W niedzielę po południu było mi mało ruchu po rowerowych eskapadach, więc postanowiłem jeszcze wybrać się na mały spacer. Jazda jazdą, ale to właśnie podczas wędrówek po moich polnych ścieżkach czuję prawdziwy spokój. A dodatkowo wieczorowa pora sprzyjała fotografowaniu.

Co prawda o tej porze roku fotograficznie nie dzieje się nic spektakularnego, ale zawsze coś znajdzie się do pstryknięcia. Takie zwykłe, wiejsko-polne widoki.

Tryptyk rowerowy

To był udany, przedłużony weekend. Trzy przyjemne trasy rowerowe po około pięćdziesiąt kilometrów, a zdecydowanie najpiękniejsza w niedzielę. Dlaczego? Dlatego, że tego dnia wyruszyłem w drogę punktualnie o świcie, w porze, którą najbardziej lubię na takie eskapady.

Nie było jeszcze upału, tylko przyjemne 2 – 4 stopnie. Bo potem słońce już jarało i zrobiło się chyba z piętnaście. Upał pierwszomarcowy 🙂

A na poważnie, to rano przede wszystkim bywa piękne światło i nie ma ruchu na drogach. No i po powrocie jest jeszcze czas, żeby odpocząć i ewentualnie wybrać się na zachód słońca. Ale o tym jutro.

Wierzby po raz 232

Dawno nie było wierzb, które tu nieopodal sobie rosną. Mają się dobrze, choć z każdym rokiem coraz starsze i bardziej nadgryzione zębem czasu.

W piątek zapowiadał się ciekawy zachód słońca, więc postanowiłem tam podejść i sprawdzić, czy dalej trzymają fason. Stały jak zawsze, a niebo postanowiło dorzucić im całkiem przyzwoite tło w odcieniach pomarańczu i różu.

Fajnie tam wracać co jakiś czas. Patrzeć, jak powoli się zmieniają. I choć niezauważalnie z dnia na dzień, to o każdej porze roku inne.

To koniec, prawda?

Ależ mi się trafiło na sam koniec zimy. Bo to już koniec zimy, prawda? Od niedzieli temperatury wyłącznie na plusie?

Dzień jest już wyraźnie dłuższy i po powrocie z pracy jestem w stanie jeszcze wyskoczyć na zdjęcia. Dzisiaj oczywiście z tej opcji skorzystałem i trafiłem na naprawdę widowiskowy zachód słońca.

Co najlepsze, najpiękniejsze kolory pojawiły się wtedy, gdy byłem już w drodze do domu.

Jedno

Jedno zdjęcie z ubiegłotygodniowej przejażdżki rowerowej. Z resztkami śniegu, ale suchą drogą, I kolorowym niebem, które o zachodzie postanowiło przybrać pomarańczowo‑granatowe barwy, malując okolice na delikatny fiolet.

Nierealne? Otóż realne,  tylko że te momenty trwają naprawdę krótko. Trzeba bacznie obserwować i pstryknąć zdjęcie w odpowiednim momencie.

Jak żywe

Wpadły mi fotki z października 2021 roku, czyli sprzed czterech i pół roku. Sympatyczny poranek opodal żwirowni, konkretna mgiełka, mocne słońce już od samego wschodu i chwilowy klimat, który zapada w pamięć na długo.

Do tego stopnia, że po zerknięciu na zdjęcia wspomnienia wróciły jak żywe, jakby to miejsce odwiedziło mnie zaledwie kilka dni temu.

Jak długo jeszcze?

Ile jeszcze tej zimy? Tego nikt nie wie. Może za tydzień wszystko się stopi i temperatury będą dodatnie, ale równie dobrze zima może potrwać do końca marca. Bo i tak już bywało.

Na nasz klimat nie ma się co obrażać… On i tak zrobi swoje, niezależnie od tego, ile razy sprawdzę prognozę. Pozostaje uzbroić się w cierpliwość i robić swoje, nawet jeśli zamiast wiosennej zieleni za oknem znowu widzę biały krajobraz.

W końcu każda zima kiedyś odpuszcza. A im dłużej każe na siebie czekać, tym bardziej smakuje pierwszy naprawdę ciepły dzień.

Już niedługo

Wpadło mi w oko kilka zdjęć z kwietniowej wyprawy rowerowej sprzed trzech lat. I od razu zatęskniłem za wiosną jeszcze bardziej. Ta soczysta zieleń, kwitnące mniszki, lekko przymglone poranki… No i to ciepło.

Bez kombinowania z warstwami ubrań i zastanawiania się, czy nie zmarznę po pierwszych pięciu kilometrach. Wystarczy wsiąść na rower i jechać przed siebie, ze świadomością, że gdziekolwiek skręcę, widoki będą pierwsza klasa.