Ciężko w to uwierzyć, ale owszem, był jeden dzień z chmurami. I to akurat wtedy, gdy zaplanowałem rower. Wtorek był i pochmurny, i dość chłodny. Wiatr nie rozpieszczał i jak na złość zawsze wiał w stronę przeciwną niż jechałem.
Ale skoro już zwolniłem się z pracy, to trzeba było jechać. Mimo niesprzyjających okoliczności jeszcze nigdy nie wróciłem z roweru niezadowolony, więc tak też było i tym razem.





