Już prawie chciałem pozbywać się roweru. Odstawić go na stałe do piwnicy, a może nawet wystawić na sprzedaż. Aż tu nagle nieco się ociepliło i śnieg zaczął się topić.
Tym samym w mijającym tygodniu wpadły cztery krótkie, bo krótkie, ale jednak przejażdżki. Trafiło się nawet kilka chwil z bezchmurnym niebem. Mimo że temperatura była niby na plusie, ziąb dawał się we znaki, ale po takiej przerwie naprawdę nie miałem zamiaru narzekać. Każda minuta na dwóch kółkach smakowała jak prawdziwy początek sezonu.
Teraz rower trafi na gruntowny serwis i mały remont. Po kolejnych kilku tysiącach kilometrów zdecydowanie mu się to należy. Nie obrażę się więc, jeśli pogoda jeszcze przez tydzień będzie kapryśna. Ale od następnego oczekuję że zima pójdzie sobie od nas i więcej nie wróci.




