W moment

Tak naprawdę w styczniu prawie w ogóle nie fotografuję. Sporo zdjęć, które wstawiałem, to archiwalia z poprzednich zim. Owszem, było kilka aktualnych kadrów, ale ostatnio warunki wyjątkowo mi nie sprzyjają wtedy, kiedy mam czas fotografować, czyli głównie w weekendy.

Czekam więc z niecierpliwością, aż dni wreszcie się wydłużą i pojawi się choć chwila, żeby po pracy wyskoczyć w plener, zanim zapadnie zmrok.

Poniższe zdjęcia są z niedzieli. Na dosłownie dwie, może trzy godziny wyszło słońce i udało mi się całkiem elegancko wstrzelić w ten moment.

Żywot sarny

Czy sarnę można oswoić? Tak, żeby chodziła za człowiekiem jak pies, na spacery, na fotografowanie… i pozowała na przykład w różnych miejscach do zdjęć?

Oczywiście, że nie, ale ta ze zdjęcia ewidentnie mnie prześladowała. Spotykałem ją dwukrotnie. Za pierwszym razem chwilę uważnie mi się przyglądała, a potem w te pędy zwiała, ale za drugim niespiesznie spacerowała, nie zwracając na mnie większej uwagi.

Przynajmniej mi się tak wydawało. A może po prostu zachód słońca tak ją zauroczył, że ja zeszedłem na dalszy plan.

-10 stopni

-10 stopni. Kto by w taki mroźny poranek ruszał się z domu? Byłem to ja. Chciałem na własne oczy zobaczyć, jak wygląda słońce, bo nie widziałem go już bardzo, bardzo długo. A dziś był ten dzień, kiedy od rana miało świecić całym swym blaskiem.

Dzień zacząłem nad pobliskim zalewem, podziwiając wschód słońca i przebierając nóżkami, bo w połączeniu z wiatrem ziąb był przeszywający. Kilka zdjęć i fruu — na spacer po lesie. 

Mniej roweru

Słońce zaczęło wyłaniać się zza mgły. Podążałem niezbyt pośpiesznie polną drogą wśród rozległych pól. To tę okolicę wybrałem na dzisiejszy plener i to był strzał w dziesiątkę. O dziwo o tak wczesnej porze w niedzielę, nie byłem na tym pustkowiu sam.

Spotkałem spacerowicza i uwaga… rowerzystę. Aż mi się przez chwilę smutno zrobiło, że ja na nogach, a on na rowerze. Ale szybko przypomniałem sobie o moim postanowieniu na ten rok – mniej roweru!

Nawet chwilkę

Każda chwila ze słońcem i to jeszcze w weekend jest na miarę złota. Co prawda porywisty wiatr nie pomagał, ale musiałem spędzić ten wieczór w plenerze. Ostatnie promyki słońca malowały przypruszoną śniegiem okolice. Na szczycie górki zabrało się kilkanaście saren. Wydaje mi się, że to cały czas to samo stadko, które obserwuje od wczesnej zimy.